życie

Gonić króliczka.

Toż to najpiękniejsza zabawa na świecie, wszyscy w nią grają, wytrwali łowcy wręcz nałogowo. Im bardziej króliczek jest niedościgniony, im bardziej ucieka, odmawia, nie odpowiada, tym zabawa jest bardziej wyśmienita. Dla łowcy oczywiście. On pokona wszystkie przeszkody, ominie jak w wirtualnej grze rozmaite kłody rzucane pod nogi, namierzy wszystkie kryjówki ofiary, byle tylko wbić na chwilę zęby w świeży kawałek mięsa. Zabawa jest jeszcze bardziej kręcąca, jeśli króliczek, czasami znikając za zakrętem pokaże puszysty zadek, na chwilę niby przypadkiem, da się złapać w sidła, czasami zachęcająco machnie lewym uchem, łypnie błyskotliwym oczkiem, tak żeby łowca całkiem nie stracił tropu (i nadziei, bo umówmy się, że to ona nakręca najbardziej).

Do kolekcji z serii gonić króliczka dopisuję  dwie historyjki:

1) Podjeżdżam zatankować podminowana wcześniejszymi wydarzeniami, nawigacja mi nie działa, przed sobą mam kawałek drogi, mgła że siekierą ciąć, młodzi marudzą z tyłu i trafiam na swojego ulubionego obsługującego, który ZAWSZE mnie namawia do tankowania lepszego paliwa i któremu ZAWSZE grzecznie odmawiam. Nie do końca mogę podjechać pod dystrybutor, bo jakiś idiota (albo baba albo dziadek w kapeluszu myślę sobie) kretyńsko stanął, więc wysiadam i czekam na delikwenta. Okazuje się nim dość młody facet, no i mu się obrywa: że jak można tak stanąć, że to podobno kobiety fatalnie parkują, a tu się okazuje, że to mężczyzna i że tego to się nie spodziewałam i jak ja mam teraz zatankować. Gość nie bardzo wie, o co kaman, więc daję mu spokój. Za to nawija się mój obsługujący i zaczyna swoją gadkę: jakie paliwko?, ja: benzyna, ta tańsza, on: a może jednak ta lepsza, promocję dzisiaj mamy…, ja (wybuchając): czy zawsze musi mi pan wciskać coś, czego nie chcę, jak mówię, że chcę tańszą to proszę mi nalać tańszą, a nie co tydzień mi tu pan jakąś promocję wciska! On: ale dzisiaj naprawdę mamy promocję, a pani niech się na mężu w domu powyżywa, ja: a może ja nie mam męża?!, może mógłby pan się zastanowić zanim pan zacznie tak gadać, po czym znikam, żeby zapłacić. Za parę sekund przychodzi mój przemiły pan: ale pani się tak pięknie denerwuje, pani może tu codziennie przyjeżdżać i się na mnie wyżywać, jeśli nie ma pani w domu na kim, nawet może mi pani klapsa dać. Oho myślę sobie i zwiewam, pozostawiając za sobą ulotny zapach perfum. Przemiły pan jak widać lubi lekką przemoc, hahahha! Króliczek zdecydowanie woli zniknąć.

2) Praca. Biznesowe spotkanie z zagranicznym klientem w sali konferencyjnej, gdzie okna w półokręgu akurat myje gość zawieszony w górskiej uprzęży. Siedzę naprzeciw tych okien, klienci tyłem do nich, poważne tematy, więc moja mina też dostrojona do sytuacji, skupiam się na swoim angielskim, rozsyłam sztuczne biznesowe uśmiechy i cały czas czuję wzrok taternika ze sprzętem myjącym, ale udaję, że nie zauważam, w końcu nie mogę wypaść z roli. No dobra w końcu łypię okiem, a tu proszę pan taternik rysuje mi, na dopiero co umytej szybie serca i uśmiechy. Więc już teraz zerkam trochę częściej i jakiś głupi uśmiech błąka mi się pod nosem. I błąd! Króliczki tak szybko nie odwzajemniają uśmiechu, rasowe króliczki trochę dłużej bawią się z łowcą (tu nasuwa się pytanie: kto właściwie jest ofiarą w tej grze?). Pan taternik znika, już myje kolejną szybę, już mruga na następnego króliczka. Jakoś nie żal takiego łowcy. Wytrawny łowca też się powinien szanować prawda? I zbyt szybko nie rezygnować z polowania, nie zrażać się jednym „nie”, a skoro zbyt szybko chowa strzelbę, to albo nie do końca umie polować, albo nie ma przyjemności w ściganiu jednej ofiary, aż do osiągnięcia zamierzonego celu. I wtedy nawet rasowemu króliczkowi jest przykro, bo teraz co? Tak ma biegać bez celu po tej łące? I nikt go nie ściga? Taka zabawa to umówmy się, że już nie jest zabawna. I już nawet nie ma po co ogonka fryzować.

Drogie Króliczki i Drodzy Łowcy: może trzymajmy się wszyscy swoich ról, nie będzie zaskoczeń, nie będzie rozczarowań, i wszystko będzie się kręcić po ściśle, nie wiadomo przez kogo ustalonym torze…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *