Odbierałam rano zamówiony bukiet kwiatów w kwiaciarni, gdy moją uwagę przykuły kwiaty o pąkach tak obfitych, że przypominały piwonie — a przecież miały listki róży.

– A cóż to za piękne kwiaty ma Pani tutaj? – pytam kwiaciarki, wskazując na te o brzoskwiniowych płatkach.

– A to róże są. Proszę powąchać – mówi i podsuwa mi pod nos cały wazon tych delikatnych piękności.

– Róże? Jeszcze takich nie widziałam…

Pachną cudnie. Czymś nieuchwytnym, a jednak znajomym.

– Te są z Ekwadoru – dodaje pani kwiaciarka z wyraźną dumą. – Staramy się o nasz asortyment.

Urzeczona zapachem i bogactwem różanego pąka kupuję jeden kwiat, ciesząc się z tej niespodziewanej zdobyczy.

Siedząc później przy biurku, co chwilę pochylam się nad prowizorycznym wazonem – zwykłą szklanką. Skądś znam ten zapach. Jest jak wspomnienie, które stoi tuż za drzwiami pamięci, ale nie chce jeszcze zapukać.

Po pracy pędzę na zajęcia. Róża, owinięta w wilgotny ręcznik papierowy, musi godzinę poczekać, nim przytnę ją po skosie i wstawię do kryształowego, wąskiego wazonika po babci – idealnego dla jednego, wyjątkowego kwiatu.

Kiedy wysiadam z samochodu, z daleka biegną do mnie dwie dziewczynki – córki sąsiadów. Krzyczą bardzo głośno, po kilka razy, jak to mają w zwyczaju:

– Dzień dobry! Dzień dobry! Dzieeeń Dooobry!

– Dzień dobry – odpowiadam, patrząc na nie uśmiechnięta. – Skąd wy, dziewczyny, macie tyle energii?

– Z jajka niespodzianki! – odpowiada jedna z nich i wybucha śmiechem.

Wyciągam z bagażnika kwiat. Dziewczynki natychmiast się zachwycają.

– Ale piękna róża!

– To prawda. Chcecie powąchać?

Siostry bez wahania wpychają swoje małe, ciekawskie noski w różany pąk.

Przez chwilę stoją w skupieniu, jak mali koneserzy zapachów.

– Pachnie malinami – oznajmia starsza z nich z powagą, jakby mówiła rzecz zupełnie oczywistą.

Malinami!

W tej samej chwili wszystko staje się jasne. Neurony w mojej zapachowej pamięci wreszcie trafiają na właściwą szufladkę.

– Malinami! – powtarzam z uśmiechem- Rzeczywiście!

I nagle wszystko wskakuje na swoje miejsce. Cały dzień szukałam tego zapachu w dorosłej pamięci: w perfumach, innych kwiatach. A wystarczyło zapytać dziecko.

Patrzę na małe sąsiadki i myślę, że czasem dorosłym potrzeba dziecięcego nosa, żeby rozwiązać najprostszą zagadkę świata.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *