Długie, niezaplanowane rozmowy z młodymi ludźmi potrafią wywrócić mój zwyczajny, nudny dzień na drugą stronę niczym poszewkę poduszki tuż przed praniem, wysypując z niej zaskakującą zawartość: gęsie piórko, zasuszony kwiat lawendy czy zapomniany grosik na szczęście.

Korzystam z każdej okazji, by posłuchać głosu młodego pokolenia. Dosiadam się do śniadaniowego stołu, prowokuję rozmowy w aucie, przy kawie, w krótkich migawkach wyrwanych codzienności – przecież nie chcę być tą wtrącającą się. Za każdym razem mam wrażenie, że młody rozmówca wchodzi w dyskusję z lekkim niedowierzaniem, zmieszanym ze skrzętnie ukrywaną, cichą radością, że oto ktoś ze „starych” chce go wysłuchać. Nie skorygować, skontrolować, wyregulować, ocenzurować ani przyciąć do własnego wyobrażenia o młodym człowieku. Po prostu autentycznie usłyszeć. I spróbować zrozumieć.

W tej wymianie poglądów tracę poczucie czasu i porzucam przyziemne obowiązki. Liczy się przecież magia chwili. Oto motyl młodości przysiadł na moment na mojej dłoni. Nie chcę go spłoszyć niezręcznym pytaniem ani nieostrożnym gestem.

To, co zostaje wypowiedziane wprost, a także to, co wybrzmiewa między słowami, jest niezwykle budujące. Ci już dawno pełnoletni, a jednak jeszcze nie do końca dorośli – bo wciąż nie w pełni samodzielni finansowo – ludzie mają zdumiewającą samoświadomość. Siebie oraz świata, w którym przyszło im żyć. Gdybym ja była taka w ich wieku – myślę sobie – spełniałabym już swoje dwudzieste wielkie marzenie.

Rozmawiamy o zainteresowaniach wykraczających daleko poza przeciętność zwykłego Kowalskiego. O niepodążaniu za stadem. O tym, co dziś młodzi uznają za piękne, co jest modne, a co już passé.  O ideałach kobiecości i męskości. O tym, że dziewczyny coraz bardziej o siebie dbają, a młodzi mężczyźni nie zawsze za nimi nadążają. O świadomym dystansie wobec mediów społecznościowych. O trosce o ciało i zdrowym odżywianiu. O intuicji i wibracjach. O planach na przyszłość i budowaniu kariery. O podejściu do małżeństwa i relacji między kobietą a mężczyzną. O polityce, emigrantach i odbudowie mieszkań w Ukrainie. O tym, że świat stoi otworem i warto umieć z tej otwartości korzystać. O tym, że pogoń za pieniędzmi nie może być jedynym życiowym celem. O książkach, które warto przeczytać i filmach godnych uwagi. O znajomych, którzy skręcili w złą stronę i dziś już ich nie ma. O tym, że poczucie własnej wartości nie zależy od oklasków publiczności. O walce z konsumpcjonizmem.  Że „być” jest ponad „mieć”. O radzeniu sobie ze stratą. O cieszeniu się z prostych chwil.

Coraz częściej myślę, że przepaść między pokoleniami nie bierze się z różnicy wieku. Rodzi się tam, gdzie kończy się ciekawość drugiego człowieka. Dopóki jeszcze potrafimy usiąść przy jednym stole i naprawdę się usłyszeć, dopóty jest nadzieja, że więcej będzie nas łączyć niż dzielić.

Nie wiem też, kto z tych rozmów wynosi więcej. Oni czy ja. Czuję  jednak jedno – dopóki młodzi chcą mówić, a starsi potrafią słuchać,  mam cichą nadzieję, że świat wcale nie zmierza aż tak bardzo w złym kierunku.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *