Przez przeszklone drzwi niewiele widać. Półmrok. Para. Wchodzimy do sauny— ja i Majli. Na dwóch poziomach ławek, niczym kury na grzędach, siedzą mężczyźni. Mocno rozkraczeni. Filcowe kapelutki na głowach. Przez sekundę myślę, że to performance. Ukryta kamera. Że zaraz ktoś wyskoczy i krzyknie „mamy to!”.

Czuję się, jakbym wpadła do szuflady filmu Kingsajz. Rozgogolone krasnale, tylko w wersji XXL. I nie bardzo wiem, co zrobić z oczami — bo nagle okazuje się, że wzrok też musi tu mieć swoje zasady. Spuszczam go więc do granic przyzwoitości. Na tyle nisko, by zobaczyć, gdzie możemy przycupnąć ze swoimi ręcznikami. Tymi pod stopy. Bo owinięte jesteśmy w ręczniki wielkości MAX, szczelnie, jakby miały nas chronić przed czymś więcej niż gorącem.

Panowie nie zrażają się damskim towarzystwem. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że część z nich traktuje nas jak pretekst do większej swobody. Kolana idą szerzej. Klejnoty dostają więcej przestrzeni. Jakby ktoś pomylił saunę z wystawą sklepową: oglądać można, dotykać nie.

Przez długie minuty podziwiamy więc swoje stopy. Z namaszczeniem. Jakby były najciekawszym elementem wnętrza. Staramy się nie parskać śmiechem, bo śmiech w takiej temperaturze mógłby być uznany za prowokację.

O wiele bardziej żenujące niż postawa pod tytułem co mi zrobisz- w strefie nagości wolno wszystko, okazuje się jednak to, co dobiega z górnej półki. Dialog. Szeptany. Scenicznym szeptem. Takim, który z definicji ma być słyszany. Dramat męsko-damski zupełnie obcych ludzi, odgrywany bez zapowiedzi, bez kurtyny i bez naszej zgody.

Chrząkam porozumiewawczo. Nic. Panowie są głęboko zanurzeni w swojej prywatnej rozmowie i najwyraźniej nie zauważają, że publiczność już siedzi. Mam poczucie, że przysłuchuję się czyjejś spowiedzi bez biletu wstępu. Że weszłam komuś do mieszkania w sam środek kłótni i teraz stoję w przedpokoju, z butami w ręku, nie wiedząc, czy wypada wyjść, skoro już wiem za dużo. A słyszę. Zdecydowanie za dużo. Wzrok jeszcze mogę ujarzmić, ale co mam zrobić ze słuchem?

Mężczyźni od dramy w końcu wstają. Intymne części ciała osłaniają dopiero za drzwiami, jakby granica przyzwoitości przebiegała dokładnie w futrynie. Nie patrzę. Wciąż nie patrzę. Ale nie mogę się powstrzymać — pukam trzy razy w drewnianą ławę. Brunetowi należy się rozgrzeszenie. W końcu „on by jeszcze mógł do niej wrócić”. Majli parska.

I wtedy dociera do mnie, że zażenowanie nie ma tu nic wspólnego z nagością. Nagość jest neutralna. Jak pogoda. Jest, bywa różna, nie obraża. Prawdziwy problem zaczyna się tam, gdzie kończy się przypadek, a zaczyna demonstracja. Gdzie ciało przestaje po prostu istnieć, a zaczyna domagać się spojrzenia. Kolana rozchylone o centymetr za daleko. Brzuch wypchnięty jak chorągiew zwycięzcy. Milczący komunikat unoszący się wraz z parą: patrz, skoro już tu jesteś.

To nie jest bezwstyd. To nadgorliwość. Przegięcie. Jakby sauna była sceną, a ręcznik jedynie sugestią. Jakby intymność została wyciągnięta z kieszeni i położona na stole między ceber a chochlę. I nie wiesz, co z nią zrobić, więc odwracasz wzrok, bo tak cię nauczono — że nawet w strefie nagości istnieją granice. A może właśnie zwłaszcza tam.

Najbardziej krępujące jest jednak to poczucie przymusu uczestnictwa. Że ktoś obsadza cię w roli widza w spektaklu, na który nie kupiłaś biletu. Że spuszczony wzrok nie jest wstydem, tylko formą obrony. Cichym, upartym: nie biorę w tym udziału.

Kiedy wychodzimy, czuję ulgę nie dlatego, że nie muszę już trzymać wzroku na smyczy, ale dlatego, że wreszcie przestaję być zmuszana do patrzenia. A pukanie w ławę zostaje mi w dłoni jak mały akt sprzeciwu. Para opada. Poczucie zażenowania towarzyszy mi jeszcze przez moment.

Możesz również cieszyć się:

4 komentarze

  1. Jestem kobietą, chodzę do sauny regularnie i zazwyczaj kładę się na ręczniku. Osłoniętą mam jedynie głowę. Nie zamierzam szczelnie owijać się ręcznikiem, który blokuje temperaturę i utrudnia parowanie. Bardziej oburza mnie widok ciała dotykającego desek albo stroje kąpielowe. Sauna to strefa nagości i nie trzeba się w tym doszukiwać podtekstów.

    1. Dziękuję za kobiecy punkt widzenia. To dobrze, że ma Pani możliwość czucia się komfortowo.
      Post był jednak trochę o czymś innym.
      Pozdrawiam

  2. Dla Ciebie to dziwna sytuacja w której nie możesz się czuć komfortowo a inni wogóle nie skupiają się na intymności, po prostu nie mają potrzeby się zakrywać. Toż to miejsce w którym nagość jest neutralna i nie ma nic złego że Ktoś zobaczy Twoją pierś a Ty kogoś fiflaczka 🙂

    Pozdrawiam !

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *