życie

W poszukiwaniu wymarzonej pracy lub jak stracić pracę i nie zwariować.

Być w ciągu jednego roku dwukrotnie w sytuacji dość mało fajnej z etykietą „bezrobotny” jest mało luksusowym przeżyciem. Ogólnie nie polecam. Aczkolwiek obie lekcje były mocno pouczające i chyba je odrobiłam. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Mogłabym w zasadzie wydać krótki poradnik, który mógłby wylądować na półce Bridget Jones (bo ona uwielbiała poradniki) o tym, jak nie utracić wiary w siebie i nie zbaczać z wytyczonych celów zawodowych pomimo wiatru w twarz i milczącego telefonu, choć wysłało się aplikacje na wiele ogłoszeń.

I tu pierwsza rada: aby móc przetrwać sztorm na zawodowym morzu, należy myśleć o tym w czasie, kiedy niebo jest bezchmurne i słońce w pełni tzn. odkładać pieniądze na czarną godzinę. Banalne? Tak. Prawdziwe? Jak najbardziej. Najlepiej kwotę, która pozwoli nam utrzymać się przez jakieś 4 do 6 miesięcy. Dobrej pracy można szukać długo…. I im bardziej świeci słońce i im mniej chmur na horyzoncie, tym bardziej trzeba być czujnym. Kupując nową niekoniecznie potrzebną kolejną rzecz, pomyśl, czy nie lepiej przelać tę kwotę na podkonto zatytułowane „kiedy będę w czarnej d….”, bo kiedy już w niej będziesz, w tej d… znaczy, to nie kupisz chleba, ani nie opłacisz rachunków za kolejną torebkę tudzież nowe buty do biegania. No chyba, że umiesz sprzedać dobrze rzeczy używane.

Takie odkładanie to inwestycja w spokój ducha, kiedy ani kolejnego pierwszego, czy dziesiątego nie zasila nic naszego konta.

Po co jeszcze to robimy? Ano po to, aby nie zatrudniać się poniżej naszych kwalifikacji i w miejscu, z którego szybko będziemy chcieli uciec.

Zbyt wiele punktów w CV w rubryce „doświadczenie zawodowe” nie jest dobrze odbierane przez pracodawców. Czasami więc lepiej zacisnąć zęby przez dwa, trzy miesiące i dłużej jeśli trzeba, niż zatrudniać się byle gdzie.

Zadziwiające są moje doświadczenia z rozmów kwalifikacyjnych. Znam kilka osób, które mają podobne. Wszystkie te osoby mają wyższe wykształcenie i mniejsze lub większe doświadczenie zawodowe. I nie do wiary, że takie rzeczy dzieją się na rynku pracy.

Rozmowa nr 1.:

Według opisu stanowiska w ofercie na portalu olx posiadam wszystkie wymienione umiejętności. Firma Y zaprasza mnie na rozmowę. Wśród wielu typowych pytań pada moje „ulubione”: – A jak z Pani dyspozycyjnością?

Nienawidzę tego pytania. Bo co ono właściwie oznacza? Pracę w weekendy? Pracę po godzinach? Parzenie kawy szefowi, czy robienie mu ….. nie powiem czego.

Kolejne:

– Szukamy pracownika na dłużej. Czy nie planuje Pani jakiegoś wyjazdu za granicę? Ma Pani stabilną sytuację życiową?

Chciałoby się odpowiedzieć: co to znaczy na dłużej? Szukam pracy. Chciałabym pracować całe życie w jednej firmie, być cenioną, nie uczyć się co chwilę czegoś nowego, mieć pewność i stabilizację. Ale nie mam. Chcę pracować. Muszę. Nie wygrałam w lotka, nie odziedziczyłam majątku po Carrintgtonach, nie mam bogatego wujka w Panamie. A czy mam stabilną sytuację życiową? Zaje… stabilną, tak stabilną, jak kurs franka, w którym spłacam kredyt. Czy teraz jestem idealnym kandydatem?

Chciałoby się zapytać: a jak wygląda Pana sytuacja życiowa? Czy jak Pan jutro wstanie z łóżka, będzie Pan miał zrobione przez żonę śniadanie, wyprasowaną koszulę i dzieci wyprawione do szkoły? I jest Pan pewien, że nie stanie się nic, co tę stabilizację zdmuchnie nagle i bezpowrotnie, jak terrorystyczny atak w Paryżu? To gratuluję tej pewności. Zazdroszczę. Poproszę mały kawałek zawinięty w sreberko.

-Zna Pani niemiecki, angielski, program SAP, umie rozmawiać z klientami, szybko się uczy, stepuje, śpiewa, recytuje?

– Tak, tak, TAK!

-A ile chciałaby Pani zarabiać?

I nawet nie mam szans otworzyć ust, by podać graniczną kwotę, bo szanowny prezes zaczyna rysować na marginesie mojego CV mega profesjonalne tabelki, z których wynika, że przez pierwsze trzy miesiące to on mi da dwa tysiące, potem dwa trzysta, po roku trzy tysiące. Żeby nie było pytam: – Rozumiem, że mówimy o kwotach netto?

Oburzenie na licach towarzyszących prezesowi pań mówi wszystko: ależ oczywiście, że brutto….

Na drugi dzień jedna z Pań dzwoni nie rozumiejąc dlaczego nie chcę przyjąć ich cudownej- jedynej-niepowtarzalnej-nie-do-odrzucenia OFERTY ROKU.

Uświadamiać panią, czy niech lepiej pozostanie w błogiej nieświadomości?

Rozmowa nr. 2:

Agencja reklamowa. Mała. Rozwijająca się. Oszczędzająca na pracownikach.

Dlaczego tak sądzę?

Po napisaniu testu gramatycznego z języka, reklamy bio-oliw, wpisu na bloga na temat wycieczki do Nibylandii i rozmowy w jęz. niemieckim słyszę: – U nas liczy się atmosfera, pieniądze nie są ważne, dziewczyny są ze sobą bardzo zżyte…

Jak zaraz usłyszę, że jesteśmy jedną wielką rodziną to zwymiotuję na biurko szefa. Ja rodzinę już mam proszę Pana. I owszem miła atmosfera w pracy jest ważna, ale do pracy się idzie, żeby zarobić, a skoro pieniądze są mniej ważne niż ta atmosfera, to co to znaczy?

– No wie Pani, ja swoim dziewczynom mówię, że ZUS i tak im emerytury nie wypłaci, niech sobie same odkładają, to znaczy na umowie mamy najniższą krajową, a resztę płacę w formie premii…..

O nie to ja dziękuję, ja właśnie od takich uciekłam, co to pod stołem płacą…

Rozmowa nr.3:

– A  co Pani zrobi, jak opiekunka nie ma pieniędzy na bilet, a za godzinę ma autobus do Mannheim? Na który nie może się spóźnić?

( Nie wiem, przekażę jej forsę przez teleportację? A Pani dlaczego spóźniła się na rozmowę ze mną pół godziny? Czy mój czas jest mniej cenny niż Pani?)

– Ostatnio dość często zmieniała Pani miejsce pracy- słyszę krytykę w głosie…

Tak zadufana w sobie paniusiu, mam opowiedzieć, jak było i liczyć na to, że się Pani nie przestraszy, czy zatkać pani wypacykowaną buzię odpowiedzią, że to świadczy o mojej elastyczności?

Nawet nie czekam na telefon z tej firmy. Nie warto.

Zastanawiam się, dlaczego pracodawcy tak traktują potencjalnych pracowników?

I odpowiedź na razie mam jedną: bo ich inni pracownicy zgadzają się na takie traktowanie, na takie płace, na takie warunki. Zgadzając się robią kuku nie tylko sobie, ale wszystkim innym szukającym szczęścia na rynku pracy.

Ażeby nie sfiksować pomiędzy jedną, a drugą rozmową, kiedy propozycje nie sypią się na nas, jak liście z drzew jesienią, należy znaleźć sobie absorbujące zajęcie, jak np. odgruzowanie schowka, malowanie płotu, bieganie, szydełkowanie, pisanie, robienie przetworów z jeżyn, nadrabianie zaległości w lekturze itp. i nie dać sobie wmówić przez wszystkich życzliwych, że może powinno się obniżyć swoje wymagania.

NIGDY!

Tagged , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *