życie

Razem czy osobno?

Może niektórych zaskoczę, ale co tam w końcu czasami od tego jestem…. Bo dzisiaj chciałam poruszyć taką kwestię dość drażliwą moim skromnym zdaniem, a mianowicie: rodzić razem czy osobno?

I zdaję sobie sprawę, że to podzieli moich szanownych czytelników na dwa obozy, gdzie nie za bardzo jest miejsce na kompromis i niektórzy będą się krygować, z wielu powodów udając przed samymi sobą, że nie myślą tak jak myślą, bo wypada inaczej lub może nie wypada drugiej osoby nam bliskiej, z którą się ten temat przerabiało,  w jakiś sposób swoim stanowiskiem urazić, ale co tam…. Wsadzam kij w mrowisko.

A daję sobie sama to prawo bo:

-Jestem kobietą, czyli temat porodu jak najbardziej mnie dotyczy

-Jestem matką dwójki dzieci, czyli doświadczenie jako takie w rodzeniu mam

-rodziłam „razem” i z perspektywy czasu wyrobiłam sobie zdanie na ten temat, które o dziwo bardzo jest dzisiaj odmienne od mojego zdania w chwilach, gdy na sygnale na porodówkę gnałam, a dość zbliżone do przeczytanej niegdyś opinii na tenże temat zacnego aktora Jana Nowickiego, która to opinia mnie wówczas oburzyła, a dzisiaj jednak stwierdzam, że jestem za: porody rodzinne to bzdura i wydumana moda.

Cud narodzin powinien być dla mężczyzny owiany magią, tajemnicą, powinien dziać się za zamkniętymi drzwiami. I już! Koniec. Kropka.

Wiem, że być może urażę tutaj dumę szanownych tatusiów, którzy bohatersko swoje kobiety na kolanach przy wannie do porodu do boju zagrzewali, którzy całą noc nie zmrużyli oka i nawet kanapki zjeść nie mogli, którzy stając obok lekarza brali w dłoń nożyce i sznur życia przecinali, którzy krzyczeli „przyj! przyj !” i pot z czoła ocierali, którzy przyjęli na swe męskie klaty stek wyzwisk charakterystyczny dla trzeciej fazy porodu, bo przecież to oni są wszystkiemu winni, którzy wyszli z sali porodowej z siniakami na ramionach, bo im ich kobieta z bólu paznokcie tamże wbijała.

Ja to wszystko wiem, bo sama przez to przeszłam i być może tacy mężczyźni są bardziej świadomymi ojcami (chociaż akurat znam paru, którzy przeczą tej teorii) i być może niektórzy z nich bardziej szanują swe partnerki, matki swojego potomstwa, że tak się bidulki namęczyły, by on ojcem został (chociaż moim zdaniem nijak się to ma do szacunku), ale umówmy się, że my kobiety tak naprawdę nie chcemy być szanowane aż tak na kolanach, my chcemy być po tym wszystkim znów pożądane. I tu się zaczyna robić pod tak zwaną górkę….. co?

Bo widok, no jakby nie było, tak bardzo fizjologicznego i naturalnego zjawiska jakim jest wydanie na świat małego człowieka i to widok z pierwszego rzędu i miejsca dla VIP-a, nijak się ma do późniejszego pożądania kobiety, jako istoty pięknej, tajemniczej, łagodnej itp., itd.

Ja wiem, wiem, teraz właśnie oburzają się zwolennicy i wyznawcy tzw. prawdziwej miłości, że przecież jak ktoś naprawdę kocha, ble ble ble, to przecież to powinno zbliżać, ble ble ble. Ale, czy jak kiedyś, całkiem niedawno jeszcze, kobiety rodziły same za parawanami, albo w domach przy pomocy akuszerki, to co? To oznacza, że były mniej kochane??  Dostawały rzadziej kwiaty, perfumy, mniej się do nich wzdychało, pisało dla nich wiersze, malowało obrazy, szło na wojny??? No?? Ktoś się podejmie takiej analizy?

Moim zdaniem drogie panie same sobie to kuku zrobiłyśmy i właśnie mamy mniej tych oznak uwielbienia, bo wszędzie tych panów ze sobą chcemy ciągać, nawet na porodówkę!!!

Zostawmy porody kobietom, akuszerkom, położnym, babkom i innym tego typu. Zwolnijmy mężczyzn z klęczenia przy piłce porodowej. To nie jest ich świat! Nie po to zostali stworzeni!

Cud narodzin to ból, pot, krew, łzy, kał, mocz, krzyk…. I drzwi powinny się tutaj zamknąć po słowie „ cud narodzin”, a powinny się otworzyć, kiedy kobiecie zejdzie z twarzy czerwień po wielkim wysiłku, kiedy wykąpana, z ułożonymi włosami i lekkim makijażem, z dziecięciem na ręku będzie mogła powitać swojego mężczyznę, który się nią na nowo zachwyci.

I publiczne opowiadanie, ile godzin trwał poród, na ile się otwierała szyjka macicy, czy się było zszywanym czy też nie i inne tego typu szczegóły zostawmy sobie dla siebie, ewentualnie możemy z koleżanką (broń panie Boże taką co jeszcze nie rodziła, bo się przestraszy i ucieknie) w czterech ścianach omawiać.

A Ty mężczyzno, jak będziesz Mądrym Mężczyzną, dasz swojej kobiecie spokój, uszanujesz jej decyzję rodzenia bez Ciebie wbrew panującej modzie, zadbasz o nią jak tylko potrafisz najlepiej i będziesz ją dalej, jeszcze mocniej uwielbiał. Bo pomyśl, że może też nie chciałbyś, aby ktokolwiek oglądał Cię w najbardziej intymnej sytuacji świata, kiedy nawet nie bardzo panujesz nad wszystkimi swoimi odruchami, słowami itp.

Także ja zdecydowanie mówię: rodzić, ale osobno.

Tagged , ,

484 thoughts on “Razem czy osobno?

  1. Jestem facetem, ale nie będę wypowiadał się w imieniu wszystkich. Uważam, że jeśli obie strony chcą „wspólnie rodzić”, to czemu nie? Piszesz, że poród to krew, krzyk, pot i mocz, ale… mężczyzna, który spłodził dziecko, wie (mniej lub więcej) co do czego i jak, to zdaje sobie z tego sprawę. Facet to istota myśląca inaczej od kobiety, ale nie gorzej. 🙂

    Z drugiej jednak strony, jeśli to tylko mężczyźnie zapragnęło się trzymać wybrankę za rękę czy kolano, gdy ta wypruwa sobie flaki, coby dziecko urodzić, a ona tego nie chce, to zdecydowanie decyzja należy do kobiety i mężczyzna powinien zostać za drzwiami, ponieważ poród to też sytuacja intymna (no a przynajmniej na tyle, na ile intymne może być grzebanie w kroczu przez obce osoby w biało-czerwonych kitlach).

    Pozdrawiam! 🙂

    1. Bardzo ciekawy artykuł ale ja sie z autorkom nie do końca zgadzam w kwestii obecności męża przy porodzie . Jestem mama 10 miesięcznej córeczki i nie wyobrażam sobie musieć przejść przez poród sama . Mój maz towarzyszył mi od pierwszych dni kiedy zaszłam w ciąże . Był obecny podczas wszystkich badań usg nawet wtedy kiedy lekarz przeprowadzał badanie ginekologiczne. Nawet wtedy nie mieliśmy poczucia dyskomfortu czy tez jakiegoś zażenowania . W końcu chodziło o nasze upragnione dziecko. I tutaj nie chce idealizować męża ale uważam ze ciąża jest spraw obojga partnerów. Jeśli chodzi o poród to tak jak Autorka powiedziała płacz, nieludzki wysiłek kobiety, pot, zmeczenie oraz mocz a takze kau niestety naleza do tego procesu. Pytanie jest jedno czy dojrzaly mezczyzna naprawde jest Tak wrazliwy??? Czy widok rodzacego sie potomka i szczescie moze zaklucic widok wyzej podanych czynnikow?? Mysle ze nie . Nie wiem Jak inne pary po wieloletnim byciu ze soba obchodza sie na przyklad z korzystaniem jednoczesnie z lazienki??? Kiedy jeden z partnerow sie goli a drugi korzysta z toalety . Tak wiec trzeba sobie samemu odpowiedziec na pytanie czy zwiazek dwojga ludzi to tylko piekne chwile i unikanie niekonfortowych sytuacji ( czyli jednym slowem udawanie ) czy moze poprostu wspolne bycie ze soba w kazdej sytuacji .

      1. Zgadzam się całkowicie. Uważam, że jeśli mężczyzna i kobieta chcą razem przejść przez poród, to powinni to zrobić. Nie sądzę też, że każdy mężczyzna podejdzie do tego jednakowo. Jeden będzie się „brzydzić”, inny nie, dla jednego będzie to fascynujące, inny zemdleje itp., itd. Nie mierzmy wszystkich jedną miarą. Osobiście chcemy kiedyś razem być na sali porodowej, i wiem, że dla mąż nie będzie mnie przez to mniej pożądał… Wydaje mi się zresztą, że zrzucanie winy na poród za brak pożądania seksualnego jest dość… słabe. Współczuję.

      2. Udawanie?

        Czyli jak kupę robię sama, a nie przy mężu, to mój związek nie jest prawdziwy?

        Powiesz mi jaki jest cel takiego korzystania z toalety przy kimś (argument o oszczędności czasu będzie nieakceptowalny bo to bzdura)?Po co to robić?

        O ile rozumiem, że dla niektórych par rodzenie razem jest ważne z punktu widzenia emocjonalnego, o tyle nigdy nie zrozumiem po co przy kimś robić kupę lub siku?

      3. Zgadzam sie z kazdym Twoim slowem Karolina! Ja tez niedlugo bede rodzic. Moj maz nie zalicza sie do mezczyzn, ktorzy kariere taty koncza na splodzeniu i zarabianiu. Do niczego go nie zmuszam, sam chce byc przy porodzie, uczestniczy we wszystkich badaniach, pobieraniach krwi – bo chce. Jestesmy ze soba bardzo blisko, emocjonalnie, jestesmy przyjaciolmi i nie wyobraza on sobie, aby takie „zyciowe przezycia” przechodzic osobno. A ja wzruszam sie i rozplywam jak rozmawia i tuli sie do brzucha…:)

      4. Dobrze, ze Twój mąż towarzyszył Ci od pierwszych dni ciąży, domyślamy się, ze skoro to jego dziecko, musiał być również przy poczęciu 🙂 co do wspólnego bycia ze sobą. Sorry, od 6 lat jesteśmy ze sobą, od 4 mieszkamy razem, ale do głowy by mi nie przyszło, żebym mogła usiąść na kibelku z gazetką, podczas, gdy ktokolwiek jest pół metra ode mnie i się goli przy lusterku. Są rzeczy wspólne, ale są też rzeczy, których przenigdy, dla zdrowia związku robić wspólnie się nie powinno. Jak się golisz pomiędzy nogami, to się rozkraczasz przed chłopem i ciach, ciach „kochanie potrzymaj mi nożyczki?”. Rozumiem wspólne USG, ale badanie ginekologiczne?! To już moja sprawa, na którą nie przyszłoby mi do głowy ciągać partnera! Poród tak samo, spłodziliśmy dziecko ok, ale to nie znaczy, ze musi patrzeć jak mnie rozciągają, nacinają, jak wypływają ze mnie krew, mocz, woda płodowa i cokolwiek innego w tym przypadku i jeszcze jak mnie zszywają. Natłuczecie tym facetom, że powinni być wszędzie z Wami, bo to przecież wspólne dziecko, a potem się dziwicie, że latają do 18, z którymi takich ohydnych wspomnień przecież nie mają. Mimo, że te wspomnienia wiążą się z cudem narodzin.

      5. Zgadzam się z Tobą. Moja Żona bardzo się cieszyła że byłem znią gdyż miała bóle krzyżowe i moje masowanie jej pleców było dużą ulgą dla niej. Dla mnie moja Żona nadla jest atrakcyjną kobietą tak jak przed porodem a nawet jeszczę bardziej:)

      6. no właśnie… jestem już trochę z tym moim mężem, kiedyś rozmawiałam ze znajomymi, którzy jeszcze nie mieszkali ze sobą i stwierdzili, że to obrzydliwe i kuriozalne, by nie zachowywac pelnej intymnosci w zyciu razem. Teraz, gdy zamieszkali ze sobą zrozumieli, ze jak sie robi siku to nie zawsze trzeba zamykac drzwi 😉 i to własnie prawdziwe życie. po prostu życie.

      7. ciąża to nie choroba zobacz film poród doświadczenie orgazmu!naturalnie=bez bólu=w kucki kobiety rodziły kilkanaścioro dzieci! Rosjanka Fiodorowa Wasilijewa (1707-1782) to rekordzistka porodów doczekała się 69 dzieci, w ciąży była 27 razy, czyli przez około 20 lat a tylko dwójka nie wyszła z okresu niemowlęctwa.
        Pochodząca ze wsi Szui kobieta ani razu nie urodziła jednego dziecka. 16 razy miała bliźniaki, 7 razy trojaczki i aż 4 razy czworaczki. Rosjanka dożyła 75 lat. Ponoć po jej śmierci Fiodor szybko znalazł nową żonę. Nie ma jednak danych, czy urodziła mu kolejne

        ciąża to nie choroba zobacz film poród doświadczenie orgazmu! naturalnie=bez bólu=w kucki kobiety rodziły kilkanaścioro dzieci! same bez operacji w szpitalu nie na leżąco= wykorzystując grawitację parcie układu mięśni, od kiedy zaczęto zmuszać je do rodzenia na leżąco zaczęły się problemy
        poród jest bolesny trwa dłużej i jest zagrożeniem dla zdrowia i życia matki i dziecka dziś 95% chce lekarza szpitali leków cesarki itp. patologii a np.cesarka to poważna operacja grozi powikłaniami a pobyt w szpitalach w siedlisku chorób bakterii i zarazków zakażeniem

        a w szpitalu wszystko jest zrobione tak aby to lekarz miał wygodniej a nie rodząca kobieta to tak jak by robić kupę leżąc i wypiąć tyłek do góry
        do orgazmu podczas porodu jak do poczęcia potrzebny jest ojciec:) poleca się sex w ciąży bo rozluźnia pochwę przed porodem a kiedyś mity mówiły o zagrożeniu matki i dziecka itp.

        przyrost naturalny był dodatni kobiety rodziły i wychowywały po 10 dzieci a dziś:)?

        miałam stosunek ( bardzo delikatny ) niedługo przed terminem porodu. Podniecenie i orgazm, wywołał natychmiast akcję porodową. Rodziłam pierwszy raz. Od pierwszego bólu do urodzenia dziecka minęło 2,5 godziny. Poród expresowy, syn wypłynął gładko z wodami płodowymi. Wszyscy w szpitalu się dziwili, ale nikomy się nieprzyznałam o naszych figlach z mężem.

        a sex też cię boli? wiec nie potrafisz się w pełni rozluźnić a do orgazmu podczas porodu jak do poczęcia potrzebny jest ojciec:) poleca się sex w ciąży bo rozluźnia pochwę przed porodem a kiedyś mity mówiły o zagrożeniu matki i dziecka itp.

    2. Czysta Feminstka przez duże „F” to po co walczycie o równouprawnienie.Trzeba mieć nierówno poukładane pod sufitem (kobiecym) żeby pleśc takie rzeczy.
      Wręcz przeciwnie porządanie wzrasta i żadna kobieta nie będzie mówiła i czuła to co mężczyzna odczówa. Jeśli twój nie czuje porządania do Ciebie to znaczy że z toba jest coś nie tak a nie z nim.
      Dawno już nie słyszałem takiego zakłamania ze strony kobiety jak tutaj przedstawiłaś. Widocznie jest to twój problem i czas udać sie na terapie rodzinną a nie wciskac innym kobietą że tak jak ty mówisz to jest.
      Sory ale mów za siebie i za swojego faceta, a twoje przemylenia zostaw na zebranie ucieśnionych feministek.
      Pozdrawiam Mario.
      p.s. byłem przy 3 poradach i mam 100 razy wiekszy pociąg do swojej kobiety niż przed porodem.

    1. Absolutnie się zgadzam z Autorka bloga. Z punktu widzenia estetyki – poród jest aktem obrzydliwym, dramatycznym i absolutnie intymnym. Jestem starej daty – nie wyobrażam sobie obecności męża przy dwóch ciężkich porodach, jakie przeszłam (lata siedemdziesiąte ub. wieku)

  2. Ej tam, wystarczy, żeby chłop stal z właściwej strony kobitki (czytaj: od głowy:) i traumy mieć nie powinien. No chyba, że taki niedoinformowany skąd się dzieci biorą. A jak ma przestać pożądać to przestanie i bez uczestnictwa w porodzie. Mój dał radę, ba, nawet się tam przydał i traumy chyba nie ma:)
    Pozdrawiam,

  3. Troszkę bez sensu generalizujesz…

    Jestem mężczyzną, byłem przy poczęciu, byłem przy każdej wizycie kontrolnej co 3 tygodnie w trakcie ciąży, byłem na każdym badaniu USG. Na początku zakładałem że poród rodzinny nie wchodzi w grę, ale przez cały ten okres dzięki zaangażowaniu stawałem się coraz bardziej świadomym ojcem. W końcu na 2-3 tygodnie przed terminem porodu ustaliliśmy wspólnie że będę przy żonie i będę ją wspierał na tyle ile będę mógł. Wiadomo facet przy porodzie ma ograniczone możliwości, ale jak się okazało przy 8 godzinnym porodzie żony moja obecność okazała się dla niej ogromnym wsparciem. Podobnie z pępowiną, miałem nie odcinać, ale uczestnicząc w tym wszystkim sam z siebie bez oporu i jakiegoś „obrzydzenia” postanowiłem to zrobić.

    Cud narodzin jest wspaniały i nie wyobrażam sobie nie być na jego zwieńczeniu a tylko przy poczęciu. Córka ma w tej chwili 2 latka, żona jest mi ogromnie wdzięczna za okazane wsparcie podczas tych 8 godzin, a oboje nie czujemy jakoś żadnej niechęci do seksu po moim udziale przy porodzie.

    Moim zdaniem jeśli decyzja jest podjęta świadomie, to daje same korzyści w późniejszym czasie, jestem przeciwnikiem wymuszania udziału faceta przy porodzie ale wielkim zwolennikiem udziału dobrowolnego i świadomego.

  4. Byłem przy narodzinach całej naszej czwórki i jakoś nie mam traumy. I jakoś nadal moja Żona jest dla mnie naj , a dzieci … wiem że mi ich nie podmienili 🙂 choć nawet nauczycielka z ogólniaka mówi młodszemu synowi że wygląda jak tatuś.

    1. Bo Tw żona jest jest zawsze naj- pod każdym względem.Na świecie powinny być tylko takie kobiety jak Twoja żona bo ona jest jedynie- naj.Reszta kobiet to badziew prawda.

        1. Oby jak najkrocej- ona myśli że ma kontrakt na szczęscie do końca życia-s…cz jedna.A napewno jest przeciętna jak większość kobiet.

  5. Gdyby moj maz przetal sie mna zachwycac po towarzyszeniu przy porodzie, to moglabym sie cieszyc, ze tak szybko odslonil swoje prawdziwe oblicze. Oznaczaloby to, ze po wypadku, w ciezkiej chorobie tez przetanie sie zachwycac. A kochac to zachwycac sie druga osoba, mimo ran, siniakow, mimo cewnika – dlatego, ze ta kochana osoba po prostu jest.

  6. Mój znajomy uczestniczył w porodzie rodzinnym i na sama myśl o tym jak widział łozysko niedobrze mu się robi… fakt jest taki że mężczyźni są bardziej „Obrzydliwi” na takie widoki.

    1. Będę rodzić za ok 1,5 miesiąca.. ale NIGDY nie zdecydowałabym się na poród rodzinny. Właśnie z tego powodu o którym piszesz. Ja sama uważam, że gdybym była facetem i brała udział w porodzie sn to straciłabym ochotę na seks z tą kobietą. Który facet powie wprost matce swojego dziecka, nowo narodzonego, jak ohydny był to widok.. krew, kał..
      i ma myśleć podczas każdego następnego stosunku o tym, co widział…..??

      Nie oszukujmy się piszą o dojrzałości! Jak można oceniać związek czy jest dojrzały przez pryzmat porodu rodzinnego! Nie oszukujmy się, że pociąg fizyczny nie jest dla nas ważny!!!!!! Chcę aby mój facet mnie pożądał.. nie tylko dla siebie ale również dla niego staram się o siebie dbać.. aby czuł do mnie pociąg fizyczny.. i nie oszukujmy się po raz trzeci.. wygląd fizyczny ma znaczenie! I jest to udowodnione naukowo.

      1. Módl się, żebyś nigdy ciężko nie zachorowała! Rozwód masz murowany, powód ze strony męża: obrzydzenie twoim widokiem. Bardzo ci współczuję.

  7. Popieram Marcela, byłem przy porodzie, zona męczyła się 8 godzin skończyło się cesarką. Jest dla mnie tak samo pożądana kobietą jak przed porodem. Oczywiście to kwestia indywidualna jeden na widok kupy puści pawia i będzie musiał chodzić do psychologa bo ma traumę, drugi weźmie i posprząta.
    Atomówka, poród to dopiero początek, czy masz zamiar karmić dziecko, wstawać w nocy z ułożonymi włosami i w lekkim makijażu? Przecież kilka miesięcy po porodzi to jest ciężka praca i siłą rzeczy kobieta karmiąca nie jest w ” szczycie” swojej formy. Chyba, że jest glonojadem celebryckim i ma niańki a dziecko jest tylko dodatkiem do PRu.

  8. Od czasów kiedy człowiek zszedł z drzewa, porody, przepraszam za złe sformułowanie (obowiązuje poprawność polityczna) załatwiały we własnym kręgu.
    I to wynikało z doświadczeń, zarówno danych grup, jak i rozciągnięcia w czasie.
    Ale przyszło coś takiego jak Amerykańscy naukowcy odkryli + mądrości ludowe to ciemnogród (bo żaden hamerykanin nie odkrył iż nie raz nie dwa te mądrości ludowe powstawały na wiekach doświadczeń)
    No i właśnie amerykańscy naukowcy zalecali wspólne porody, bla, bla….
    Było to z dekadę temu. Teraz wśród amerykańskich naukowców jest to temat wstydliwy.
    Bardzo wstydliwy
    A czemu ?
    A bo inni amerykańscy naukowcy porobili badania i okazało się iż na skutek tych wspólnych porodów rozleciało się b. wiele małżeństw, a jeszcze więcej przechodziło ciężkie chwile.
    Szok ???

    Dlatego nie bądźmy tak ślepo poprawni politycznie i ulegajmy bezmyślnie nowinkom…
    Jeśli coś ma wieki tradycji to nie zawsze musi być to ciemnogród….

    Podobnie uznawane przez wieki iż kobieta w okresie miesiączki jest nieczysta, nie miało na celu propagowanie jakiegoś kultu, tylko ochronę kobiet w te dni (bo praw żadnych nie miały, także tylko w ten sposób można było je chronić)

  9. Wspaniale napisane!
    A ja nie chciałam mieć ojca mojego dziecka przy porodzie również z innych względów: chyba jestem trochę atawistyczna, a nigdy jeszcze nie widziałam, żeby samice jakiegokolwiek gatunku rodziły w towarzystwie samców. Ja też potrzebowałam takiej „niszy” dla siebie. Pomijając fakt, że obecność męża by mnie rozkleiła i jednocześnie niemożebnie wkurzała 😉
    Z przyjemnością przeczytałam Twój tekst, bo odnoszę wrażenie, że jestem w porażającej mniejszości…

  10. Witam.
    Jestem ojcem dwóch chłopaków, 16 i 6 lat. Kiedy rodził się pierwszy, nie miałem nawet telefonu komórkowego i o przyjściu na świat pierworodnego dowiedziałem się jako ostatni (w rodzinie). Dlatego, kiedy zdecydowaliśmy się na drugie dziecko, a miałem już wtedy 33 lata, obydwoje z żoną wiedzieliśmy, że poród będzie wspólny.
    Pamiętam bardzo dobrze. Wielka sobota, na oddziale zupełne pustki, położna pochłonięta pasjansem i moja żona. Obolała, mimo wszystko przestraszona, oczekująca wsparcia.
    Byłem jedyną osobą, która mogła dać jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa, trzymać za rękę, posprzątać po żonie w łazience…
    Nie będę tutaj pisał o uniesieniu, o pięknym akcie. Nie byłem w strefie VIP z aparatem fotograficznym czy kamerą, byłem tam gdzie moje miejsce. Moja żona nie wyklinała na mnie, a ja nie przeszkadzałem. No może poza upomnieniem położnej żeby nie przeginała z krytyką (ewidentnie była zawiedziona, że moja żona zakłóciła jej spokój w wielką sobotę).
    Przyznaję, że nawet nie przeciąłem pępowiny, nie miałem odwagi i nie próbowałem robić z siebie kogoś, kim nie byłem.
    Nie planujemy więcej dzieci, więc pewnie nie będę miał kolejnej okazji. Wiem jednak, i moja żona jest tego samego zdania, że szkoda, że przy narodzinach pierwszego dziecka nie byłem razem z nią.
    Myślę, że trzeba znać swoje miejsce, umieć się znaleźć. Wspólny poród jest dla ludzi, dla ludzi dojrzałych emocjonalnie.
    Od zaglądania w krocze rodzącej jest położna i ewentualnie lekarz ginekolog. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi takie rozwiązanie, ale to wcale nie wyklucza udziału faceta w porodzie.

  11. Witam.
    Myślę, że skoro jesteśmy dorośli i decydujemy się na dziecko, to i razem podejmujemy decyzję. Nie wiem skąd taka panika że kobieta obrzydza mężczyznę przy porodzie, skoro on trzyma ja z rękę, od połowy ciała jest zasłonięta. Przecież to lekarz odbiera poród?! Mam siostry które rodziły. Jedna rodziła z mężem. Była to ich wspólna decyzja. Przeciął pępowinę u obu córek. Cieszył się że mógł być przy narodzinach, bo mógł pomóc mojej siostrze. Są naprawdę dobrym i szczęśliwym małżeństwem i wspólnie wychowują córki.
    On zawsze się śmieje, że korzyścią po dwóch porodach żony – moja siostra ma większy biust 😉
    Drugi szwagier nie miał zamiaru być obecnym przy porodzie. Sytuacja losowa sprawiła że musiał sam odebrać poród. Pogotowie dojechało gdy już maleństwo było na świecie. Ratownicy przecięli pępowinę. Ale wszystko jest dobrze.
    Ja natomiast chcę rodzić z siostrą. Mam do niej pełne zaufanie 🙂
    Nie generalizujmy. Decyzja należy do przyszłych rodziców. Pomijając wypadki losowe- gdy plany się zmieniają. Więc życzę wszystkim szczęśliwych narodzin i umocnienia rodziny.

  12. Moze mezczyzna byc przy porodzie ale na korytarzu szpitala i wejsc zobaczyc dziecko i partnerke tuz po porodzie, kiedy ona trzyma dziecko w ramionych. Taki widok to wielka przyjemnosc bo sam porod to raczej sprawa watpliwa.

    1. no to życzę Ci aby podczas zachodzenia ciążę następnym razem, Twoja partnerka zabawiała się z jakims kolesiem a Ty sobie poczekasz na korytarzu i wejdziesz „tuż po” 🙂

  13. Kolega, który aktywnie uczestniczył w porodzie, powiedział o swojej żonie będąc sam na sam z moim facetem: „Stary, po tym, co zobaczyłem, ona jest moją bohaterką. Gdybym tam nie był, nigdy bym nie wiedział, ile ona siły musiała włożyć w ten poród. Kobiety mają pod tym względem przekichane i nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym nie był tam z nią”
    My jeszcze trochę pewnie nie zdecydujemy się na dziecko, ale mój facet od dawna mówi, że nie wyobraża sobie nie być ze mną. Cóż, jak kto woli. Myślę, że panom powinien się przydać taki zimny prysznic. Dlaczego dla niego to ma być „cud narodzin”, a dla mnie „krew pot i łzy”? Gdy mężczyzna uczestniczy w porodzie, to łatwiej mu zrozumieć, czemu po tym „cudzie narodzin” kobiecie tak ciężko chodzić, załatwiać się, nie mówiąc już o strachu przed bólem przed powrotem do współżycia. Obydwoje robiliśmy dziecko, obydwoje powinniśmy je witać. Takie moje zdanie. Pozdrawiam

  14. Ja byłem przy żonie cały czas, wszystko widziałem, a teraz… No cóż, tak silnego pożądania do niej nie miałem przed porodem jak teraz. Tak więc nie uważam, żeby to miało coś popsuć. Powiem więcej, jeszcze bardziej nas to zbliżyło. Pozdrawiam!

  15. Cóż mogę jedynie współczuć:) Och ta mentalność katolicka… Szkoda, że do fragmentu , że nie po to mężczyźni zostali stworzeni, by wspierać partnerkę przy porodzie nie dopisała Pani, że ich powołaniem są wyższe cele:)
    A to mój ulubiony kawałek:
    „Cud narodzin to ból, pot, krew, łzy, kał, mocz, krzyk…. I drzwi powinny się tutaj zamknąć po słowie „ cud narodzin”, a powinny się otworzyć, kiedy kobiecie zejdzie z twarzy czerwień po wielkim wysiłku, kiedy wykąpana, z ułożonymi włosami i lekkim makijażem, z dziecięciem na ręku będzie mogła powitać swojego mężczyznę, który się nią na nowo zachwyci”. Łzy śmiechu płyną mi po twarzy. Dziewczyno, może zacznij się wypowiadać dopiero gdy rzeczywiście doświadczysz tego cudu narodzin na własnym ciele, bo narazie coś mi to trąci wybujała fantazja…a – i chyba zbyt wiele powieści wiktoriańskich :). No szał, szał:)

    1. Hahaha, dokładnie. Ja rodziłam, ale żadnego kału i moczu przy tym nie było. Wszystko co trzeba załatwiłam przed znieczuleniem. A po porodzie nawet wystąpiłam w telewizji, a mimo to nie byłam pomalowana. Makijaż to zrobiłam w domu po jakimś tygodniu czy nawet dwóch, jak goście w odwietki przyszli. A mimo to mąż nadal mnie kocha i pożąda 🙂

    2. no dokładnie – to też mój ulubiony cytat. Autorka pominęła zmęczenie po porodzie, zmęczenie opieką nad niemowlęciem, nabrzmiałe, cieknące piersi, ból blizny po szyciu, bóle przy obkurczaniu macicy……………. itp, itd. Mamy być zawsze piękne, uśmiechnięte, z wymodelowanymi włosami i „lekkim makijażem”. I nie daj boże, żeby mąż się dowiedział, że właśnie urodziłyśmy………. Nawet jeśli dziecko drze się w wniebogłosy, ty pamiętaj się umalować……………

  16. Jestem mamą dwójki dzieci.Pierwszy poród (samodzielny) wspominam jako koszmar.
    Byłam źle traktowana , nieprzyjemnie , obcesowo.
    Drugi poród rodzinny , zupełnie inne podejście do rodzącej.Mąż dzielnie mnie wspierał , mimo zapewnień , że żadnej pępowiny nie przetnie w finale sam się jednaj na to zdecydował.
    Nie do opisania uczucie kiedy wraz z mężem widzisz nowo narodzone dziecię.
    Nie wiem czy obecność męża przy porodzie , czy to że drugie dziecko jest córeczką ale ma z nią większą wieź niż z synem.
    Pożycie nie ucierpiało.;)
    A to jak kobieta wygląda przy porodzie jest normalnym zjawiskiem występującym w przyrodzie — czy maż ma mnie tylko ubóstwiać jak jestem piękna i zadbana.?
    Przecież przyjdzie i starość i odpukać różne choroby mogą człowieka dopaść nawet młodego , to wtedy nie będę mogła liczyć na pomoc męża bo to będzie odrażające ?
    Mąż za przeproszeniem w razie potrzeby tyłka mi nie wymyje , koleżankę mam prosić?
    Ja osobiście to bardziej wstydziłabym się koleżanki niż własnego męża.
    Pozdrawiam.

    1. Oczywiście-że pożycie nie ucierpialo- tu wypowiadająsię same piękne ,cudowne kobiety-które maja kontrakt na szczęście,na to że zawsze będą kochane mężów.To są prawdziwe kobiety a nie jakieś tam byle co.

  17. Jezeli obie strony, kobieta i mezczyzna, sami chca i nikt nie jest do niczego zmuszany, wszystko jest ok i nic miedzy nimi po porodzie sie nie zmieni. Wazne, tak jak juz mowiliscie wyzej, zeby oboje sami tego chcieli. Jestem mama dwojki, moj maz obecny byl przy obu porodach i do dzis jest dumny z tego, ze to on pierwszy zobaczyl dzieci, ze to on zakladal im pierwsza pieluche i je ubieral oraz sam osobiscie je mierzyl i wazyl (tutaj juz z asysta poloznej). Dzieci nasze maja 2 i 4 lata, razem jestesmy 13 lat i nadal jestesmy kochajaca sie para, a nie tylka mama i tata.

  18. najgłusza decyzja rodzenie razem, zaspokojona ciekawość faceta, moda, prawie jak poprawnośc polityczna, myślę inaczej ale jak wszyscy to ja tez bo nie mam odwagi powiedzieć nie, a żona sie obrazi, mądra nie.Przy porodzie najlepsze są kobiety zawsze tak bylo, jesli to potrzebna jest matka. Czy w naturze jakiś samiec uczestniczy w porodzie. tak tak cywilizacja, postep, nie ciemnogród, niektóre sprawy sie nie zmieniają, ilu facetów tak naprawdę nadaje się aby przezyc poród bez uszczerbku,i czy to przekłada sie na lepsze scementowanie rodziny, wychowanie dzieci, absolutnie. facet potrzebny jest po aby był blisko, pomagał przy dziecku i dobrze opiekował się kobietą, a nie zobaczył poród i zrobil wielki wysiłek (często panie nie zdają sobie sprawy jak dużywysiłek) NIE DAJCIE się faceci wciągać w niepotrzebną modę wymyśloną przez kobiety, one myślą że to wielkie uczucie nimi kieruje i tu sie mylą.

    1. Nie będziesz mi babo mówić co mam robić, chciałem być przy porodzie i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Mam zamiar być przy żonie również w czasie kolejnych porodów.

  19. Uwazam, ze dojrzaly facet powinien sobie z czyms tak naturalnym jak porod poradzic. Sa gorsze rzeczy w malzenstwie, ktore przeciez ma trwac i w zdrowiu i chorobie i poki smierc…
    Polog jest piekniejszy niz porod?
    Facet i tak wie, ze jestesmy zszyte, widzi przeciekajace piersi, jest swiadom krwawienia tygodniami czy nietrzymania moczu. Widok kobiety rodzacej moze mu pomoc to wszystko zrozumiec. Gdyby moj maz widzial mnie dopiero po porodzie, umyta, uczesana, wypoczeta chyba oczeiwalby szybszej rekonwalescencji;)
    Moj maz nie stal „w pierwszym rzedzie” – przeciez nie musi – tylko za moja glowa. Nie wyobrazam sobie rodzic bez niego, nie dlatego by mu „udowodnic” cokolwiek, tylko dlatego bo potrzebuje go w takich trudnych chwilach.
    Malo tego, chorowalam na nowotwor jelita. Bylam skazana na jego pomoc w duzo bardziej intymnych, krepujacych i smierdzacych sytuacjach niz narodziny dziecka. Mialam udawac ze jestem zdrowa byleby tylko mu zycia nie obrzydzic?
    Malzenstwo to wspolna droga przez cienie i blaski. Raz jest krew pot i lzy, raz majorka i drink z parasolka.

    1. Otóż to. Przypomniało mi się jak dawno temu ojciec miał pretensje do mamy, że nie chce jej się posprzątać w domu i ugotować obiadu w dniu, w którym wyszła ze szpitala po urodzeniu siostry. Mój mąż, który widział poród robił wszystko, by mi pomóc. Bardzo dobrze, że poruszyłaś temat chorób, których objawy powinny skłonić tych wszystkich nadwrażliwych facetów do wyprowadzenia się z domu do swojej mamusi czy hotelu, bo nie zniosą widoku żony wymiotującej, mającej biegunkę, czy wstrętną wysypkę, spoconej, bladej, potarganej itd. itp.

  20. Jestem kobietą, również po dwóch porodach i jestem pod ogromnym wrażeniem słów, które przeczytałam. To faktycznie tak wygląda. Podpisuje się obiema rekami. Młode dziewczyny, które jeszcze nie rodziły przyznają nam rację dopiero po swoim doświadczeniu w praktyce w tym temacie. Gorąco pozdrawiam autorkę – gratuluję odwagi podjęcia tematu – jesteś niesamowita !!!!

    1. Ja też jestem po porodzie- wspólnym. I oboje z mężem uważamy, że to była bardzo dobra decyzja. Mój mąż nie zaglądał gdzie nie trzeba, tylko był przy mnie. Wspierał i pomagał na swój sposób. Sam fakt, że jest obok bardzo mi pomógł. Przeciął pępowinę, ale też nie zaglądał skąd ona tam wychodzi. I moment, gdy razem spojrzeliśmy na naszą córeczkę – niezapomniany. Więc o co Wam kobiety chodzi? A i jeszcze dodam, że absolutnie nie wpłynęło to na jego pożądanie. Jest między nami tak samo dobrze jak przed porodem, a może nawet lepiej 🙂

  21. ja rodziłam i razem i osobno (dwójka dzieci) … i zdecydowanie uważam, że samej mi poszło lepiej niż z mężem… skupiłam się tylko na sobie, a nie na kwestii jak on się ma (ot zwykła kobieca opiekuńczość) …

  22. Amnie nigdy nikt nie pożądal i nie pożąda jestem dziewicą i mam 45 lat.Nie nie jest o innej orientacji i nie jestem brzydka – dla jasności sytuacji.Zpowodu tego piętna czuję sie gorsza od innych kobiet.I co mam zrobić,Masakra.

    1. Nie martw się ,głowa do góry – każda potwora znajdzie swego amatora . A tak poważnie , czasem życie się tak układa że nie potrafimy spotkać na swej drodze tej jedynej , czy jedynego. Ja również jestem sam i dobiegam 50-ki . Chociaż jestem zadbany , nie biedny,to jednak obserwując kobiety mam wrażenie że prawdziwa miłość to tylko w książkach , lub filmach , ale cóż może się mylę w końcu jestem mężczyzną i cóż mogę wiedzieć o miłości .Ważne by nauczyć się żyć w samotności i odkryć w sobie jakąś pasję. wówczas jest lżej na duszy .

    2. Szybki coaching dla „Masakry”:
      Jeśli jesteś dziewicą, to najwyraźniej chcesz nią być, to jest Twój wybór. Na Twoim miejscu zastanowiłabym się czego chcę i podjęła stosowną decyzję bez dodatkowych „ale…”. Decyzja, działanie i nie myślenie „wstecz”, tylko o tym co jest ważne dla mnie „w tej chwili” i oczywiście bez oceniania siebie (krytykowania) – jeśli podejmujesz jakąś decyzję to bądź w pełni świadoma wynikających z niej, nie tylko konsekwencji, lecz również korzyści ! 🙂

      1. Dzięki.Masz rację jednak czuję się gorsza ,niepelnowartościowa jako kobieta w odniesieniu do innych kobiet.Wiem że to może irracjonalen i subiektywne odzczucie ,ale tak jest niestety.

        1. Bardzo prawdopodobne, że to Twoje własne odczucia względem samej siebie są główną przyczyną niepowodzeń życiu miłosnym. Siebie trzeba kochać, wtedy i inni nas pokochają.

          1. Jagna ma rację i nie ma co się porównywać z innymi bo każdy jest inny, Ty również i masz do tego prawo, pod warunkiem że sama dasz sobie do tego prawo. Jesteś wolnym człowiekiem i sama decydujesz o sobie, nie inni. Jeśli myślisz że jesteś niepełnowartościowa to taką się stajesz i tak Ciebie będą postrzegać inni (najpierw w Twoim odbiorze, a potem również inni będą Ciebie taką widzieć). Pokochaj siebie!! 🙂

  23. Moj maz byl ze mna przy porodzie , nie wplynelo to negatywnie na nasze malzenstwo.Dlaczego byl ? Bo gdyby mnie zostawil to traktowano by mnie inaczej ,polozne traktuja Cie inaczej jak facet stoi obok , wiem bo pierwsze dziecko rodzilam sama .W zasadzie nie rodzilam zostawiono mnie sama w pokoju i nikt sie mna nie interesowal , czekali az sama urodze ,zadnej pomocy ,zadnego wsparcia po wielu godzinach bolu i placzu , gdy nie umialam powiedziec jak sie nazywam zrobili laskawie cesarke. Wiec z drugim dzieckiem nie bylam juz taka glupia , maz stal obok i polozna nie zostawila mnie i nie poszla na kawe.Tak wiec jesli masz wokol sztab pielegniarek,lekarzy i poloznych ,ktore pomagaja to ok tak mozna rodzic , ale jesli mam byc sama w pustej sali to wole aby obok byl maz.

  24. Ma pani całkowitą rację. Ja też rodziłam z mężem i na tamten czas byłam zachwycona. Mąż mnie wspierał, pomagał i dodawał sił. Ja chciałam pokazać ,że jestem silna – wstrzymywałam krzyk, mówiłam, że tak bardzo nie boli(a było inaczej). Chciałam udowodnić mężowi, że jestem dzielna i dużo potrafię znieść. Błąd totalny!!! Po kilku tygodniach mój „wspaniały” mąż opowiadał wszem i wobec, jaki to lekki poród, kobiety przesadzają itd. Dziś po 16-stu latach jak o tym opowiada to się zastanawiam, czy ja w ogóle rodziłam, czy za mnie ktoś to zrobił? Drugie dziecko urodziłam cztery lata temu już bez obecności męża i to był dobry wybór. Było ciężko, ale nikt mi tych przeżyć nie zabiera. Wniosek – nie każdy facet nadaje się do przeżywania porodu.

  25. Napradę podziwiam i gratuluję rozsądku i mądrości zawartej w tym artykule i tego , że potrfiłaś przyznać się do oczywistego prawdy 🙂

  26. przy pierwszym porodzie mąż został z córeczką czekając na lekarza sam na sam, w kieszeni miał telefon z włączoną kamerą o którym zapomniał i który położna kazała mu wcześniej wyłączyć…mam nagraną pierwszą rozmowę taty z córką, albo raczej monolog…płaczę ze wzruszenia za każdym razem

    przy drugim porodzie jak już trzymałam synka w ramionach usłyszałam jedno słowo…dziękuję…

    wiecie co, chciałabym rodzić jeszcze i jeszcze raz mimo bólu żeby przeżywać te wspólne chwile z mężem, bo chyba już bardziej RAZEM niż wówczas być nie można…

  27. Zgodzę się z autorką i jednocześnie nie zgodzę się. Decyzja razem czy osobno powinna wynikać ze wspólnej przemyślanej woli obojga rodziców. Ja osobiście nie do końca przekonany o tym, że powinienem tam być uczestniczyłem w porodzie mojego dziecka. Powiem szczerze nie oddałbym za nic tych cudownych godzin wspólnych starań o zdrowy początek dla dziecka. Kobieta jest podczas porodu sama, często długimi okresami nikt się nią nie interesuje. Wtedy obecność kogoś kto powie jakiś żart o porodzie, kogoś kto będzie dopingował do skakanie na piłce, kogoś kto przytuli i powie jesteś cudowna, w końcu kogoś kto za kark przyciągnie nie ufającą w to, że poród właściwy się już zaczął pielęgniarkę jest bezcenna. Partner jeśli nie chce nie musi zaglądać wszędzie wyposażony w kamerę full HD. Wystarczy, że będzie w tym właściwym momencie obok i odbierze dla siebie nagrodę jaką jest widok nowo narodzonego dziecka.

  28. A moze przestanmy generalizowac i pozostawmy decyzje parze? Chca rodzic razem? Niech rodza. Wola osobno? Tez dobrze. Ich sprawa, nie wtracaj sie.

  29. Całkowicie się z tym tekstem zgadzam. Od początku wiedziałam, że rodzic musze sama, w skupieniu, w natchnieniu. I tak było. W kluczowym momencie obecność męża tylko by mnie rozpraszała. Owszem, chciałam, żeby mnie zawiózł do szpitala, był ze mną w tej pierwszej fazie, pomagał ile może. Ale na czas porodu chciałam zostać sama. Mimo, że deklarował gotowość wspierania mnie do końca to w jego oczach zobaczyłam ulgę, kiedy poprosiłam, żeby czekał na korytarzu. Wiedziałam, że nie chciałby przy tym być ale nigdy by mi nie odmówił. Ciesze się, że oboje się dobrze w tej kwestii zrozumielismy:) I widziałam uznanie w oczach połoznych, że nie ulegamy modzie „rodzenia razem” (oczywista bzdura bo nikt za nas dziecka nie wypchnie). Wezwały męża kiedy Maleńka już wzięła pierwszy oddech, pomagał ja ubierać, odwiózł na badania itd. I myslę, że bardziej o to powinno chodzić w porodach rodzinnych! Że ON jest blisko, wspiera duchowo, pomaga ale niekoniecznie towarzyszy nam fizycznie w każdym momencie! Niedawno przyjaciele opowiadali jak rodzili razem. Ona była zachwycona mężem, chwaliła go pod niebiosa, była TAKA DUMNA. A on potakiwał, usmiechał się, opowiadał jakie to było cudne wydarzenie. Pomyslałam, kazda para jest inna, że u niektórych poród „razem” jednak się sprawdza. Ale potem było mi smutno, kiedy przyjaciel powiedział mężowi na piwie, że nigdy tego zonie nie powie ale to był koszmar i nigdy juz nie bedzie tak samo, bo cos w nim się złamało. Więc dziewczyny i zony, uważajcie na swoje pragnienia:) Pozdrawiam i zyczę udanych, szybkich porodów:D

  30. Czytając artykuł absolutnie się z nim zgadzam. Mam 3 letniego syna i stety niestety mój mąż uparł się że chce uczestniczyć przy porodzie. Mi nie bardzo to leżało choć powiem szczerze że jego obecność trochę mi pomogła zwilżał mi usta wodą, „oddychał ze mną” uspokajał. Choć wiem że sama też bym sobie poradziła.. w końcu nie zostałabym tak naprawdę sama sama… po pewnym czasie stwierdzam że bardzo źle się stało że zajął te Vip-owskie miejsca bo uważam że nasze życie erotyczne niestety ale się przez to pogorszyło. Choć mój mąż absolutnie się z tym nie zgadza dał mi pare razy do myślenia i zastanowienia się czy sam już akt wychodzenia naszego syna nie zblokowało czegoś … 🙁

  31. Fajnie
    że jest choć kilka kobiet które podzielają i mój pogląd, zbieżny z autorką.
    Tak wiem jest tym innym, nieczułym wrednym mężczyzną-ojcem który był przy porodzie i ZDECYDOWANIE odradzam, dlaczego…..dlaczego się na to godzimy?
    -kto odmówi kobiecie w takim stanie, na kogo wyjdę jak powiem nie??
    -widok rodzącej kobiety jest DLA MNIE przerażający, a najgorsza jest ta bezsilność, facet nie może ulżyć w cierpieniu swojej kobiety, może tylko stać i patrzeć;
    – dla mnie było to traumatyczne przeżycie, uległo zmianie moje postrzeganie mojej żony;
    Wbrew pozorom uważam, że większość facetów choćby po części zgodzi się ze mną, ale zdecydowana mniejszość porozmawia o tym z ciężarną żoną/kobietą.
    Niestety w powszechnej opinii krąży CUKIERKOWY obraz cudu narodzin, tak samo jak CUKIERKOWYCH małżeństw, a rzeczywistość jest inna…

  32. Jestem mamą od 9 miesięcy i ktoś może powiedzieć że niewielkie mam doświadczenie ale co tam jak każda już wiem czym jest poród. Kiedy zaszłam w ciążę chciałam żeby mąż był ze mną do samego końca, bo jego to też dotyczy, rozmawiałam z nim czy chce być ze mną na sali porodowej, czy jest gotowy na „takie: przeżycie, nie był pewny do samego końca. Dlatego tuż przed samym rozwiązaniem zaproponowałam mu żeby był ze mną tak długo jak będzie chciał. Został do samego końca. Dziś wiem że gdyby nie jego obecność, wsparcie, dodawanie otuchy i siły nie udałoby mi się samej przejść przez moment porodu. Myślę że jeśli znowu będę miała rodzić to znowu będzie obecny.

  33. Miałam planową cesarkę ze znieczuleniem w kręgosłup.Mąż cały czas był na sali operacyjnej. Siedział przy mojej głowie więc oboje nie widzieliśmy jak lekarze grzebią mi w brzuchu. Oboje jednocześnie usłyszeliśmy a za chwilę zobaczyliśmy naszą córeczkę.Cud narodzin dotyczył całej naszej trójki podobnie jak wcześniej cud poczęcia.Mąż opiekował się mną po porodzie.Był świadkiem mojego krwotoku.Widział świeżą bliznę po ranie po cięciu.Wcześniej ja opiekowałam się mężem po operacji i też widziałam jego blizny .Kochamy się i nie mamy żadnej traumy z powodu oglądania naszych ciał w momencie ich mniejszej dyspozycji.Nic nie popsuło się w naszych relacjach damsko-męskich.Rozrabiamy jeszcze bardziej…Wkrótce zabieramy się za robienie siostrzyczki lub braciszka dla naszej córeczki.I to kolejne dziecko także powitamy wspólnie

  34. Moim zdaniem najważniejsze jest uświadomienie sobie problemów czy popełnionych błędów, tylko w Twoim przypadku to nie jest problem obecności męża przy porodzie, tylko spadek pożądania i namiętności w Twoim związku. Wydaje Ci się że jesteś mniej atrakcyjna dla męża i nie szaleje za Tobą tak jak kiedyś, być może nie ma takich fantazji odnośnie sexu jak kiedyś. Za tą sytuację w Twoim związku, która zbiegła się w czasie z powiększaniem rodziny, winą obarczasz obecność partnera przy porodzie i dopisujesz do tego całą ideologię szukając głosów wsparcia oraz poparcia opisując całość na blogu.
    Napiszę Ci więcej z drugiej strony (jestem tatusiem, córka ma roczek i byłem przy porodzie – wybór mój oraz mojej żony). Gdy moja żona przestała o siebie dbać w pierwszych tygodniach po porodzie, tylko non-stop zajmowała się dzieckiem, do tego ciało nie było jeszcze w formie, to namiętność spadła niemal do zera, ale jak zaczęliśmy o tym rozmawiać i znaleźliśmy w czym jest problem (nie tylko dziecko jest najważniejsze i ja nie zniknąłem po porodzie), żona zadbała o siebie: dieta, aerobik, wspólne wyjścia i odnalazła moje potrzeby na nowo, to namiętność wróciła ze zdwojoną siłą.
    Schudnij, zadbaj o siebie, mniej narzekaj, więcej się uśmiechaj i myśl o potrzebach swojego faceta, rozmawiaj z nim, a nie na blogu, to w związku zacznie Ci się układać, a nie szukaj zrozumienia wśród nieznanych osób!

  35. Jestem mamą dwóch chłopców. Przy obu porodach towarzyszył mi mąż. Z mojego punktu widzenia… był nieoceniony. Z Jego punktu widzenia…
    1. Na uczestnictwo w obu porodach zdecydował się świadomie.
    2. Nie nabrał do mnie obrzydzenia, powiedziałabym nawet, że życie w alkowie układa nam się lepiej (ale to pewnie dlatego, że przybyło nam lat).
    3. Płakał ze wzruszenia nad noworodkami i po czasie powiedział mi, że cieszy się, że nikt i nic nie zabrało mu tej chwili.
    Wydaje mi się, że dojrzały, w pełni świadomy mężczyzna (nie facet) poradzi sobie z porodem. Ludzie, nie popadajmy w paranoję. Prawda jest taka, że jeśli facet odchodzi od rodziny, bo żonę widział w trakcie porodu, to jest niedojrzały chłopiec i może lepiej, że odchodzi w takiej chwili, niż 10 lat później.

  36. Glupoty wypisujesz. Porod ma byc dla mezczyzn „owiany magia, tajemnica”??? To jest czesc zycia; nie zostajemy na zawsze piekni i mlodzi, nie zawsze wygladamy wspaniale, sa w zyciu momenty, kiedy nie da sie uniknac fizjologii, takze krwi i kalu; nasze ciala nie sa obrzydliwe, sa jakie sa. Kobieta ma heroicznie i dzielnie przejsc przez porod, pokazac sie mezowi po przysznicu i z makijazem, tulac piekne dziecie w ramionach? a potem co? ukrywac przed mezem kupki dziecka, wymiociny, sprzatac tak zeby mu w niczym nie przeszkodzic, bo moglby stracic zainteresowanie seksem i znalezc sobie mlodsza, ladniejsza, ktora jeszcze nie rodzila?

  37. Skoro ja nie opowiadam o tym jak robię kupę i nikt mnie nie trzyma przy tym za rękę to i przy innej czynności fizjologicznej jaką jest poród nie powinno być publiczności. Niechten facet zamiast wkładać energię w krzyki przyj przyj niech ją wkłada później w przewijanie, mycie itp jak będę zdychać po ciężkim porodzie.

  38. zgadzam się w 100% Widok rodzącej kobiety to, za przeproszeniem, jak widok faceta z tygodniowym zatwardzeniem w łazience. Zabrzmiało wulgarnie?? A jak niby wygląda zasmarkana, czerwona z wysiłku, jęcząca kobieta rozłożonymi nogami?? Trauma na długo. Ja rodziłam przez cesarkę (dziecko adecydowało i ułoyło się poprzecznie) ale już wcześniej z mężem uzgodniliśmy, że poród naturalny bez jego obecności się odbędzie. Po prostu oboje byśmy się po tym źle czuli. Aha, a moje Zwierzątko, pomimo że przy porodzie go nie było, jest najcudowniejszym Tatusiem świata, zakochanym w swojej małej córeczce, z wzajemnością zresztą>))

    1. Obyś nigdy się nie rozchorowała, twój widok – kobiety wymiotującej, zmęczonej, czerwonej z wysiłku, gorączkującej i spoconej będzie przyczyną rozwodu – przekonasz się.

  39. A ja się nie zgadzam. Każdy ma prawo wyboru: jeśli oboje tego chcą to dlaczego nie?
    Mój mąż był obecny przy obu porodach i bardzo cenię sobie jego obecność. Dzięki niemu pielęgniarki i lekarze byli bardziej ludzcy, ale też ja miałam w nim oparcie i jego spokój wielki spokój ;-). Stał przy mojej głowie, potem dostał potomka na ręce i z najpiękniejszym uśmiechem na świecie pomaszerował za pielęgniarką. A mną zajęli się troskliwie lekarz i pielęgniarka…

  40. Prawdziwy mezczyzna ma kobiete, ktora jest zona i pozadana kobiete do seksu. Przy porodzie zony moze byc, ta druga nigdy nie powinna rodzic…

  41. Absolutnie się nie zgadzam. Bzdurny wywód, jakich wiele. Decyzja powinna należeć do rodziców. Chcą być razem ich wybór. Nie chcą, nikt nikogo do niczego nie zmusza. Mój mąż był dwukrotnie i żądnej traumy nie przeżył, ale do tego oczywiście potrzebna jest i kultura osobista i co nieco świadomości, by w krocze rodzącej małżonki nie zaglądać. Wtedy ani pożądanie nie spada, ani żadnej traumy nie ma. A co do pozostawienia kobiety samej sobie, czy jak to piszesz innym kobietom, to ja dziękuję. Wszystkie kobiety to zazdrośnice, do tego często mało kompetentne nie mam więc do nich zaufania, dlatego i ja i mąż na wszelki wypadek woleliśmy w tak ważnej chwili patrzyć im na ręce, z całym szacunkiem dla tych, które są porządne i wiedzą, co to odpowiedzialność. Choć tych ostatnich niestety jest mało, dlatego wszędzie, gdzie to tylko możliwe wybieram panów i dobrze na tym wychodzę. Wyjątek może stanowią panie w branży wychowawczej tzn przedszkolanki, czy opiekunki, ale i tu nie ma co generalizować.

  42. JA RODZIŁAM Z MĘZEM,I NIE WYOBRAAM SOBIE ZEBY JEGO PRZY MNIE NIE BYLO.WSPIERAŁ MNIE JAK MOGL,ODDYCHAŁ RAZEM ZE MNĄ,I DO TEGO MOWIŁ CIEPLE SŁOWA,KONTROLOWAL KAZDY ROCH LEKARZY I POLOZNYCH.I KAZDEJ KOBIECIE POLECAM POROD Z KIMŚ BLISKIM,I JAK NAJBARDZIEJ Z MĘZEM,PO PORODZIE ZBLIZYLISMY SIE DO SIEBIE BARDZIEJ NIZ KIEDYKOLWIEK.

  43. Byłem przy dwóch porodach mojej żony. Z perspektywy czasu absolutnie zgadzam się z autorką tekstu. Gratuluję dystansu do siebie i tematu. Podziwiam swego rodzaju odwagę aby napisać to co pewnie bardzo wielu rodziców obojga płci uważa… ale niewielu chcąc być w zgodzie z panującą modą otwarcie wyraża.
    Zaraz posypią się na mnie gromy… że samiec.. itd.. sam chciałem być. Moja żona też chciała żebym był. Niczego nie żałuję ale uważam, to niepotrzebne.

    Pozdrawiam

  44. Że co???? A po co mąż ma zaglądać między nogi (że się tak wyrażę) w trakcie porodu? On ma być przy kobiecie/z kobietą w tej ważnej i pięknej chwili. Od pasa w górę w momencie porodu kobieta „należy” do niego, czyli ma właśnie ten pot wycierać i pilnować żeby podczas parcia oczy zamykała itp. A od pasa w dół kobieta jest dla położnej 😉 i to położna tam zagląda i to wszystko widzi a nie mąż, no litości. więc czemu niby po wspólnym porodzie ma być coś nie tak między małżonkami? Niech nie zagląda gdzie nie trzeba i będzie wszystko ok. A to że ma szacunek i jeszcze większą miłość do kobiety, bo widzi ile musiała wycierpieć, żeby ten ich wspólny cud na świat wydać to co w tym złego jest?

  45. To jest indywidualna sprawa rodziców, nie należy wypowiadać się w imieniu wszystkich. 5 lat temu mój mąż towarzyszył mi przy porodzie, za kilka miesięcy urodzi się nasze drugie dziecko. Mąż powiedział, że koniecznie chce być ze mną na porodówce i nie wyobraża sobie, by mógł przegapić tak ważny moment w naszym życiu.

  46. Kobieta powinna zostać tajemnicza i nieskazitelna, żeby mężczyzna jej porządał??? A może jeżeli facet zobaczy przez co ona musi przejść, to zrozumie problemy, które mogą być później np. brak ochoty na seks. Poza tym kobiety nikt nie pyta o zdanie musi rodzić i już, ale decyzja o powiększeniu rodziny należy do obojga.

  47. A mój mężczyzna, na moje filozofie, że nie życzyłabym sobie żeby był przy porodzie i widział mnie upoconą, zmordowaną itd. stwierdził, że strasznie głupio gadam, że to normalne i że on sobie nie wyobraża, by go miało nie być na porodówce i że on musi wszystkiego pilnować czy wszyscy mnie dobrze traktują, zachowują się właściwie itd…Czyli jednym słowem zapewnić mi poczucie bezpieczeństwa, nie pozwolić na jakieś wrzaski pielęgniarek nade mną itp. a takie właśnie historie znam z opowiadań mojej mamy, jak wstrętne były pielęgniarki, jak się wydzierały i jak olewały pacjentki. W sumie po tym co powiedział to zmieniłam zdanie i faktycznie wolałabym, żeby był ze mną. Nie musi się patrzeć między nogi, niech stanie gdzieś w bezpiecznej odległości 😉

    1. Rozumiem że kobieta będąca dziewica w wieku lat 45 lat jest gorsza od szmaty.Taka kobieta to bezwartościowy śmieć – w odniesieniu do innych kobiet nawet tu się wypowiadajacych które sa kochane i adorowane przez mężczyzn- sw mężów lub partnerów.Dla jasności sytuacji nie jestm o inej orientacji i nie jestem brzydka.Mężczyzn przeraża to że w tym wieku jestem – dziewicą.Wiem,żeto patologia ,i piętno- dziewicteo w oim wieku.Widac że po prostu nie kożna mnie kochać i pożądać jakbym byla jakimś potworem ostatnim.Kobiety wypowiadajace sie tutaj są wyjątkowo piękne lub mają wlaściwa osobowośc sa takie po prostu akuratne.

  48. Witajcie, jestem matką dwóch synów, każdy poród odbył się bez uczestnictwa męża, a to dlatego, że wówczas nie było takiej możliwości, sam nie wiem czy byłaby jakaś różnica, czy nie, ale wydaje mi się, że spora część tych wspólnych porodów jest w mniejszym lub większym stopniu wymuszona na parterach. Piszę tak, bo znam opowieści moich znajomych, którzy przez to przeszli, szczególnie Panowie po jakimś czasie nieśmiało mówią, że przecież musieli bo żona tego oczekiwała, oczywiście żaden z nich nie miał odwagi wcześniej odmówić, jeden nawet zemdlał. Drogie Panie w sporej części przypadków Panowie nie mają odwrotu. Moja znajoma późno rodziła pierwsze dziecko, świadome rodzicielstwo, oczywiście, że razem, potem chciała urodzić drugie, ale mąż stanowczo odmówił, i jeśli chodzi o ich pożycie to również dużo czasu minęło zanim spotkali się w sypialni. Wiecie moje drogie Panie nasi faceci są często inni, niż nam się wydaje i nasze oczekiwania i intencje są często różne od nich. Pozdrawiam i autorce tekstu brawa za odwagę.

    1. taaak… stawiajmy mężczyznom niskie lub żadne wymagania i się dziwujmy później, że nas zawodzą… nie ma to jak taryfa ulgowa dla faceta… jak czytam takie teksty, że kobieta rodziła (czyt. pchała załadowany po dach wóz meblowy) a facet zemdlał, to mam ochotę ‚pogratulować’ mamusi tego faceta, za tę taryfę ulgową dla synka… Wychowała prawdziwego wojownika… A jakie wsparcie dla tej kobiety! Kobiety (zwłaszcza te starsze), otrząśnijcie się! My chcemy mieć lepsze życie i bardziej satysfakcjonujące związki niż wy!

    2. Tylko jeden przykład? Ja, moi bracia i kumple byliśmy przy porodach swoich dzieci i absolutnie żaden z nas nie ma z tym problemu. To, że trafi się wśród facetów jakiś cielak (jak mąż twojej znajomej) nie oznacza, że wszyscy są nadwrażliwi. Poza tym szczerze wątpię, że to właśnie poród rodzinny spowodował brak zbliżeń, raczej zmęczenie i zaniedbanie się przy małym dziecku.

      1. A ja nie mam zbliżacza.Mam 45 lat i jestem dziewicą.Nie nie straszę- zapewniam.Ale widać jestem gorsza od wszystkich nawet tu wypowiadających się kobiet.

          1. To nie tak-po prostu nie ma tego wlaściwego mężczyzny,a przynajmniej nie jest mi dane takiego poznać.

  49. Jako nie mniej doswiadczona od Pani matka 2 dzieci z calym przekonaniem moge stwierdzic,ze pozadanie ze strony meza nie zmalalo po wspolnych porodach.Nie traktujmy mezczyzn jak idiotow.Bo nie kazdy nie jest w stanie rozgraniczyc widoku swojej kobiety w zmyslowej bieliznie a lezacej w szpitalu!Jakos przy ataku wyrostka robaczkowego maz tez nie chcial zrywac ze mnie koszulki szpitalnej i ponczoch przeciwzakrzepowych!Porod to porod.Zadne dziecie w „cudowny” sposob na swiat nie przychodzi.Jest bol,krzyk i krew.I w samym porodzie nie ma nic pieknego estetycznie.Piekne jest(i to tez subiektywnie tylko) to malenstwo,ktore przychodzi na swiat.Twarz meza kiedy podano mu dziecki nasze pierwszy raz w ramiona-bezcenne.
    Prosilabym Pania o nie generalizowanie.Zastanawiam sie czy to odwaga czy…no wlasnie…czy cos innego,kiedy Pani tak jednoznacznie ocenia to zjawisko.Ze u Pani na dobre nie wyszlo-wspolczuje.A ze osmiela sie Pani oceniac najbardziej intymne przezycia przezycia innych?Nie rozmawiac o porodzie?Jak mozna nie rozmawiac ze soba o czyms takim?Mezczyzny,jesli byl nieobecny,nie interesuje jak bylo?Jak partnerka przezyla ta wyjatkowa chwile?
    Tu ja pozwole sobie ocenic taka postawe-szkoda dla takiego mojego czasu.

  50. Jeśli rodzić to tylko sama. Skoro facet i tak nie zmniejszy bólu, a jeszcze zacznie zagłuszać instynkt samozachowawczy kobiety. Poza tym dla męża chcę być przede wszystkim kobietą, a nie tylko matką jego dzieci, na którą po wspólnym porodzie nie będzie mógł w sypialni patrzeć z pożądaniem bo po porodzie trauma mu została. Albo będzie się bał kolejnego. Co mi po tym, że będzie przy mnie przez te kilka godzin porodu, skoro potem całe życie legnie w gruzach? Nie mówię, że na pewno tak jest , ale porodami rodzinnymi same zwiększamy ryzyko rozpadu pożycia na własne życzenie. I żeby nie było, że nie wiem o czym mówię, to rodziłam sama i jestem bardzo zadowolona ze swojej decyzji, a mąż odwiedził nas jak już byłam wykąpana i wyglądałam w miarę normalnie. I jestem dumna, że dałam radę

      1. Nic doskonałego związku nie gwarantuje. Uważam po prostu ,że jeśli sama ze sobą dobrze się czuję, to inni też się dobrze ze mną czują. I nie chodzi o robienie makijażu,bo kto o tym po porodzie myśli, tylko o kąpiel zanim się komuś pokażę, bo wiadomo wysiłek= pot, a w połączeniu z małymi i dusznymi salami w szpitalach to mieszanka wybuchowa. A do pomocy wolałam mamę 🙂

  51. Mój mąż był przy pierwszym porodzie (stał za głową), nie miał żadnej traumy, jeszcze pomagał mi po porodzie, gdyż byłam bardzo mocno nacięta. Przemywał, pielęgnował, dbał na każdym kroku. Drugi poród był tak szybki, że musiał go sam odebrać i też nic mu się nie stało (chociaż stwierdził tylko, że nie chciałby tego drugi raz przechodzić). Planujemy jeszcze jednego szkraba i też będziemy rodzić razem. Dla każdego jest to jednak indywidualna sprawa i niech rodzice podejmują takie decyzje razem.

  52. Ty się chyba naoglądalas romansidel mowiac o tym lekkim makijazu i ulozonych wlosach….kobieto po porodzie to ma sie ochote tylko spac a nie makijaz sobie robic…z choinki sie chyba urwalas…jak ktos chce rodzic z partnerem prosze bardzo jak nie to nie i koniec…To sprawa indywidualna.Ja rodziłam obie corki z męzem i zrobilabym to jeszcze raz.Takiego samego zdania jest moj mąz.

    1. popieram. na to samo zwróciłam odwagę. ja po porodzie nie bylam w stanie zejsć z łóżka i dojść do łazienki. a w łazience gdyby nie pomoc męża, który dosłownie musiał mnie trzymac pod prysznicem to padłabym jak długa na podłoge i tak pewnie leżała. bo polozne tylko mówiły wstać i się wykąpąc ale, ze bylam tak wykonczona, ze stac nie mogłam to nikogo nie zainteresowało. nawet nie zdążyłam włosów umyć bo już odpływałam. i gdyby nie obecny tam mąz to nie wiem co by bylo. a makijaz??? haha dobre sobie… faktycznie autorka musiala sie amerykanskich filmow naogladac, ze o makijazu pisze.
      moj mąz przy porodzie tez byl. widzial wszystko. nawet wiecej niz ja. jak dziecko wychodzilo. jak mnie polozna cięła. dosłownie wszystko. i teraz za dwa tygodnie jedziemy znowu razem rodzic. i tez bedzie przy porodzie. a zainteresowanie seksem w ogole u niego się nie zmniejszylo. a wrecz przeciwnie. już teraz nie moze sie doczekac ,,normalnego” seksu po porodzie…;p
      takze współczuje wszystkim kobietom, ktorych mężowie nie podołali tej roli. i uciekli gdzie pieprz rosnie w czasie porodu. mnie na szczęscie to nie dotyczy.

  53. Jak zwykle Pani tylko ma prawo do decydowania co mają robić wszystkie kobiety – a ja miałam męża przy sobie przy pierwszym porodzie, czy będzie przy następnym się zastanowie ale to moje prawo!! Nie moda – nie wymysł, tak czułam i tak chciałam, w końcu dziecko sie z księżyca nie wzieło…Dzielimy takie sprawy na męskie i damskie więc dlaczego się potem dziwimy, że faceci wielu rzeczy nie rozumieją, nie zastanawiają się – otóż my kobiety do tego prowadzimy!!! Ni wymagaj potem zrozumienia itd jak sama robisz tajemnice z tego „skąd sie wzieło dziecko”…

  54. Całą trójkę dzieci urodziłam wspólnie z mężem i trzymałabym się właśnie stwierdzenia „wspólnie” a nie „w towarzystwie”. Wcześniej razem chodziliśmy do szkoły rodzenia, więc orientował się, co i jak, a podczas porodu skupiony był na mnie, pomagał mi regulować tempo oddychania (sama byłam tak zaaferowana, że prawie wpadłam w hiperwentylację). Skoncentrowanie się na tym, aby wspólnie pomóc przyjść dziecku na świat w dużym stopniu eliminuje problem ewentualnych omdleń tatusiów na sali porodowej, czy innych przejawów niedyspozycji. Nie ma na to czasu. Po żadnym porodzie nie odczułam mniejszego zainteresowania, mniejszego pożądania czy braku adoracji (oczywiście w porównaniu do stanu wcześniejszego, nie twierdzę, że był to początek fajerwerków). Często wracamy do tych chwil i są to w przeważającej mierze bardzo miłe i wzruszające wspomnienia, mimo iż średnia latorośl urodziła się niepełnosprawna i wiązało się z tym sporo komplikacji, o których nie wiedzieliśmy w czasie trwania ciąży. Zawsze powinna to być kwestia indywidualnej decyzji, ale nie ma powodu do przesadnych obaw.

  55. Ja rodziłam z mężem z innego powodu.Chciałabym żeby mąż był przy porodzie tylko dlatego,żeby tym partaczom patrzył na ręce,bo to nigdy nie wiadomo.Rodziłam córkę w nocy,wiadomo jak w polskiej służbie zdrowia,zwłaszcza w nocy podchodzi się do pacjenta z NFZ,przecież jaśnie królewny i królowie muszą się wyspać bo w „nocy się śpi” jak to jedna położna takim tekstem do mnie pojechała…Uważam,że mąż jest potrzebny głównie po to by pilnować swojej żony,żeby miała odpowiednią opiekę w czasie porodu i nie było żadnego zaniedbania

  56. witam! jestem mama 3 letniego synka i nie wyobrazam sobie rodzic sama. gdyby nie moj mąż byloby to dla mnie koszmarne a tak przezylismy wspaniale 9 godzin i moze mialam to szczescie ze moj porod mimo ze trwal tyle czasu byl piekny. razem sie smialismy razem trzymalismy za reke. a poza tym moj maz wychodzil za kazdym razem kiedy lekarz mnie badal i byl do chwili narodzin malenstwa a po porodzie byl przy dziecku a ja rodzilam lozysko. przyszedl do mnie juz jak zostałam przewieziona na sale. ngdy nie widzialam mojego meza takiego wzruszonego i wiemy ze jak bedziemy mieli jeszcze dzieci bedzie tak samo bo inaczej sobie nie wyobrazamy. a jesli chodzi o pożądanie to nie rozumiem to jak kobieta bedzie sie starzec i zmieniac bo nie oszukujmy sie ale nie zawsze bedziemy piekne i wyfiolkowane bo tak sie nie da to co mężowie nas zostawia. to nie warto być z takim facetem. dla mnie jest normalne ze facet powinien nas znac w kazdym calu a nie tylko piekne wymalowane i wypachnione bo to nie jestesmy prawdziwe my. moj mąż kocha mnie nie tylko za to ze ładnie wygladam a przede wszystkim za cechy charakteru.

    1. W pełni się zgadzam. Po kilkunastu latach małżeństwa pożądanie i tak znika – zarówno u mężczyzny jak i kobiety (podobno u kobiet szybciej, stąd tyle wymówek ‚boli mnie głowa”). Uczucie też się zmienia i staje sie głównie przyjaźnią. Najsmutniejsze jeśli się w mężu nie ma przyjaciela, tylko amatora na wdzięki. Czego nikomu nie życzę!

  57. Bardzo się z tym wszystkim zgadzam!!!
    Też jestem mamą dwójki dzieci. Pierwsze rodziłam bez męża, drugie po dziewięciu latach, które minęły od pierwszego porodu, postanowiłam urodzić z mężem. Faktycznie było mi łatwiej dzięki jego obecności i wielkiemu wsparciu jakie wtedy mi okazał, jednak wiem już z własnego doświadczenia, że lepiej swojemu facetowi oszczędzić widoku krocza w takim momencie. Facet jest wzrokowcem i taki obraz na zawsza pozostanie w jego pamięci. Co poniektórzy sobie z tym poradzą, ale większość nie. Mój mąż należy do tych wyjątkowo twardych i dzięki mu za to, ale drugi raz nie ciągneła bym go za sobą.
    Nie ryzykujcie związku dla mody wspólnego porodu.

  58. Czytam, że kobieta powinna pokazać się mężczyxnie, męzowi, gdy „zejdzie czerwień z twarzy” po wysilku i będzie wykapana i upiekniona, by nie zdradzić najbliższej osobie tego, że dupę ból rozrywa. Idąc tym tokiem myslenia powinnyśmy tak, jak szanowna celebrytka w sukni koktailowej sprzatać dom i w 12 cm szpilkach szczotkować kibel, bo przecież mężczyzna musi być zachwycony, kobieta oczywiście, bo przecież nie wchodzi w grę rozciagniety dres, nawet do tak „wznioslych” zadań domowych, broń boże nie może zobaczyć nas, kobiet, o poranku dlategoż nie kładziemy się bez makijażu, okresu tez nie możemy mieć bo mężczyzna nie znosi naburmuszonej, lekko opuchniętej krwawiacej baby z miejsca, które powinno mu kojarzyc sie wyłacznie z przyjemnością, o delikatnym zapachu kwiatow z nutką naturalnosci. A pierdzieć można? To też takie mało kobiece przecież, a jak pryszcz wyskoczy, to trzeba sie jakoś zakamuflować? A jak sraczki sie dostanie albo ma sie hemoroidy po porodzie to też lepiej przemilczeć? Głupia myslałam, ze jak się tworzy wspolen zycie to jest sie sobą, razem z tym całym worem swoich przypadłosci, wzglednie niedoskonalosci. Nie rozumiem podejscia „kiedys bylo lepiej”. Kiedys poprostu bylo. Teraz jest inaczej i całe szczescie kazdy moze robic to, co chce.

  59. jak się nie chce patrzeć na szczegóły to przecież nie trzeba, ważne by uszanować intymność żony, próg wrażliwości męża i pracę personelu , ale warto by maż był w pobliżu i nadzorował sytuację / pytania do personelu – również te od żony przekazywane lekarzom , przywoływanie na czas personelu, w razie co podejmowanie decyzji, jeśli jest wybór, który może skonsultować z lekarzami , w razie poważniejszych kłopotów może ochrzcić dziecko / i oczywiście nie ma reguły dla mamisynków i gruboskórnych i zupełnie nieprzygotowanych

  60. Moja córka i zięć bardzo chcieli być razem przy porodzie.
    I byli.
    Córka rodziła długo i ciężko, zięć był praktycznie z nią w szpitalu cały czas.
    Napatrzył się, nasłuchał i to było najgorsze „przed”.
    Sam poród faktycznie był dla niego czymś bardzo wyjątkowym.
    Ale potem powiedział, że nie chce, by jego żona przechodziła jeszcze raz to samo.
    Czy to oznacza, że nie będę miał wnuka?
    Cudowną wnuczkę już mam.
    A ciągle słyszę, że jestem tylko mężem babci.

  61. ” Małżenstwo to wspólna droga przez cienie i blaski. Raz jest krew pot i łzy, raz Majorka i drink z parasolką „-super,po prostu trafione w samo sedno…

  62. no po prostu, jakbym czytała jakiś średniowieczny, zaściankowy, małomieszczański tekst kobiety o bardzo wąskich horyzontach. Albo bardzo młodej.
    „cud narodzin” – a natura? Facet ma nie wiedzieć co to rozwarcie, ma cię nie widzieć spoconej?
    A jak się obłożnie rozchorujesz i będziesz wymagała codziennej, stałej opieki łącznie z myciem tyłka, to też będziesz miała „delikatny makijaż”?
    Poza tym która to położna postawiła twojego męża naprzeciwko? Wszyscy mi znani tatusiowie uczestniczący w porodach stali PRZY GŁOWIE swojej żony.

  63. To takie straszne, serdecznie współczuję, ale mąż cię niestety prawdopodobnie nie kocha.Źle wybrałaś. Albo zwyczajnie nie zapytałaś go o co chodzi, a jego zdanie jest inne niż myślisz. Pożądania po porodzie nie da się zmienić, chyba że na większe 🙂 Starsza kobieta jest pewna siebie i wie czego chce. Fizjologia porodu to sprawa drugorzędna, liczy się nowe życie.

  64. W sprawie artykułu to ciesze się, że temat został podjęty. Nie mogę wyrazić w pełni wiarygodnej własnej opinii, ponieważ nie rodziłam, lecz miło było spotkać się z tym tematem i różnymi opiniami, dzięki temu poszerzyłam własne pole zainteresowań i wiem, że kiedyś nadejdzie ten moment aby zgłębić aspekt wspólnego porodu. Na tą chwilę nie jestem ani „za” ani „przeciw” – myślę, że to zależy od dwojga ludzi, ich dojrzałości psychicznej i emocjonalnej oraz umiejętności komunikacji i wyrażania potrzeb – przecież tak ważne kwestie raczej się ze sobą omawia, no chyba że los zadecyduje inaczej. Mimo to, dziękuję za temat i wypowiedzi :))

  65. 90% wpisów na NIE, to pary piszące o swojej drugie połówce PARTNERKA, PARTNER i to już na wstępie ich dyskwalifikuje, dla mnie takie osoby nie mają prawa głosu bo najpewniej to są pary żyjące na kocią łapę. Natomiast reszta i jednak ta większa jest na TAK, i to jest MĄŻ piszący o żonie albo ŻONA o wsparciu męża.

    Ja jestem żoną, dziecko było dobrych parę lat po ślubie (nie ślub z powodu ciąży!), dwa razy rodziłam z mężem i jak się jest na dobre i na złe to krew nie ma tu żadnego znaczenia. On nie potrzebował mnie wspierać, bo miliardy kobiet rodziło już przede mną i nikt ich nie wspierał, normalna kolej rzeczy-poród, ale jego obecność powodowała że te w fartuchach mnie dobrze traktowały:-)!!

  66. ja też niedługo zostanę mamą, mój partner od początku utrzymuje, że poród rodzinny to nie dla niego, że on się boi, że lepiej jak będzie czekał na korytarzu itd. Szanuję jego decyzję, ale żeby nie być sama w takiej chwili (to mój pierwszy poród) uzgodniliśmy, że wykupimy prywatną opiekę położnej – wilk syty i owca cała. Ja nie będę sama, a on zawsze może zmienić zdanie…ale jak ma mnie wkurzać i mdleć czy stroić miny z obrzydzenia, to może faktycznie lepiej żeby czekał za drzwiami. I nie uważam, że jest niedojrzały do bycia ojcem, jedno nie ma nic wspólnego z drugim, po prostu mamy wybór. I nawet nie ma co porównywać syt. z porodu do syt. z choroby – kiedy jedno z nas będzie chorowało, drugie nie będzie miało wyboru i będzie się opiekować tym chorym, to zupełnie co innego jak poród rodzinny. Uszanujcie decyzje i jednej i drugiej strony, zawsze można znaleźć złoty środek, pozdr

      1. nie musisz mi współczuć, każda kobieta, która zdecydowała się na macierzyństwo musi urodzić czy to naturalnie czy cesarką… tak to już jest. Nie każdy nadaje się na rodzica, a gdyby strach przed porodem miał określać kto zostanie rodzicem, a kto nie, to 99% kobiet nie byłoby matkami, bo każda z nas się boi, to normalne odczucia…

      2. Oczywiście, że masz wybór – nie chcesz rodzić, nie miej dziecka.

        Osłabiają mnie takie wypowiedzi: „oj ja biedna, nie mam wyboru, mnie nikt nie pyta, urodzić muszę”. Nie musisz. Nie ma obowiązku posiadania dzieci. A obowiązki mężów/partnerów innych kobiet to tylko i wyłącznie sprawa umowy między nimi.

  67. Rodziłam z mężem i po latach nie żałuję , to On chciał od samego początku być przy porodzie a ja byłam temu przeciwna, ale dał mi czas do przemyślenia , myślałam że się nie zgodzę ale jak się okazało że już rodzę (odrobinę za wcześnie bo 34 tydzień ciąży ) to pierwsze co zrobiłam to poprosiłam męża żeby ze mną został , i to była nasza najlepsza decyzja , do dziś jestem mu wdzięczna i będę zawsze , mąż również się cieszy że mógł być przy narodzinach naszego syna i mówi że przy kolejnym porodzie też chce być a ja nie mam nic przeciwko bo już wiem że tylko z Nim jestem w stanie urodzić w miarę bez nerwów i bólu ( o dziwo ). Relacje w łóżku się nie zmieniły a czasem myślę że jest nawet lepiej 🙂 .
    Takie są moje doświadczenia i wrażenia ale decycję każdy sam powinien podjąć , jeżeli nie jest się pewnym to lepiej zostawić kobietę w spokoju a męża w poczekalni .

  68. Fragment „Cud narodzin to ból, pot, krew, łzy, kał, mocz, krzyk…. I drzwi powinny się tutaj zamknąć po słowie „ cud narodzin”, a powinny się otworzyć, kiedy kobiecie zejdzie z twarzy czerwień po wielkim wysiłku, kiedy wykąpana, z ułożonymi włosami i lekkim makijażem, z dziecięciem na ręku będzie mogła powitać swojego mężczyznę, który się nią na nowo zachwyci”. Jest po prostu żenujący, która kobieta po kilkunastogodzinnym porodzie może wyglądać zjawiskowo z ułożoną fryzurą i makijażem. Ledwo można się podnieść z łóżka po porodzie a nie wspominając o pierwszej wizycie w toalecie i która kobieta wogóle myśli żeby super wyglądać po porodzie. Przecież jest zmęczona ale przede wszystkim najważniejsza jest ta mała istotka która leży obok nas, od której nie można oderwać wzroku.

  69. Cześć, artykuł jest przedni. Mając dwójkę jeszcze dość małych dzieci zgadzam się ze stwierdzeniem, aby mężczyzna był tam, gdzie to wspólnie para uradzi. Mój mąż na szczęście nie pchał się do pierwszego rzędu i byłam bardzo zadowolona, że nie musiałam się martwić o niego jak to działo się u moich znajomych i koleżanek ( omdlenia to jeszcze nie problem, ale niektórzy po zaliczeniu jednego z porodów mieli problemy z seksem jako takim).
    W moim przypadku moje porody były wielką galopką i tu brawo dla mego męża kierowcy i eskorty panów policjantów przy pierwszym dziecku. W moim ekspresowym „tempie rodzenia” obyło się bez przekleństw i pomst pewnie z braku czasu, ale byłam naprawdę szczęśliwa, że mogę się skupić na tu i teraz. Mąż był potem tam, gdzie trzeba by mężem był i dzięki mu za to.
    Powodzenia dla przyszłych mam

        1. Ale czy nie mam racji- większość uważa st panny za kobiety gorszej kategorii- w odniesieniu do innych kobiet-jestem st panna zanm to z autopsji.Mężatki uważają się za lepsze.

        2. Posluchaj jad to maja w sobie kobiety zamężne – które są dowartościowane tym że maja męża – i traktują st panny jak śmiecie,badziew z tego powodu że nie mają męża.Dla nich st panny to kobiety najwyżej godne politowania jeśli nie pogardy.Jestem st panna – wiem coś o tym.

          1. Ja też nie mam męża i co z tego? Jeśli druga kobieta czuje się od Ciebie, mnie czy innej niezamężnej lepiej, to tylko wynika z ich słabości, niedowartościowania, być może niespełnienia. Natura człowieka jest zawiła i często zazdrościmy komuś posiadania czegoś, czego sami nie mamy. Ona mam męża, ale być może nie jest taka szczęśliwa jakby chciała. Poza tym w dzisiejszych czasach wiele rzeczy ludzie robią na pokaz( nawet małżeństwo a za plecami latają na prawo i lewo), byle by pokazać, że to oni są lepsi. Bądźmy ludźmi i szanujmy się, bo nikt nie wie co go czeka jutro.

    1. Mnie nikt nie kocha i nie pożąda bo zapewne jestem maszkaronem,i poteorem pod wzgl osobiwościowym i charakteru.Kochać i pożądać można tylko Twoją żonę anie takiego śmiecia jak ja.

        1. Czy ja Cię obrażam.Nie znasz mnie ,nic tak naprawdę o mnie nie wiesz.Nie jestem brzydka.A chorą glowę to masz Ty.Kim jesteś że mnie obrażasz.To nie jest tak- nie spotkalam po prostu wlaściwego mężczyzny.To że masz więcej szczęścia w tej kwestii w życiu nie uprawania Cię do dyskwalifikowania mnie i obrażania mnie jako kobiety.Twoj wypowiedż świadczy jedynie o Twoim poziomie , raczej chyba o jego braku.

          1. Taki wniosek nasunął się po przeczytaniu wszystkich twoich wypowiedzi a nie dlatego, że jesteś starą panna (kogo to obchodzi?). Podtrzymuję.

  70. Ale spójrzmy na to z drugiej strony. Gdyby nasz mężczyzna był w podobnej sytuacji – oczywiście nie w sytuacji porodu – ale np. cierpiał by katusze z powodu choroby itd. to czy nie logicznym byłoby to, że kobieta stałaby przy nim gotowa w każdej chwili mu pomóc? Czy kiedy powróciłby do zdrowia kochałaby go mnie bo widziała jak wylewa z siebie siódme poty, niezbyt dobrze pachnie, nie kontroluje swojej fizjologii itp. No właśnie nie. Bo każda kobieta, która kocha swojego mężczyznę jest w stanie być przy nim w dobrych i złych momentach. I tak powinno być także na odwrót. Bo przecież oczywiste, że kobieta nie będzie od momentu porodu robić pod siebie, krzyczeć i wrzeszczeć. Jest to ileś tam godzin, trudnych godzin dla niej kiedy pewne zasady estetyki zostają zaniechane z przyczyn oczywistych. Nie jest to kwestia mody, a raczej tego, że życie idzie do przodu i jeśli mężczyzna czuje się gotowy, aby być przy swojej kobiecie i wspierać ją w takim momencie to świadczy o tym, że jest gotowy być z nią na dobre i na złe. Tak się utarło, że kobiety mają być zawsze piękne, pachnące i zadbane. Dobrze jeśli jednak są mężczyźni, którzy rozumieją, że kobieta to też człowiek.
    Z drugiej jednak strony mężczyzna powinien mieć prawo wyboru. Kobieta nie powinna go do niczego zmuszać, choć osobiście przyznam, że zapewne wiele z nas kobiet byłoby jednak zadowolona i dumna, że ich mężczyźni chcą być w takiej chwili.

  71. To mój mąż sam zdecydował że chce być przy porodzie choć ja miałam wątpliwości. Z perspektywy czasu muszę przyznać mojemu mężowie racje, bo bez niego niebyła bym taka silna. Jego obecność była dla mnie budująca i pocieszająca w całej sytuacji ponieważ urodziłam córkę w 29 tygodniu. Cała ta sytuacjia jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyła jestem mu wdzięczna za spokój i to wzdruszenie które widziałam pierwszy raz na jego twarzy. Wszystko zależy od człowieka, są faceci niedojrzali emocjonalnie których partnerki wręcz zmuszają do obecności na porodowce, a później narzekają bo się zmienił albo się jej brzydzi. Większość takich problemów robią sobie same kobiety.

  72. Gratuluję podejścia autorki, jeśli będziesz bardzo chora i trzeba bedzie Ci podetrzeć pupę po kupie i zmienić pampersa, to kogo o to poprosisz? Sąsiadkę? Koleżankę? wtedy Twój mąż przeciez na pewno będzie czuł do Ciebie odrazę jeśli czuje ją po widoku rodzącej. Radzę zmienić niedojrzałego męża.
    Po drugie rodziłam, poród zakończył się cc. Mój mąż widział i krew i zakrwawioną podpaskę, mył mnie pod prysznicem całą po wstaniu z łóżka po cc, zmył ze mnie całą krew i widział jak ze mnie leci. Nie czuje do mnie żadnej odrazy. Kogo miałam prosić o pomoc w prysznicu? Obcą położną????? Sama nie dałabym rady nawet dojść do łazienki.

  73. Rodziłam dwa razy, synka razem z mężem, a córkę sama, bo nie było czasu w szpitalu na rozmowy o porodzie rodzinnym – córkę urodziłam po 40 minutach od przyjechania do szpitala. Bardzo zadowolona byłam z jego obecności – pierwszy poród, ciąża z komplikacjami i wielki strach, nie mogłam z powodów medycznych dostać zewnątrzoponowego więc dali mi dolargan, po którym miałam niezły odlot – gadałam straszne bzdury, miałam omamy – np. wydawało mi się, że wszyscy w koło mnie fruwają, i tylko to, że jak co jakiś czas wybudzałam się, spojrzałam w bok i widziałam JEGO, dawało mi poczucie bezpieczeństwa – jest Fran to ok. Przy córce brakowało mi Go, chociaż wszystko poszło bardzo szybko, więc nie miałam czasu martwić się, że jestem sama.
    Uważam, że jeśli oboje chcą, to poród rodzinny jak najbardziej jest wskazany, jeśli któreś nie chce, nie wolno wywierać presji i zmuszać, można rodzić z mamą, siostrą albo sama.

  74. Jak widać co niektórym pada na mózg, Cóż w tym jest przyjemnego, oglądać poród?
    Ani to ładne, ani przyjemne.
    Sprawia tylko kłopot tym którzy się tym zajmują. Uzasadnienie, że ma patrzeć na ręce położnej? To po prostu zidiocenie. Ale co tam jeżeli to komuś sprawia przyjemność? Są przecież rożne zboczenia

    1. No jeżeli facet idzie oglądać poród to rzeczywiście z nim coś nie tak. Porodu się nie ogląda tylko pomaga się przy nim i to jest naprawdę masę roboty. Nie ma czasu na oglądanie. Byłem z żoną przy trzech porodach i powitanie każdego maluszka na świecie jest niezapomnianym przeżyciem. Moment kiedy odwracały się do mnie otwierając oczka jest najpiękniejszym ze wszystkich.

      A do czego naprawdę facet jest potrzebny?
      – wypełnianie formularzy
      – logistyka przyniesionych ze sobą rzeczy (podawanie ubranka dla dziecka, środki higieniczne, woda)
      – dostarczenie rzeczy o których się zapomniało
      – pilnowanie przyniesionych rzeczy
      – pilnowanie sprawności sprzętu na sali (bo się łóżko zacina, bo aparat do mierzenia ciśnienia coś dziwnego pokazuje)
      – wołanie personelu jak jest potrzebny, a sobie gdzieś poszedł
      – pilnowanie praw pacjenta przysługujących żonie
      – opieka (pomoc w poruszaniu się, masaże, trzymanie za rękę)
      To tylko część obowiązków mężczyzny. Przecięcie pępowiny jest tak naprawdę jedyną czynnością mającej związek bezpośrednio z porodem. Tak naprawdę jest to test jakim się jest w trudnych chwilach. Jeżeli faceta nie stać na pomoc przy porodzie to nie ma co liczyć na niego później. Chociaż jeżeli kobieta jest tego świadoma, związek może być bardzo udany, chociaż oparty tylko o przyjemności. Prawdziwemu mężczyźnie jednak żaden poród nie straszny i żadnych problemów po nim mieć nie będzie.

  75. Mówi Pani, że nikomu nic nie narzuca a na koniec pisze rodzić osobno. Jestem po dwóch porodach przy obu był mąż co ciekawe pierwszy poród był bardziej drastyczny i mąż widział o wiele więcej co ciekawe przy drugim porodzie nie wyobrażał sobie nie być. A co z seksem 🙂 częstotliwość duża i Pani teoria kompletnie się w naszym przypadku nie sprawdza.Każdy decyduje za siebie. I tyle w temacie

  76. Powinien – nie powinien – akademicka dyskusja.
    Gdybym nie poszedł „rodzić” z żoną, to nie miałbym dziś ani żony, ani dziecka – tak się personel szpitala popisał. Straciłbym obydwoje „intymnie” i znając metody służby zdrowia nigdy nie dowiedziałbym się stojąc za drzwiami „jak było”, mógłbym co najwyżej zamienić się w Macierewicza szukającego „prawdy”. I co pani na to? Obecność przy porodzie to sprawa indywidualnych odczuć każdej pary. Dziwi mnie że (jeśli dobrze zrozumiałem) pani mąż gapił się pani w krocze podczas akcji porodowej, zamiast ten wyśmiewany pot ocierać i za rękę trzymać. Trzeba było iść do szkoły rodzenia, albo chociaż zapytać kogoś kto miał doświadczenie w kwestii porodu „z mężem”. Dla mnie mimo wszystkich złych rzeczy, które się wydarzyły było to mistyczne doświadczenie. Szacunek dla mojej żony za walkę i wytrwałość tamtego dnia mam niezmierzony ludzką miarą.

  77. Rodziłam z mężem. Inaczej sobie nie wyobrażam. Było cudownie, dzięki niemu. Nie zaglądał mi między nogi tylko trzymał mnie za rękę (w ostatniej fazie). Ból straszny, krzyczałam, ale nie na NIEGO! Razem dziecko robiliśmy, a nie tylko ON. Dlatego nie rozumiem, kobiet które wrzeszczą i przeklinają na mężów. Masował mi kręgosłup i dzięki temu jakoś to przeżyłam. Kolejne dziecko też z nim przy boku. A seks? Chciał się ze mną kochać 2 tygodnie po porodzie, doczekaliśmy 4 tygodni-ale były to ręczne roboty:) Oczywiście po wizycie u lekarza wróciliśmy do seksu i jest cudownie:) Mąż mnie pożąda, sam schodzi na „dół” i mnie tam całuje-chociaż dla mnie było to trochę niezręczne, ale nalegał przy każdym stosunku, więc w końcu się zgodziłam i nie żałuję bo jest cudownie. Jeśli facet po porodzie nie chce się kochać, to nie jest facetem tylko DZIECKIEM. Bo poród niczego nie zmienia w łóżku! I kropka. (jesteśmy ze sobą 6 lat, a dziecko mamy od 2 i pół miesiąca:):)). Pozdrawiam

  78. ble ble ble – tak właśnie można podsumować te wypociny. A mogło być dobrze – podzielenie się swoimi spostrzeżeniami. Ale nie, lepiej usiąść na górze i patrząc w dół bredzić, ze się lepiej wie niż inni. Bo prawda jest taka, że jak i kobieta, tak i każdy mężczyzna jest inny. To pierdzielenie o tym, jaka tajemnicza i delikatna kobieta powinna być, zasługuje tylko na jedną odpowiedź – chodź dam ci w mordę, zobaczysz jaka ja jestem delikatna i zwiewna! A co do porodu, nie każdy facet jest niedojrzały, są tacy, którzy nie zawsze myślą okolicą rozporka i potrafią ‚cud narodzin’ przeżyć w sposób podobny kobiecie! To nie moda, to równe szanse. A to, jak sobie para ustali – czy w sposób dojrzały i z uwzględnieniem stanowiska obu stron, czy narzucając swoją wolę drugiej osobie, to już inna sprawa i kompletnie nie rozstrzygająca o tym, czy rodzinne porody są dobrym pomysłem czy nie.

  79. rodziłam sama bez męża obok, jestem z siebie dumna i nie żałuje. To intymne i bardzo kobiece jeśli będę kiedys jeszcze rodzić napewno będę sama bo to uważam za takie naturalne że tata zobaczy dziecko i żone juz po całym cudzie

  80. Ja mam zamiar rodzić z teściową, a co! 🙂 Tak poważnie, to teściowa jest położną i mnie wesprze, a znając mojego męża, to zemdlałby biedaczek na widok krwi. choć nie przeczę – chciałabym, by potrzymał mnie za rękę, ale nic na nim wymuszać nie będę.

  81. Denerwuję mnie takie podejście, zresztą wypowiadane w innych kontekstach, że kiedyś to było lepiej… Przecież w głównej mierze sami sobie organizujmy najbliższą przestrzeń i to od nas samych zależy wiele spraw.
    Mój dziadek odebrał wszystkie porody mojej babci i jakoś nie zauważyłam, żeby czuł do niej odrazę. Było wręcz przeciwnie.
    Nie róbmy z facetów gamoni i porcelanowych słoni. Mój mąż był ze mną przy porodzie i nadal mnie pragnie. Stał przy głowie i wcale nie był zobligowany do gapienia się w moje krocze. Zresztą mimo że jestem kobietą sama nie zdzierżyłabym tego widoku. Nie odważyłam się nawet dotknąć mojego krocza kiedy było widać już główkę. Ale na Boga faceci też robią kupę, pierdzą, mają hemoroidy i nie ma czego tu się wstydzić. Wszak nic co ludzkie nie powinno nam być obce!

  82. Mnie na szczęście ominął ten problem, tzn. oboja i ja i żona nie chceliśmy porodu rodzinnego. I chwała mojej małżonce za to.

  83. Ja osobiscie bylem przy dwoch porodach swoich dzieci. Nie planowalem ale bylem bo poprosila mnie o to zona. Oczywiscie przezycie i widok nie dla kazdego, na mnie takie rzeczy nie maja wplywu dlatego sie zgodzilem. Kobiety mam dla was dobra rade, nie naciskajcie na swoich facetow na obecnosc przy porodzie, a jesli on sam chce a widzicie ze to go po prostu przerasta odradzcie mu, po co robic cos na sile.

  84. Pierwszy poród u mojej żony odbył się bez mojego udziału,a to dlatego że czuję lęk przed krwią.Dziecko przy narodzinach miało 4,150g.to dużo jak na kobietę i dziecko,ale było ok.
    Potem przy narodzinach drugiej Córki koniecznie chciałem być…..przepisy….
    Urodziła się z wagą 4,300g mama pocięta…dziecko połamano(obojczyk…wycisnęli ją)
    Poród baaaaardzo ciężki.Dziecko zdrowe,ale czuję niedosyt po tym,że mnie nie było we właściwym momencie,czasie i miejscu……..
    Miło jest popatrzeć jak dziś dorosła cieszy się życiem i jest ciągle uśmiechnięta i mamy świetny kontakt ze sobą.Jednak pozostaje ten niedosyt niespełnionego czasu,miejsca i pobytu.Jestem Święcie przekonany że gdybym był przy porodzie moje kontakty i pożycie z żoną byłyby o wiele lepsze.

  85. Ja cieszę się, że rodziłam z partnerem. Po pierwsze, samej byłoby mi niezmiernie ciężko. Przez 12 godzin na zmianę masował mój kręgosłup, polewał wodą, a gdy w sumie już z wyczerpania i bólu traciłam świadomość – wnosił i wynosił z wanny z hydromasażem. Po wszystkim szanuje mnie bardzo, bo o ile wcześniej było między nami różnie, głównie dlatego, ze jemu nie chciało się już starać o utrzymanie związku w dobrej kondycji, to teraz stara się bardzo. Co do pożądania – po 6 tygodniach połogu rzucił się na mnie i tak jest do tej pory. Więc moim zdaniem kobieta powinna decyzję o udziale swojego faceta w porodzie podejmować świadomie – w oparciu o znajomość jego charakteru. Mój spisał się na medal i teraz jest fantastycznie.

  86. witam, za 3 tyg. rodze 2 raz. przy 1 porodzie nie bylo meza (sytuacja losowa) bardzo sie upieralam by byl ze mna w czasie 2 porodu zgodzil sie (chodz widzialam jego strach w oczach) teraz juz wiem, ze nie chce zeby byl ze mna na porodowce… niech czeka na korytarzu i jak mala juz bedzie na swiecie to do nas wejdzie. porod to ciezka chwila dla kobiety …. wrazliwy maz moze tego nie wytrzymac i sadze ze moj maz nie dal by rady… nie wytrzymalby patrzenia jak sie mecze…. niby jest twardy ale tak naprawde jest bardzo wrazliwym facetem… i uwazam tak samo jak autorka – po pewnych przezyciach ludzie sie zmieniaja – a ja nie chce byc tylko matka jego dzieci…. to jest moje zdanie i prosze je uszanowac. pozdrawiam !

  87. Jeszcze nie rodziłam. Ale męża na porodówce sobie nie wyobrażam. Denerwuje mnie gdy patrzy mi się na ręce jak gotuje, to co dopiero mówić o porodzie. Tylko jak mu to wyperswadować, jak on chce tam być, chociaż maleństwo nie jest jeszcze w drodze? Ehhh…

  88. Hmmm nie zgodzę się z Tobą, pierwsze dziecko rodziłam sama i dobrze bo trwało to 33 godz , 6 godz. w skurczach partych więc nie chciałabym żeby przez to przechodził bo sama myślałam że padnę, byłam przeciwniczką wspólnego rodzenia przed porodem ale już po z perspektywy czasu mój cały światopogląd się zmienił, chodziło mi o moment rodzenia się dziecka a dokładnie jego pierwsze spojrzenie jak ono wygląda, jak szybko uspokaja się się gdy położna kładzie Ci je na brzuch i mruga tymi małymi oczkami patrząc na twoją twarz, to jest coś co zupełnie zmieniło moje życie, wszystkie ubrania, strojenie się , moda, kult ciała, to wszystko stało się tak mało istotne gdy zobaczyłam jak rzeczywiście rodzi się człowiek. Dlatego chciałam żeby doświadczył tego mój mąż, co prawda przez cały poród( tylko 2 godz w szpitalu większość przesiedziałam w domu) stał sobie z boczku, nie chciałam żeby mnie dotykał, nie widział ze szczegółami wszystkiego i pytam go czasami czy żałuje mówi że absolutnie, chociaż z natury jest brzydliwy:)) więc ja mówię tak, przecież zawsze może wyjść:)
    pozdrawiam

  89. Większość Pań prawie „zjadła” atomówkę:) Żadna z opozycjonistek nie zauważyła negatywnych sygnałów, przebytej jednak traumy tatusiów. Coż, albo wcześniej już nie było namiętnie i stąd brak różnicy, a może takie mają zaufanie do matki natury. Wydaje im się że podczas cudu narodzin były równie „piękne” jak co dzień. Ja zgadzam się z autorką tekstu. Trzeba mieć bardzo dużo nieuzasadnionej wiary że to normalne aby pozwalać towarzyszyć sobie podczas tego aktu. Wiary w co? Ano w to, że nasz małżonek, partner, inne…..nie będzie miał pod powiekami wstrząsających wspomnień podczas przyszłych uniesień w intymnych okolicznościach. No chyba że jest to forma antykoncepcji dla panów. A to już inna kwestia. Myślę, że nie chcieliby tego powtarzać .:)

    1. Bzdura! A jak się żona skaleczyła to też podczas zbliżenia masz wizję tamtej rany? Masz problem z krwią to nie gap się poniżej pasa tylko zajmij się żoną i staraj się być przydatny.

    2. Brednie do kwadratu. Nie siedzisz między nogami rodzącej, tylko obok trzymając ją za rękę i masując plecy w czasie skurczu. Rozumiem, że nie mieszkasz ze swoją partnerką, żeby przypadkiem nie zobaczyć jej o poranku nieuczesanej, nieumytej, nieubranej i bez makijażu. A gdy jest chora nie może liczyć na twoją opiekę, bo nie wygląda tak pięknie jak co dzień. Dorośnij chłopie. A jeśli ktoś ma traumę w związku z porodem, powinien udac się do psychologa lub psychiatry.

      1. Coż, miły Kolego:) troche więcej tolerancji. Jest tutaj cała masa wypowiedzi innych facetów, którzy okazują się nie być zachwyceni faktem bycia „przy”. Czyżby oni wszyscy mieli się udać do psychiatry? Nie sądzę aby byli gorszymi mężami czy ojcami od Ciebie. A biorąc pod uwagę „ton” wypowiedzi, to może nawet mniej nerwowymi?:)

  90. Maz (czy partner, bez znaczenia) , ktory stracil zainteresowanie zona po porodzie to nie prawdziwi,kochajacy facet,tylko zwykly burak,delikatnie mowiac. rodzilam 2 razy, 3 raz urodze za 2 miesiace i nie wyobrazam sobie porodu bez meza i on tez sobie tego nie wyobraza,przeciez to nasze dziecko a nie tylko moje,chyba by dostal zawalu gdyby mial siedziec na korytarzu i slyszec moje krzyki,jest zbyt opiekunczy na taka obojetnosc. Kocha nasze 3 coreczki i porod jest dla niego tak samo wazny jak dla mnie. Po porodzie chyba jest jeszcze bardziej ”wrazliwszy”,jak mam dola ,bo rozstepy itp. to mowi,ze kocha mnie, podobam mu sie i go krece,chociaz wiem,ze moje cialo nie jest idealne. Porod jeszcze bardziej nas zblizyl,moze to wlasnie jest sposob na sprawdzenie tak naprawde jaki jest twoj mezczyzna?! Moj jak najbardziej dojrzaly.

  91. Mój mąż nie był ze mną przy porodzie. Do szpitala zawiózł mnie jak miałam słabiutkie bóle , położne nie wpuściły go ze mną bo, jak się okazało, poród rodzinny odbywał się jedynie po ukończonej szkole rodzenia, czego wcześniej mi lekarz tam pracujący nie powiedział…Mąż pojechał do domu i poszedł spać… Żałuje że nie było go przy mnie, po pierwsze, tak jak ktoś napisał wcześniej „te w białych fartuchach” były by milsze, po drugie on by rozumiał że po takim „wyczynie” jestem zmęczona, że mnie boli, że potrzebuje wsparcia… Połóg był dla mnie trudnym okresem zarówno fizycznym jak i emocjonalnym, czego mój mąż w ogóle nie potrafił zrozumieć… Zazdroszczę tym, co rodzili razem, a co spraw łóżkowych po porodzie i tak się to zmienia nie zależnie od tego czy rodziło się razem czy samemu….

  92. Mój mąż był ze mną przy porodzie i wiem, że bez niego nie dałabym rady, czułam się bezpieczna, wiem że jakby się coś działo to zrobiłby wszystko, aby mi pomóc albo pogonić lekarzy, miałam w nim wsparcie przez cały poród a trwał 9 godzin. Moją szwagierkę na porodówkę zawiózł mąż i matka, zostawili ją tam i pojechali do domu napic się kawy a potem jak ona już urodziła i zadzwoniła do nich żeby przyjechali to wtedy się zjawili. Gdyby mój mąż i własna mama zrobiliby mi coś takiego to nie wybaczyłabym im do końca życia;-((( Ja byłam szczęśliwa i będę dziękowała mojemu mężowi do końca życia, że w takiej trudnej sytuacji był ze mną i był wspaniały. Kochanie dziękuję Ci…..

  93. Naprawdę dziwnie to brzmi, to co Pani napisała. Uważam, że indywidualną sprawą jest czy rodzić wspólnie czy osobno. Każda Para decyduje o tym sama i nie można im niczego narzucać. Po Pani tonie wypowiedzi wnioskuję, że pary, MAŁŻEŃSTWO, które rodzi razem jest nienormalne. Sądzę, że ma Pani z tym nie miłe wspomnienia. I proszę pamiętać o znaczeniu słów mąż i żona.

  94. Cudnie!!! Cieszę się, że poruszyłaś ten temat, zgadzam się w całej rozciągłości w tej materii. Porobiło się tak jakoś szpanersko, jak już jakaś rodzi ze swoim mężczyzną to robi z tego jakaś religię, no po prostu a obnosi się z tym, że weź pan zapomnij, a na te co nie rodzą razem to jak na trędowatą jakąś patrzą, zacofaną niunie. Jestem przeciw, ale to wolny kraj 🙂

  95. A ja doświadczyłam 2 porody bez męża (bo wtedy nie można było) i poród po 40-ce z mężem. I mogę z całą pewnością powiedzieć, ze ten ostatni był piękny, pełen uczuć, radości. Chyba każdy potrzebuje w takich chwilach poczucia bezpieczeństwa, oparcia w kimś bliskim. Jak rodziłam sama, pielęgniarki były ok, nikt się na mnie nie wydzierał (ktoś wyżej o czymś takim pisał). Wydaje mi się, że mąż jest bardziej zachwycony tym dzieckiem. Ale to może dlatego, ze po 40-ce trochę zwariowaliśmy, ciąże przeżywaliśmy razem (przy starszych dzieciach nie było USG), a teraz wspólne wizyty, oglądanie naszego maluszka – COŚ PIĘKNEGO! I jak miał nie być przy jego narodzinach. I słuszne ktoś pisał, ze faceci nie idioci, i nam i im może zdarzyć się choroba, cierpienie – nie zawsze da się być idealnie uczesanym i umalowanym (choć akurat jestem tego zwolenniczką). Moja rada – RODZIĆ RAZEM!!

    1. To co Pani napisała jest poza tym, że infantylne to smutne i tendencyjne. Przykro mi, że ma Pani tak kiepskie doświadczenia ze swoim mężem, ale jest dużo kobiet, które mają inne. I zupełnie nie ma Pani prawa do używania liczby mnogiej i mówienia w imieniu kobiet. Bo każdy ma prawo odczuwać i doswiadczać inaczej. Pani ma trudne doświadczenia z porodu rodzinnego i po nim -przykre, ale tak czasem bywa. Jest też dużo kobiet, które ma zupełnie inne i zdanie i doświadczenia. Każdy ma prawo do własnych decyzji, bez demagogii, infantylizmu, taniej sensacji. Więc następnym razem proszę używać liczby pojedyńczej i nie generalizować swoich trudnych doświadczeń i nieprzemyślanych opnii

      1. Sorry, ale gdzie tu liczba mnoga? Nie generalizuję, Piszę tylko w swoim imieniu i mam do tego pełne prawo. Demagogia to u Pani raczej – bo gdzie to Pani zdanie – nie znalazłam

        1. joannie się po…. i napisała posta nie pod tym wątkiem co trzeba (trudna sztuka komentowania) – ta wypowiedź z pewnością dotyczyła całego artykułu. poza tym sama pokazała jak bardzo jest infantylna oceniając innych – można to zrobić na spokojnie i z klasą a nie tak jak wyżej:/

        2. Mam takie podejrzenie, że komentarz p. Joanny dotyczył samego wpisu na blogu, a nie Pani komentarza, i został zwyczajnie omyłkowo przypisany.

      2. Jak najbardziej sie zgadzam i mówię jako ojciec który byl przy porodzie już 2 razy, jest to rzecz nie dla faceta! A pisanie o wielkich uczuciach przy…no proszę sobie darować albo iść do lekarza;)

        1. chyba roberto masz problem bo jeśli jesteś przy porodzie (2x) i wcale ci się to nie podoba to…. po co tam jesteś? Albo więc nie masz jaj (przepraszam za określenie) i nie potrafisz odmówić albo kłamiesz bo nigdy nie byłeś przy porodzie…. no jeszcze trzecia możliwość – nie masz takich uczuć, które pozwoliłyby na przeżycie wspólnego porodu, chociaż o to cię akurat nie posądzam. pzdr

        2. Też mama piszę o swoim odbiorze sytuacji, Pan ma swoje. Obrażanie kogoś za jego odczucia co najmniej niegrzeczne (raczej gburowate). Nie podobało się Panu być przy porodzie? To po co Pan tam był? To dopiero dwulicowość!!

        3. Poród nie dla faceta, tak? Ale jak od nas wymagacie na co dzień rzeczy niemożliwych, to jest wtedy ok?! To co z ciebie za facet, skoro nie znosisz widoku porodu?

    2. Cieszę się gdy czytam że mąż był dla kogoś wsparciem porodzie. Mówienie o brudzie i złym wyglądzie czy też o delikatnym makijażu zaraz po porodzie świadczy o niedojrzałości emocjonalnej autorki głównego wątku zaś komentarz”też mamy” o tym że ma w mężu partnera – w przeciwieństwie do autorki głównego wątku.

  96. A ja jestem facetem. Uczestniczyłem przy porodzie pierwszego syna i zgadzam się z autorkom. Sala porodowa to nie miejsce dla faceta- i wcale nie chodzi o przyszłe relacje z parnerką. Koniec i kropka!!!!!!!

  97. Jako ojciec, który był przy porodzie muszę stwierdzić, że strasznie żal mi autorki tego tekstu. Jaki płytki musi być jej związek z ojcem dzieci. Jako partnerzy muszą być bardzo daleko od siebie skoro w takim trudnym i intymnym momencie nie potrafią się wspierać.
    Współczuję!

    1. To prawda, też jej współczuję. Współczuje ci na serio skoro masz męża, który w takiej chwili nie potrafi cię wspierać (przez co rozumiem, że na co dzień też nie masz i nie miałaś co na niego liczyć). Nie mów dziewczyno jak powinno być. To jest indywidualna sprawa każdej pary. Ja mojemu mniej więcej opowiadałam, że to będzie okrutny widok itp 😛 nie bawiłam się w pokazywanie filmików. Nie mamy żadnego problemu, tzn bałam się właśnie takich rzeczy opisanych przez autorkę, jednak mąż powiedział, że go żadna siła nie wyciągnie z porodówki. Po pierwsze na dzień dobry powiedział, że skoro ja mam przez to przejść to nie zostawi mnie samej, śmiał się później, że bym go wyklinała jakby nie poszedł ze mną. Dziś jestem mu za to niesamowicie wdzięczna. Był dla mnie ogromną podporą. Sama siebie w trakcie wyklinałam w głowie jaka byłabym głupia gdybym nie zgodziła się na „wspólny poród”. Mąż złamał zakazy patrzenia, przecinania pępowiny itp 🙂 ale problemu nie mamy żadnego. Swoją drogą jak piszesz – KAŁ ? Przed wystarczy lewatywka szybka (i nie trwa tak jak kiedyś ciut nie dwóch godzin a 2-5 min). Przede mną rodziła dziewczyna, której męża spotkaliśmy przed porodówką. Płakała, krzyczała, opadała z sił i nie miała nikogo – smutne. Aaa i ja nie wyzywałam męża podczas porodu. Po pierwsze dziecko poczęte przez oboje no nie ? po drugie smieszy mnie to jak mówią, że to normalne. Chyba jednak nie – baby robią po prostu z siebie idiotki, które gdzieś tam poczytały w poradnikach i na siłę chcą każdy punkt odbębnić (no bo jak to? tak pisało) albo krzyczą bo wiedza dokładnie, że więcej okazji nie będzie aby go zwyzywać.

  98. Brzydzę się histeryczkami, które mężuś podczas porodu trzyma za rączkę. W mojej rodzinie wszystkie kobiety rodziły same tzn. jedynie w asyscie położnych. Tzw porody rodzinne to przejaw głupoty i tchórzostwa kobiet, zresztą od początku cywilizacji jakoś się bez faceta obywało. A jeszcze filmowanie porodu to już czyste zboczenie i patologia.

    1. A mnie brzydzą takie osoby jak ty. Tu nie chodzi o histerię tylko o sam komfort tego, że nie musisz prosić obcej baby o to by co chwilę podawała ci pić bo stolik daleko a kazały siedzieć, o to by pomógł wstać gdy trzeba. Ja np żygałam jak szalona (pielegniarki powiedziały, że to dobrze bo rozwarcie itp) ale nie musiałam im dawać michy do wyczyszczenia (przepłukania) ani patrzeć na brudną. Łapy po porodzie mi się trzęsły, babki mnie zszywały i cieszyłam się, że mąż wziął ode mnie w tym momencie dziecko a nie jakaś obca kobieta, która położyłaby je gdzieś w kojcu. Po za tym fajnie, że mąż widział wszystko (nie musiałam się martwić o sytuacje jak np koleżanki mąż, który nie był przy porodach bo biedaczek mdlał na widok krwi, ale za każdym razem jak słyszy o porodzie od niej czy w tv mówi: booooze czego te baby sie żalą, wystarczy oddychać, wypiąć się i hop, a to marudzą, jęcza histeryczki) Wnoszę, że dzieci nie posiadasz i nie kłam, że jest inaczej. Oczywicie, że można dac sobie radę bez męża ale z nim jest lepiej. Miedzy innymi stad wiem, że nie masz dzieci bo mówisz o asyscie 🙂 one przychodzą co jakis czas, nie siedza z toba ciagle. Potem przy porodzie juz są a tak siedzisz sama (chyba ze prywatną masz polozną). Kumpela wlasnie przez taką asystę o malo dziecka nie stracila. Co do filmowania i zdjęć – zgadzam się.

    2. Nie nazwałabym się histeryczką. Pierwszy poród przeżyłam sama i dobrze wspominam, nie chciałam rodzić z partnerem. Drugi poród też chciałam sama przez to przejść. Mój partner zaś bardzo chciał być przy narodzinach synka. Po moich przemyśleniach zgodziłam się i nie żałuje.
      Co do filmowania porodu zdecydowanie jestem przeciwna i nigdy bym się na to nie zgodziła.

    3. chyba granice twojego świata i myślenia wyznaczają cztery ściany kuchni i sufit… czy kobietom w twojej rodzinie jest potrzebny do czegokolwiek facet?

    4. Masz wiele racji w tym co piszesz.Rodzilam 2 razy. Raz bez asysty bo dosc dawno temu a drugi tez bez meskiego swiadka bo,… woke kolo siebie polozna niz wystraszonego mym bolem faceta ktory na sile udaje maczo a potem wsrod kumpli opowiada ze na porodowke idzie bo musi. INACZEJ JEGO PANIUSIA KĹELA BY DO PELNOLETNOSCI POTMKA ZE TATUS MIAL W NOSIE POROD
      Mialam pare takich przypadkow ze po czasie dowiadywalam sie ze ten i ow tatus tak opowiadal o swych pobytach w szpitalu. Zony jednak byly uswiadamiane wrecz na odwrot.
      NIC NA SILE. A jak ktos ma kochac to bedzie kochac z porodem czy bez.
      A filmiki z porodu to juz totalna dewiacja na lewo. Pozdrawiam.

    5. przykre, ze dla ciebie maz jest tylko po to, by stara panna nie byc. niektorzy mezowie sa partnerami swoich zon, przezywaja razem z nimi smutki i radosci zycia. nie wyobrazam sobie w tak waznym momencie zostawic swoja zone na pastwe losu, a ja w tym czasie co? na wodke z kumplami?

  99. Droga atomówko, dostajesz po nosie, bo stworzyłaś obraz tak skrajny i nierzeczywisty, że aż śmieszny. Wybór, czy mężczyzna ma uczestniczyć w porodzie, czy nie, to indywidualna sprawa przyszłych rodziców. Ty zaś przedstawiłaś taką oto sytuację (podkoloruję tylko odrobinę): Kobieta, istota tajemnicza i efemeryczna, unosząca się 10 centymetrów nad ziemią, otoczona zapachem łąki, widziana przez mężczyznę jak Greta Garbo przez pończochę zakładaną na obiektyw kamery jest zapładniana… (wrrrróć – takich słów mężczyzna nie może poznać) … jest czyniona brzemienną przez mężczyznę za pośrednictwem jego wierszy wychwalających jej łabędzią szyję i ust korale. Winna więc cud narodzin skryć za grubą kotarą i pokazać się mężczyźnie po cudu owego dokonaniu się z aureolą nad głową i amorkiem w ramionach. Jednakże jeśli zdecydują się na poród rodzinny… Oto co dzieje się za kotarą. Mężczyzna wiele godzin spędzi stojąc między rozłożonymi nogami kobiety wpatrując się bezradnie w jej pokiereszowane krocze, próbując utrzymać równowagę na zalanej krwią podłodze, patrząc na kolejne wiadra płynów fizjologicznych wynoszone przez położną. Na koniec nastąpi wybuch, strzępy łożyska na ścianach, mały potwór wydobywa się z piekielnych czeluści pochwy, a głowa kobiety z purpurową twarzą zaczyna wirować wokół własnej osi jak w „Egzorcyście”.
    A prawda jest gdzieś zdecydowanie po środku.

    1. ubawiłam sie do łez, zazdroszcze lirycznego, giętkiego języka. A prawda … jak to z nią bywa, faktycznie zawsze jest gdzieś po środku.. to pisała matka jednego dziecięcia, drugiego w drodze 🙂

    2. 🙂 gratuluję nie lada talentu !
      ten komentarz to chyba najlepsza część całości 🙂

      osobiscie rodziłam osobno i była to wspólnie podjęta decyzja z mężem, ale co do tego czy razem czy osobno , każdy ma prawo decydować …

    3. Kapitalny komentarz…ja jestem po 3 porodach z męzem – tak zdecydowaliśmy, Pierwszy gdyby nie jego rozwazność i szybki tok myślenia to by nasze maleństwo urodziło się martwe lub niepełnosprawne – nie zawsze trafią się na idealne położne i lekarze…Drugi i trzeci poród prawie nieodczuwalny bo na czas (dzieci urodzone o ten samej porze). I żadne znieczulenie niepotrzebne bo tak mnie rozśmieszał i odwracał uwagę od bóli…No ale u mnie to 30 minut i po fakcie, biedulek niewymęczył się zbyt bardzo 😉

    4. Drogie Panie a czy zaprosicie partnera do WC żeby patrzył jak robicie kupę? a po wszystkim powiecie: „podetrzyj mnie” ?

      1. No to pojechałaś! Rodzenie dziecka to chyba nie to co kupa? Chyba,że pomyliło się tobie coś? No to do wc szybciutko!

      2. Takie sytuacje też bywają, gdy jedno z małżeństwa zachoruje obłożnie. Więc jak, wtedy koniec małżeństwa – oczywiście już po spełnieniu tego niewygodnego obowiązku jakim jest opieka?

      1. Zapomniałaś mi wytknąć braków w interpunkcji, a tu też nie pozostałam bez grzechu. Swoją drogą – jeśli błąd ortograficzny sprawia, że automatycznie kogoś nie szanujesz, to bałabym się, że postulujesz karanie więzieniem za pomyłkę w zadaniu matematycznym , a za fałszowanie podczas śpiewania proponujesz natychmiastowe rozstrzelanie.

      2. jedynie ktos pusty i bez zadnych zdolnosci moze wytkac bledy jezykowe w takiej rozmowie. prosze ni ezapominac ze najwieksi naukowcy i mysliciele byli samoukami i nie wierze zeby przywiazywali wage do ortografii, pewno mozna by wytykac ortografie np einsteinowi ktory byl samoukiem , ale pan ten patrzac na pani iq w ogole nie powinien miec juz zadnego szacunku. zenujaca wypowiedz i potwierdzaja tylko ze ludzi epo szkolacxh ktoprzy sie uwazaja za lepszych sa pusci i denni jak bagno w Przemszy.

  100. Ja matką jeszcze nie jestem, ale popieram Ciebie w zupełności.
    Jeszcze pół biedy jeśli facet sam się pcha, ale ile to ja znam przykładów gdzie kobieta mówi do męża: masz być i już przy porodzie ! koniec kropka. I biedak nic do gadania nie ma. Z tego niczego dobrego na pewno nie ma…..
    A facet nawet jak ma traumę po tym zdarzeniu to przecież nie powie żonie wprost: Obrzydzasz mnie teraz.
    Amen

      1. Ja znam taki przypadek gdzie facet po wspolnxm porodzie nie tknal kolezanki przez 3 lata a po 4 latach byli juz po rozwodzie. Potem zalowala ze na sile wciagnela go na wspolny porod.

  101. A ja moje dzieci rodziłam sama i nie ciągnęłam męża na siłę, bo to, do czego doszłaś z perspektywy czasu, ja uświadamiałam sobie już przed pierwszym porodem. Nie wiedziałam tego, ale czułam gdzieś pod skórą. Poród to nie wizyta na herbatce u cioci czy babci, ale przeżycie, podczas którego trzeba „wejść w siebie” i odnaleźć siłę. Skupianie się, czy przypadkiem mąż za dużo nie widzi, czy czasem źle nie wyglądam itd. to ostatnie na co ma się ochotę.
    Przy pierwszym porodzie moja położna przyznała mi rację i powiedziała, że porodówka to nie miejsce dla mężów. Ale miałam mamę na ostatnie 2 godziny 🙂
    Przy drugim porodzie powiedziałam mężowi, żeby już poszedł, bo co on mi tu pomoże. Byłam sama i dałam radę. Dzięki lekarzom urodziłam szybko i bliscy powiedzieli, że po porodzie wyglądałam super- makijaż nawet mi nie spłynął. Moja mama była w szoku!
    Kobieta silna jest i koniec:))

    1. no widac, ze ty jestes z tych co tylko pachna i wygladaja. moze kiedys znajdziesz partnera, ktorego zaintresujesz osobowoscia – jezeli takowa posiadasz

  102. Moje pożądanie do żony po wspólnym porodzie zdecydowanie wzrosło.
    Pożądanie nie jest wynikiem widoku ładnej pupy, czy wypielęgnowanego
    ciała, ale zachwytem nad cechami charakteru kochanej osoby.
    Niewiarygodne było, że tak wątła kobieta, która bała się byle zastrzyku
    i mdlała na widok wiertła u stomatologa potrafi znieść tyle bólu
    z uśmiechem na ustach i radością w oczach.
    Pożądanie pozostało do dziś, a największe odczuwam, kiedy żona
    wstaje do pracy – jest przepocona, zdenerwowana i ma zaklejone oczy –
    SAM MIÓD a od pierwszego porodu minęło 16 lat.
    Mamy 3 synów – ciekaw jestem, czy będą chcieli być przy porodach swoich
    dzieci.
    Moje zdanie w tej kwestii jest proste – Razem doprowadziliśmy do tej sytuacji,
    więc razem powinniśmy ponosić jej konsekwencje – DO KOŃCA.

    1. Mój drogi to że razem doprowadziliście do takiej sytuacji to oczywiste – inaczej się nie da, ale to Twoja żona kończyła sprawę z pomocą położnej. Ty jedynie stałeś z boku i patrzyłeś. Swoją drogą dla mnie faceci którzy po takich widokach kochają jeszcze bardziej są lekko zboczeni.

      1. Nie jesteś w stanie zrozumieć na czym polega poród rodzinny i jaką pomocą może być mężczyzna dla kobiety. Wklej kilka swoich wypowiedzi z tego forum i wybierz się z wizytą do psychiatry, nie gwarantuję sukcesu ale może Ci pomoże:(

    2. A ojciec naszej córci pchał się na porodowke rękami i nogami i nie dał się stamtąd wypchnąć a po miesiącu zapomniał o swoim dziecku i tak od trzech lat nie chce córci znać.Nie ma więc recepty na to ,że wspólny poród zbliża i cementuje,facet po prostu był ciekawy a moze podniecal go niepiękny widok umęczonej kobiety ? Przecinanie pępowiny nic nie pomogło,nie można nikomu narzucić,żeby kochał swojego potomka a moze obrzydził go widok porodu?

    3. Witam! Aż miło przeczytać taki komentarz. Serdeczne pozdrowienia dla Żony. Jestem matką dwójki dzieciaków i za każdym razem byliśmy razem podczas ich porodów. Obecnie oczekujemy kolejnej pociechy i nie wyobrażam sobie, aby teraz było coś inaczej( moja Połówka również). Ja zachęcam wszystkich do wspólnych porodów, choć zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia bardzo indywidualna. Jeżeli przyszli rodzice wiedzą, że nie jest to rozwiązanie dla nich to też w porządku i nie należy tego oceniać. Przykro mi, jak można zrozumieć z treści wpisu na blogu, że dla jego autorki taka sytuacja przyniosła niepotrzebne i zapewnie nie do końca przyjemne konsekwencje, ale poprzez własne niepowodzenia nie zrażajmy innych, bo nie mamy do tego prawa. Przede wszystkim rozmawiajmy o własnych potrzebach, obawach, a na pewno będziemy w stanie znaleźć wspólne rozwiązanie dobre dla obu stron. Pozdrawiam!

  103. Uogólnione bardzo. Każdy poród jest inny, każda para jest inna. I to ich prywatna sprawa z kim i gdzie będą rodzić/rodzą/rodzili.
    „Cud narodzin to ból, pot, krew, łzy, kał, mocz, krzyk…” – może być a nie musi, dlaczego tak stereotypowo to podsumowałaś?

  104. ja jestem matka dwójki dzieci, przy kazdym porodzie był mój mąż. sama połozna powiedziała po co ma ogladac moje krocze 😉 niech usiadzie z boku, trzyma reke masuje.. a po przecinał pepowine i cieszył sie razem ze mna ze przyszedł na swiat nasz mały cud jeden a po 2latach drugi 😉 nie zmieniło to naszych relacji intymnych! kazde z nas jest zadowolone z tej decyzji ze moglismy razem przez to przechodzic 😉

    1. Ja również rodziłam z mężem i zgadzam się w 100% z żaną. Zaznaczam że sam chciał być przy mnie. Jego obecność przy mnie nie oznaczała wpatrywania się w krocze i analizowania krok po kroku jak idzie postęp. Mąż był przy mnie, pomagał mi przy skurczach, podnosił dosłownie jak już nie miałam siły (poród trwał od 6 rano do 22.30). W ostatniej fazie porodu trzymał mnie za rękę i zachęcał do ostatniego wysiłku aby urodzić bez cesarki. Nie wiem co bym zrobiła bez jego wsparcia psychicznego i fizycznego. Po porodzie nasze bliskie relacje wcale się nie zmieniły. Teraz planujemy drugie dziecko i już zapowiada że będzie znów przy mnie. Kocham go za to.

  105. Jestem świeżo upieczoną mamą. Rodziłam sama (czyt. bez męża) bo taka była moja decyzja i w moim osobistym odczuciu była to najlepsza decyzja. Ja sama jako kobieta nie chciałabym asystować przy porodzie i jak to ujęła moja pani doktor, żadna z nas nie chciałaby oglądać swojego mężczyzny z nogami za piętnaście trzecia, który nie ma kontroli nad czynnościami fizjologicznymi.
    Jednak jestem przeciwnikiem ukrywania przed facetem jak wygląda poród, co dzieję się z kobietą podczas porodu, po porodzie itp. Ja niejednokrotnie podsuwałam mojemu mężowi artykuły o porodach i całej tej szopce, która zaczyna się rozkręcać jak kobieta wraca do domu i jak bardzo jest ważne jego wsparcie. Nie ma co się czarować, każda z nas czuję się i wygląda po porodzie jak po zbiorowym gwałcie (z góry przepraszam tych bardziej wrażliwych za moje porównanie). Marzymy o tym aby czuć się świeżo i móc wskoczyć w swoje rzeczy, które jeszcze przez jakiś czas są przyciasne :).
    Podpisuję się pod słowami „szczęśliwa mama to i szczęśliwe dziecko” a moja córcia taka jest.
    Tak na zakończenie: jeśli jakiś facet sam się pcha na porodówke, czy jakaś para uważa że rodzić należy tylko wspólnie -to chwała wam za to. Oby was to tylko nie przerosło…

  106. żal mi cie ,uczuc nie masz, moj facet byl przy narodzinach i bardziej nas to ze soba zwiazalo, zal mi ciebie bez kitu , zal !!!! ŻENADA

  107. Nie byłem przy porodzie gdyż w moich czasach to się nie zdarzało ale z perspektywy lat nie chciałbym tego oglądać nie wiem czy wspólny poród zbliża ale ojcowie którzy nie byli przy narodzinach swoich dzieci niemniej je kochają od tych którzy uczestniczyli w tym akcie

  108. Jestem matką 4 latka, u mnie sytuacja wyglądała tak iz dałam mężowi wybór i możliwość przemyślenia tej sprawy. Opowiedziałam mu jak to wygląda czego może się spodziewać nawet obejrzelismy razem kilka porodów na necie ( ja sama przestraszyłam się nie na żarty:D i sama w tej chwili chciałabym mieć możliwość decydowania uczestniczyć czy nie ale jak wiadomo mnie nikt o zdanie nie pytał:D) Małżonek podzielił mój strach i sie taktownie wykręcił, zdecydował że nie chce mnie widzieć w takim stanie, uszanowałam to. Kiedy było juz po terminie zabrano mnie do szpitala podano zastrzyki i zaczęłam w nocy rodzić, „rozchodziłam” skurcze spokojnie do rana. Obudziłam pielęgniarkę nad ranem i zadzwoniłam do mamy, aby obudziła mojego męża i poinformowała go że rodzi mu się pierworodny i musi wziąć urlop w tym dniu bo nie wiadomo ile to potrwa, i to był mój błąd:D Ślubny przyjechał o godzinie 5 z nastawieniem bojowym, po drodze zakupił ubranie i wkroczył dumny na sale porodową, po okrzykach położnych że ma natychmiast wyjść stanowczo ale łagodnie ogłosił że bez żony i syna się nigdzie nie rusza. Był cały czas przy porodzie ale położna kazała mu stać za moją głową także nic nie widział, był jedynie zawiedziony ponieważ nie pozowolono mu przeciąć pępowiny bo syn urodził się niedotleniony i musieli zabrać go od razu na wszelkie badania. W moim przypadku wyszło wszystko bardzo naturalnie mąż sam zadecydował że chce być ze mną i był aczkolwiek położne oszczędziły mu w miare możliwości złych wspomnień. Jestem zadowolona że mąż mi towarzyszył, był dla mnie dużym wsparciem jednak szanuje zdanie innych kobiet które tego nie chcą bądź Panów którzy nie są skorzy do oglądania takich rzeczy. Myślę iż decyzja o wspólnym porodzie jest decyzją bardzo indywidualną zarówno kobiety jak i mężczyzny.

  109. Rozbawil mnie tekst ze kobieta powinna witać meza wykapana w makijażu itd., to jakies jaja. Mój maż niestety zdazyl tylko na jeden porod powiedział ze wtedy widział przynajmniej naturalnie zonę a nie to co kobiety pokazac probuja niektóre nakladajac makijaż. A jeśli twój maz stracil pociąg do ciebie to nie kwestia porodu a jego widzimisię, prawdziwemu mezczyznie nie będzie przeszkadzać cos takiego a wręcz przeciwnie będzie potrafil być w każdej sytuacji przy zonie. A jeśli dla ciebie najważniejszy jest wizerunek to pomyśl ze ciężko zachorowałabyś i co wtedy tez byś bliskich nie dopuscila bo nie jesteś super odstrzelona i nie zachwycisz każdego – śmiech na sali.

    1. Zgadzam się !!! Jakos nie mam marzeń aby wyglądac jak nimfa gdy się tak nie czuję. Problem właśnie jest taki u facetów, gdy kobiety są wobec nich w pewnej mierze nieuczciwe (nie pokazują się z każdej strony). Przed mężem zawsze idealne a potem problem bo podczas porodu nie wygląda jak miss. Mój zna mnie w każdej sytuacji – dobrego humoru, umalowana zadbana, lenia – bluza i dres bez makijazu, choroby – czerwona ze spuchniętym nosem, koszulinie babcinej, spoconej, kaszlącej zrzędliwej i źle się czującej, zmęczonej – na zasadzie wisi mi to ty dzis sprzątasz. I nie dziwił się podczas porodu, że jak to jego żona??!! spocona??!! zmęczona??!!

    2. Ciężka choroba kiedy nie jest się w stanie samu o siebie zadbać to co innego niż poród. No chyba, że traktujemy ciąże jak chorobę…

  110. Witam, zgadzam się całkowicie z autorką tekstu , Ja rodziłam córkę która w styczniu skończy cztery lata rodziłam sama 🙂 bez męża bo taka była Moja decyzja Uważam że jeżeli przy kobiecie jest ojciec dziecka to te kobiety się za bardzo rozczulają nad sobą. Wiem też że nie każdy facet jest przy porodzie dlatego że chce tego tylko jest bo kobieta mu każe 🙁 . Jeżeli bedę jeszcze kiedyś rodzić to też SAMA .

    1. jesli przezylas poroda sama bez meza to raczje malo masz do powiedzneia na temat jaki jest porod z mezem. dlaczego mowisz ze jest obowiazujace rodzenie samej jak nie mials stycznosci z porodem rodzinnym. zreszta ciekawe ze nie bylo w szpitalu nikogo zrodziny przy tobie. pewneo sasma tam autobusem prztjechalas a potem airbus was zawiozl do domu ??

  111. Ja się z tekstem absolutnie nie zgadzam-jak płytkim on jest. Przecież każdy w chwili cierpienia potrzebuje wsparcia od położnej czy lekarza nie otrzyma go takiego jak od kochającego męża- jeśli takowym on jest. Przecież nikt nie karze mu tam zaglądać. Wystarczy że stanie z boku partnerki i będzie ją wspierał tak jak ona tego pragnie. Nie musi patrzeć na centrum ciała. Mój mąż był i bardzo tego pragnął przy drugim porodzie, przy pierwszym niestety nie mógł być co czyniło go bardzo smutnym. Jak bardzo ta chwila jest ważna dla dwojga i moment narodzin to cud.

  112. Życie to nie pruderia, jeśli mój mąż miałby się mną brzydzić /a był przy narodzinach naszych synów/ już dawno bym o tym wiedziała. Dla mnie to jest coś czego nikt nam nie zabierze, wspominamy te chwile z sentymentem zawsze wzruszeni. A kiedy przyjdzie czas, że będę w starości przykuta do łóżka -wiem, ze mogę na niego liczyć i pampersa też wymieni.

  113. Ja rodziłam z partnerem i jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Przyczyn jest kilka: po pierwsze był dla mnie wsparciem i jedyną osobą, którą na porodówce znałam – położne miały zasadniczo „gdzieś” mnie i moje dziecko. Co musiały, to zrobiły, bardzo niedelikatnie zresztą. Z tego punktu widzenia partner stanowi ostoję zaufania, wiesz że nie pozwoli cię skrzywdzić i myśli w miarę trzeźwo. Ja miałam tak silne bóle, że odpływałam, a personel medyczny ze wszystkimi dokumentami do podpisu czeka właśnie do tego momentu. Mąż może chociaż wysłuchać co oni tam wyczytują. Ja podpisałabym wszystko, byle dali mi spokój, a najlepiej dziecko wyjęli. Z pożądaniem też nie ma problemu. Myślę, że w dużej mierze problemem jest dojrzałość mężczyzny. W moim przypadku wspólny poród bardzo nas zbliżył i nie miał żadnych negatywnych skutków dla naszej relacji. Myślę, że każdy powinien samodzielnie zdecydować czego potrzebuje, bo ślepe podążanie za modą nigdy nie jest dobre. Pozdrawiam.

  114. Powiem krótko, gdyby nie było ze mną mojego męża nie wiem czy bym sobie poradziła. Wiedział co ma robić i jak mi pomagać, był też moim komunikatorem z położną 🙂

    1. jak to bys sobie nie poradziła? no ludzie! przestałabys rodzic i chodziłabyś w ciąży do smierci? czy dziecko by się wchłonęło. urodziłabys tak samo i tyle. ja rodziłam bez męża i jestem z tego zadowolona.

  115. Brałem udział w porodzie obu moich córek. Żona tego sobie życzyła. To była jej decyzja. Gdyby zdecydowała inaczej też bym tą decyzję uszanował. Moje zdanie? Byłem tam, gdzie było moje miejsce. Zawsze się dziwię kiedy ktoś uważa, że ma monopol na rację. Skoro Autorka uważa, że popełniła błąd rodząc z mężem… Jej problem. Osobiście nie napawam się tym, że bohatersko uczestniczyłem w przyjściu na świat moich pociech, nie była to też dla mnie jakaś trauma. Właściwie nie rozumiem w czym problem?

  116. Mąż przy porodzie świetna sprawa. Pierwszy poród był długi, zanim doszło do rozwiązania: rozmawialiśmy, pomagał mi wstawać, trzymał za rękę. A jak poród się zaczął usiadł sobie z boku i czekał na synka i pierwszy go dostał w ramiona. BEZCENNE!!! Drugi poród szybki, rozmawialiśmy, żartowaliśmy i jak córeczka pojawiła się na świecie oboje pękaliśmy ze szczęścia. Czas na sali poporodowej spędziliśmy razem, tylko we troje. Niezapomniane przeżycia, jeszcze bardziej cementujące więzi.

  117. Niestety na moim przykładzie musze stwierdzić ze przyszły tatuś nie powinien być przy porodzie ,jestem mama 2 dzieci i przy obu porodach towarzyszył mi mąż i po 2 porodzie mój mąż zrobił się w stosunku do mnie obojętny , gdy chce żeby mnie przytulił mowi ze nie ma czasu na”pierdoły” gdy się z nim pokochać odpycha mnie mowiac ze jest zmeczony niechce mu się on się już wyszalał itp…. choć wiem ze tak nie jest nie jest zmeczony po 2 dniach siedzenia w domu i nic nie robienia jeśli już do czegos dojdzie to jest to tylko odemnie wychodzi i jest to tak 1 na 6 miesięcy może więcej……. wiec z perspektywy czasu wiem ze nie powinien być tatuś przy porodzie bo traci do kobiety „pociąg „teraz gdy mam 2 dzieci wiem ze to był mój wielki błąd bo stałam się tylko sprzataczka i opiekunka do dzieci a ja jako żona zostałam zepchnieta na 2 plan , gdzie się już nie czuje żona ,wiec moja rada kobiety pomyślcie i od serca porozmawiajcie ze swoimi partnerami na ten temat…..

  118. Rodziłam dwójkę dzieci z mężem. W tej chwili niemal obie córki są już dorosłe i nie zauważyłam, żeby ucierpiało na tym postrzeganie mnie jako kobiety seksownej przez mojego męża i żeby gdzieś zapodziało się pożądanie mnie przez mojego mężczyznę. Smiem nawet stwierdzić, iż mąż miał do mnie większy szacunek przekonując się na własne oczy i uszy, ze poród to nie taka sobie błaha sprawa.
    Dodam, ze gdybym jeszcze raz miała rodzić to na pewno nie sama.
    Pozdrawiam 🙂

    1. trzeba wziaśc pod uwage to też że każdy facet jest inny i ma odmienne zdanie jeden tak jak piszesz dalej uwaza cie za sexi kobietke natomiast inny o slabej psychyce moze mu zbrzydnac co zobaczy bo faktycznie widok nie jest fascynujacy ale gratulacje swietnego facdeta oby ich bylo wiecej

  119. Dawno nie czytałam tak mądrej opinii na temat rodzinnych porodów.
    Zgadzam się w 100 procentach. Popatrzcie, nawet zwierzęta chowają się w jakiś spokojny kącik, żeby wydać na świat potomstwo.
    Mnie jeszcze nie podobają się te wywalone na wierzch brzuchy kobiet ciężarnych. te wystające pępki, nie są apetyczne dla postronnych osób.
    Bardzo podobała mi się brytyjska księżniczka . W okresie ciąży nosiła ubrania, w których niby było widać trochę brzuszek, ale nie wulgarnie.

    1. Czlowiek zwierzeciem nie jest, idac za Twaja logika nawet polozna i lekarz nam nie potrzebni bo przeciez zwierzeta chowaja sie po krzakach…

    2. radze na nastepny ra zpodczas ciazy owinac sie szmatamiz eby tego wystajacego pepka nie bylo widac. po prostu ochyda. a jak sie zestarzejesz to od razu do rzeki i kamien do szyi uwiazac bo to tez nieapetycznyw idok.

  120. każdy z nas ma prawo do własnego zdania jak i do wyboru…swój poród przezyłam bez męża który czekał na korytarzu i nie żAŁuję tego bo i tak poród skonczył sie cesarskim cięciem….ale faktycznie nie będę oceniać porodu z partnerem bo nie przeżylam takiego a kto wie moze kiedys przy kolejnym dziecku mi sie odwidzi i bede chciala partnerA…. zmierzam do tego zeby nikogo nie krytykowac kazdy wyraza swoje zdanie i swoja opinie

  121. Powiem tak. Byłam swego czasu z facetem, który był po rozwodzie, z pierwszą żoną miał dziecko. Na początku namawiałam go na to, żebyśmy mieli nasze kochane maleństwo i pytałam wielokrotnie „czy przywitamy razem nasze dzieciątko?”. Po kilka takich akcjach odpowiedział mi, że był przy porodzie obserwując sytuację z tzw. „złej strony” i nie chciał już więcej kochać się ze swoja ówczesną kobietą. Zgadzam sie zatem z autorką bloga, że jak rodzić to bez faceta.

  122. Jestes bardzo jednostronna w tym co piszesz i jakos tak smutno się to czyta. Uczestniczyc przy porodzie czy nie, to jest wspolna decyzja obojga partnerow. Zgadzam się , ze nie należy mężczyzny do tego przypumszac, ale tak jak sa rozni ludzie na swiecie tak i sa rozni mezczyzni. To co opisalas, jak kobieta ma być postrzegana jest przerazajace. Najlepiej gdyby facet widział nas non stop z makijażem, ulozoznymi włosami, kwitnące, pachnące, bez cienia zmeczenia czy to chodzi o porod, o zajmowanie się dziecmi, domem, zakupami, praniem, itd… a później jest placz i zgrzytanie zebami, ze on nie szanuje, nie dostrzega, myśli ze przez caly dzień lezymy do góry brzuchem a wszystko naokoło się samo robi, to po pierwsze. A po drugie, gdzie naturalność i codzienność, chyba nie chcemy udawac czegos czego nie ma 24h na dobe. A co do porodu to maz był ze mna i chwala Bogu bo by mnie tam chyba zajechaly te polozne. Poza tym umowilismy się, ze będzie tylko po stronie glowy i nie będzie zagladal w krocze. Chociaz szczerze Ci mowiac mysle, ze mu bez roznicy było. On jest dumny, ze z nami był na tej porodowce a ja jestem zadowolna z jego wsparcia plus z tego, ze widział jak jest ciężko wydac na swiat dziecko.
    Jeszcze raz powtorzem, ze to jest dezycja obopolna partnerow. A Twoje podejście jest bardzo płytkie i czytając się człowiek odnosi wrazenie, ze porod jest czyms wstydliwym.

  123. Drogie Panie
    Też Rodziłam i wiecie co mogę powiedzieć… Facet nie powinien patrzeć jak kobieta się męczy, słuchać wyzwisk typu… zobacz co mi zrobiłeś itd, a poza tym może zniknąć atrakcyjność Pań a oczach Panów. Każdy ma swoje indywidualne zdanie na ten temat, ale czy Panie po porodzie pytają swoich mężów, partnerów o ich uczucia, emocje?
    Panowie nie powinni na to wszystko patrzeć. Dość że to wygląda strasznie, nieprzyjemnie to żadnej przyjemności z tego nie ma… oprócz dziecka oczywiście.

    1. ciekawe czy bedziesz zadowolona jak facet w chorobie sie odwroci i powie z enie chce patrzec na to. dobrze sie wtedy poczujesz? nie pirownuje ciazy do choroby ale do tegoz emozna mowic w ogole ze wspolne zycie meza i zony moz emiec tematy zakazane i wstydliwe. dziecinada.

  124. ja miałam męża przy sobie, sam chciał. Uważam, że nie tylko nas to zblizyło, ale on ma prawo być pierwszym który wita swoje dziecko na świecie. Poza tym bardzo mi pomógł, pielęgniarki były zajęte, a ja podpięta pod kroplówke i to on mi picie podawał, to on mi „kaczke” przyniósł jak mi sie siusiu chciało 😀 i w ogóle zawsze jest przy mnie. wiec nie rozumiem dlaczego w jednej z najważniejszej chwil naszego życia, miałoby go zabrakąc..

  125. Cóż, nigdy nie byłam piękna, tajemnicza i łagodna…. Może dlatego mój mąż w dalszym ciągu mnie pożąda w taki sam sposób jak przed dwoma porodami, w których uczestniczył. Jakoś go nie zaskoczyła krew, pot i inne płyny fizjologiczne. Może dlatego, że inteligentny facet jest i po prostu wiedział, że w czasie porodu dziecko nie spływa nagle z nieba ze skrzydełkami które mu na ziemi odpadają:)
    To mój mąż wystąpił z propozycją towarzyszenia mi w trakcie porodu. Sprawa nie była prosta, bo 20 lat temu w małym mieście to był ewenement – dość powiedzieć, że był DRUGIM mężczyzną obecnym przy porodzie w historii tego szpitala. Ja wyszłam z założenia, że będą to dla mnie zapewne niełatwe chwile, więc przyda się „swoja” gęba. I po prostu udało nam się. Mój mąż był zachwycony i ani przez chwilę nie czuł do mnie żadnej „odrazy”. Podczas drugiej ciąży sprawy nawet nie omawialiśmy, to było zupełnie naturalne, że rodzimy razem.

    Bardzo dawno temu mężczyźni byli szanowani za to, że przynosili do domu upolowaną zwierzynę, całkiem niedawno za to, że byli jedynymi odpowiedzialnymi za utrzymanie rodziny. Czy to znaczy, że mam już nie szanować męża ponieważ ja też pracuję – pominąszy fakt, że chcę pracować, to jego pensja nie wystarczyłaby po prostu na utrzymanie 4 osób….

  126. Ciekawe to wszystko, ale niestety – uważam zupełnie inaczej. Poród rodzinny to podstawa, aby młody mężczyzna poczuł się naprawdę tatą! Kobieta nie ma być piękna, bo to nie jej dzień, ale dzień tej istoty, która pojawia się właśnie na Matce Ziemi, dlaczego niby mężczyzna miałby ominąć ten moment? Pamiętam, gdy 4 lata temu urodził się mój syn, gdy już się pojawił wśród nas, pozycja embrionalna, płacz obieranego na żywca zwierzęcia, ale gdy zobaczył go, to wtedy się popłakałem, wtedy zrozumiałem cud życia, dlaczego miałbym go nie doświadczyć, ponieważ jakaś kobieta uważa, że później, moja partnerka nie jest już moim obiektem pożądania? Zamiast tego – droga autorko – może byś się zainteresowała tym, co mężczyzna myśli? Chętnie napiszę, na własnym przykładzie. Nie po narodzinach moja partnerka przestała być obiektem pożądania, ale po tym, jak odsunęła mnie na boczny tor, ponieważ dziecko potrzebowało więcej uwagi. To jest normalna kolej rzeczy, ale jak same, zawsze twierdzicie, mężczyzna jest jak małe dziecko, a każde dziecko chce być na piedestale, zauważane przez wszystkich. Dlaczego mężczyźni zdradzają? Z tego samego powodu, bo chcą się czuć jak niegdyś, gdy byli na pierwszym miejscu. Z tego względu, uważam, że monogamia to spaczenie umysłu narzucone przez religię, następnie kulturę! Wiem, że odbiegłem delikatnie od tematu, ale zgodnie z alfabetem, po A następuje B… Jestem wciąż ze swoją partnerką, nie widzę siebie bez niej, ale to nie oznacza, że mi nie brakuje tego czasu, kiedy to Ja byłem jej oczkiem w głowie. Uważam, że nie poród jest czemukolwiek wienien, ale my – mężczyźni i kobiety, nasza kultura, nasze poglądy etc. To normalne, ale i smutne zarazem.
    Wiedząc teraz, jakie to było dla mnie przeżycie, zobaczyć naród mego synka, to gdyby ktokolwiek mi teraz tego zabronił, rozszarpałbym na kawałki!!!

    1. do „~dziwiak?” – uczestniczenie faceta w porodzie formą inicjacji? Mężczyzna staje sie ojcem w toku wychowywania dziecka, gdy zaczyna czuć odpowiedzialność za mała istotę. Do tego przy porodzie być nie musi.

  127. Zgadzam się z autorką. Sala porodowa to nie jest miejsce dla faceta. Widok rodzącego się dziecka, wydalanie kału, zszywanie itp mogą mieć wpływ na późniejsze relacje partnerów.

  128. Małżeństwo znajomych rozpadło się po wspólnym porodzie. Mimo, że mąż kochał żonę i dzieci (pierwsze urodziło się bez jego obecności). Chodzili na terapię rodzinną i on nawet leczył się indywidualnie ale jak mówił w momencie zbliżenia nie potrafił wyrzucić z pamięci widoku krwawej dziury i innych odpychających obrazów. Uniemożliwiało im to współżycie. Wiem to od niej. Przez jakiś czas próbowali podtrzymać związek szamocząc się psychicznie ale w końcu wzięli rozwód. On ma teraz drugą rodzinę i z pewnością nie postawił nawet stopy na sali porodowej. A ona przeklina chwilę, w której usłyszała o wspólnych porodach.
    Od wieków, we wszystkich kulturach mężczyzn odsuwano od porodów – to stara sprawdzona mądrość ludzkości.

    1. to widac nie by mezczyzna. na terapie?? a co reke albo nglowe komis urwalo?? po prostu kretynada. jak mozna akt rodzenia przypisac do traumatycznych przezyc?? z kim w y kobiety sie zadajecie. chyba z posiadaczami kont a nie uczac i meskosci.

  129. Po tych wypowiedziach czuję się jak szmata,mam 45 lat i iestem dziewicą- czuję się jak g..o,a nie kobieta.Widać można kochać każdą inna kobietę tylko nie mnie.Dla jasności sytuacji- nie jestem o innej orientacji,ani nie jestm maszkaronem.Czuję się gorsza w odniesieniu do innych kobet,z pwodu swojego piętna.

    1. Kobitko kochana, czy pochwa ma decydować o tym, że czujesz się jak szmata? Co za różnica, czy był w niej penis czy nie?? To jest dla Ciebie najważniejsze? Tyle wspaniałych kobiet jest np zakonnicami albo po prostu pannami z wyboru lub nie i są szalenie wartościowe. Jak Ci tak ciąży to dziewictwo, szukaj szukaj, są portale randkowe czy np jakieś spotkania czy wieczorki. Ja znam pracy, które zakochały się w sobie mają ponad 50 a i 60 lat lub więcej (przykład, mój Dziadek wdowiec). I NIGDY PRZENIGDY nie daj sobie wmówić, że o Twojej godności ma świadczyć błona dziewicza. NIGDY! Nie poznałaś jeszcze tego jedynego a zobacz dookoła, laski w Twoim wieku mają czasem po 15 facetów w życiu, z każdym im się nie udawało. I co, dzięki temu, że juz uprawiały seks są lepsze, madrzejsze, ładniejsze?? No nie. Więc nie pisz bredni i zabierz się za siebie. Jeśli odczuwasz samotność, szukaj. Ja jestem młodsza, też jestem dziewicą, mam prawie 30 lat, ale nigdy o sobie nie myślałam, że jestem gorsza, bo mam błonkę. Nigdy. Twoje piękno jest w Twojej głowie a nie między nogami. Dlatego marsz przed lustro. Spójrz w nie. W odbiciu zauważysz PIĘKNĄ, MĄDRĄ Kobitkę. Teraz wyjdź z tym do ludzi. Nic na rozkaz się nie wydarzy, ale nigdy nie wiesz, co przyniesie jutro. A i szczęściu trzeba trochę pomóc. Pozdrawiam z całego serca. Monika

    2. Kochana, nie czuj się tak. Wszystko czego nie zdobyliśmy wydaje się piękne. Nawet zakupy już w domu czasem nie są rozpakowywane.
      Ja już jestem babcią nawet, ale z perspektywy czasu,gdybym wiedziała ile smutku i cierpienia przysparza człowiekowi małżeństwo i rodzicielstwo, zrezygnowałabym z tego. I niby jesteśmy z mężem już ok. 40 lat. Nie było zdrady, nie było bicia ale tych przykrych momentów związanych po prostu z życiem było wiele.
      Jedyny syn, z wyboru niby porządny facet, ale te jego depresje po nieszczęśliwym zakochaniu, to zamartwianie czy nic sobie nie zrobi itp.to pasmo smutku.
      Teraz ma swoje życie i właściwie co mi z tego.
      Naucz się cieszyć życiem jakie jest. Nikt Cię nie uszczęśliwi, nie wierz w to.
      Najbliżsi to najczęściej najdotkliwiej ranią.
      Pozdrawiam

  130. rodziłam z mężem – nie krzyczałam na niego, nie przeklinałam, nie wbijałam paznokci. Pilnował żebym oddychała, nie próbował uspokajać gdy mówiłam, że nie dam rady, bo jest mądry i wie, że takie słowa nie pomogą. Był ze mną, nie zapomnę chwili, kiedy po wydaniu syna na świat spojrzałam na niego i razem zapłakaliśmy ze szczęścia… popatrzył na wychodzącą główkę bo chciał, ale nie zmieniło to jego podejścia do mnie! sex jest nadal wspaniały. I uwielbiam te chwile, kiedy czasami siedząc wieczorkiem, przypominamy sobie tę chwilę i wzruszamy się tak, jak wtedy. nas doświadczenie wspólnego porodu zbliżyło. współczuję autorce bloga złych doświadczeń.

  131. Ja rodziłam pierwsze dziecko z mężem… tzn do połowy bo po tem wywieźli mnie na blok operacyjny… i raz popełniłam błąd przyprowadzając męża na porodówkę – chciałam go z tamtąd wywalić po godzinie skórczów – rodziąłm po tem 2 razy bez męża i byłam spokojna zrelaksowana , a i ona powiedział po czasie , ze nie chciał być przy porodzie tylko ja go namówiłam

  132. Jestem matką 4 letniego syna i obecnie jestem w 34tc. Mąż był ze mną przy porodzie i teraz też raczej będzie, mówie raczej bo jeśli będzie miał służbę to na porodówkę będę musiała iść sama. Przez całą poprzednią ciąże powtarzałam, że poród to sprawa kobiety i chciałam iść sama na porodówkę, chociaż mój mąż bardzo chciał iść ze mną. Pod koniec ciąży zmieniłam zdanie i zapytałam czy dalej chce iść ze mną, powiedział tak i żadne z nas nie żałuje tej decyzji!
    Niby co Ci mężowie nasi mogą tam robić, stać i patrzeć mówią przeciwnicy porodom rodzinnym a jednak to tak dużo! Wystarczyła mi jego obecność, to że był, że stał i w zasadzie nic nie robił a dawało mi to ogromny komfort psychiczny. Mój poród był bardzo szybki i chociaż bolało okrutnie to nie darłam się jak wściekła na cały oddział, tylko znosiłam to w milczeniu, nie wyzywałam męża, że on mi to zrobił i że to przez niego bo decyzja o chęci posiadania dziecka była wspólna. Jeśli chodzi o pot, krew, kał i inne rzeczy to cóż potu i krwi uniknąć się nie da, a o kał to można życzyć sobie zrobienia lewatywy i ten problem znika.
    Mój mąż stał przy moim ramieniu i mówił, że widział jak wychodzi Mały ze mnie, ale nic konkretnego i tak powinno być. Wiedział, że sobie nie życzę żeby zaglądał mi ‚do środka’ a położne też na to nie pozwalały.
    Jeśli chodzi seks, nie mieliśmy z tym problemu, może ja miałam małe opory ale mąż nie. Kochaliśmy się pierwszy raz niecałe 3 tygodnie po porodzie i nie miał żadnego ‚obrzydzenia’ do mnie. Nie mówie, że kobieta 2 godziny po porodzie ma mieć pełny makijaż i ułożone idealnie włosy, ale uważam, że chodzenie w dresie, z potarganymi włosami miesiąc po porodzie jest już kwestią zaniedbania siebie i mówienie ”bo ja jestem zmęczona, niewyspana i niedawno rodziłam” nie znajdzie u mnie akceptacji.
    A i jeszcze jedna kwestia, przynajmniej ja nie usłyszałam od mojego męża jak moja znajoma, której mąż siedział na korytarzu cały poród (bo nie miał odwagi wejść do środka), że ten poród aż tak nie bolał przecież, że ma nie przesadzać bo aż tak się nie namęczyła!

  133. Oj, narobilas balaganu.
    Poród nie jest niczym pięknym ale jest cudem.
    Mąż był ze mną przy obu porodach i choć było ciężko i z komplikacjami to dal radę.
    jego stosunek do mnie się nie zmienił ani odrobinę.
    A mam pytanie, jeśli nagle zachorujesz, albo zwyczajnie polamiesz nogi na nartach i ktoś będzie musiał pomagać ci się załatwić lub umyć a tym kino pewnie będzie małżonek to co wtedy?? Też juz nie będziesz dla niego ta wspaniałą nimfą leśną tylko kobieta która nie zdążyła do ubikacji i się ufajdała? Albo jego ukochana żoną której trzeba pomóc?

  134. A ja będę rodzić z mężem i nie widzę żadnej innej możliwości. Za dużo nasłuchałam się od koleżanek jak okrutnie, bezosobowo i lekceważąco są traktowane kobiety na porodówce. On ma mi na ten czas zapewnić maksimum bezpieczeństwa i uwagi personelu medycznego. W krocze mi nie musi zaglądać jak nie chce, pępowinę też może sobie darować, ale to on jest za mnie i za dzieciątko odpowiedzialny i na jego barkach leży obowiązek zadbania o mnie, skoro ja sama z powodu bólu i wyczerpania nie jestem w stanie tego zrobić.
    Jeśli zaś chodzi o widoki – no na litość boską! Skoro kochamy się tylko do momentu, kiedy jesteśmy piękni i młodzi, to ja pięknie dziękuję za taką miłość…

  135. Sześcioro naszych dzieci rodziło się, kiedy jeszcze ojcowie nie uczestniczyli w porodach, w każdym bądź razie w Polsce powiatowej, żona stwierdziła, że jednak nie chciałaby raczej rodzić ze mną, dla niej było to mniej stresu, ja zaś od siebie nie miałbym nic przeciw temu, pozdrawiam wszystkich za i przeciw

  136. Popieram autorkę. Ja bylem z żona na tym tzw. rodzinnym porodzie ale na sam moment porodu wyszedłem za drzwi. Nie wyobrażam sobie asystowania wtedy a odcinanie pępowiny to już zakrawa na skłonności rzeźnicze a nie świadczy o uczuciu radości z narodzin dziecka.

  137. Sześcioro naszych dzieci rodziło się, kiedy jeszcze ojcowie nie uczestniczyli w porodach, w każdym bądź razie w Polsce powiatowej, żona stwierdziła, że jednak nie chciałaby raczej rodzić ze mną, dla niej było to mniej stresu, ja zaś od siebie nie miałbym nic przeciw temu, pozdrawiam wszystkich za i przeciw.
    http://www.spioszek.wordpress.com

  138. Czytałam powyższe wypowiedzi min.tą w której jest napisane że bez męża by sobie pancia nie poradziła gdzie ja mam wręcz odwrotnie (wiem że muszę sobie poradzić sama i to mnie wzmacnia ) i dlatego nie przyszło mi nawet do głowy żeby mój mąż był przy porodzie. Niestety kobiety decydujące się na poród rodzinny muszą liczyć się z różnymi reakcjami panów (a po co kusić los)

  139. Hej Atomówko!
    Dzięki za Twój tekst, bo już myślałam, że jestem jakąś kosmitką…
    Również uważam, że poród jest najintymniejszą chwilą w życiu kobiety.
    Rodziłam prawie 4 lata temu, poród naturalny, bez żadnych powikłań itp. Mąż był przy mnie póki go potrzebowałam… ale nie do samego finału – wcześniej ustaliliśmy, że kiedy będzie zbliżał się koniec wyjdzie z sali. Oboje byliśmy bardzo zadowoleni z tej decyzji – ja czułam się swobodnie z samymi kobitkami, a on… nie musiał patrzeć na mój wysiłek i ból. Położna powiedziała mi później szeptem, że… „bardzo dobrze, bo to nie dla facetów”… Personel też się swobodniej czuje jak nikt im na ręce nie patrzy.
    Pozdrawiam
    A przeciwników rodzenia osobno (o ironio!) proponuje żeby zdali się na intuicję i zrobili tak jak im serce podpowie… A jednocześnie nie oceniali decyzji innych.

  140. Przyznaję, był to kij w mrowisko;) Ja osobiście jestem zdania, że nie tylko mężczyzny przy porodzie być nie powinno ale również i samej rodzącej;). Chociaż się staram nie umiem we wspomnianych łzach, krwi, pocie i innych fizjologicznych wydzielinach ujrzeć cudu zespajającego dziecinę z matką. Brak traumy i bólu nie ująłby nic z jakości mojej spoiny emocjonalnej, jestem tego pewna (czy tatusiowie mniej kochają, na przykład?). No dobrze, wybaczcie żartobliwy ton ale w 9 miesiącu ciąży wolę obrać taką strategię niż snuć czarne, pełne rozmachu i realizmu wizje. W każdym razie skoro mi samej ciężko jest uznać siebie w porodowej akcji za osobę ponętną i tajemniczą (pierwsze dziecko usiłowałam urodzić naturalnie, co po 10 h owych starań doprowadziło do wstępnego zaznajomienia z tematem oraz cięcia cesarskiego) to jak mogłabym się łudzić że mój mąż zamiast przerażenia dozna nagle ataku miłosnej pomroczności, która pozwoli mu zapomnieć niesmaczne chwile a skupić się tylko na tych wzniosłych.

  141. Jak na razie urodziłam jedno dziecko, i powiem że nasz poród był mieszany. Z racji tego że od 6 rano wywoływano mi poród, to mąż do szpitala przyjechał z domu wyspany dopiero ok 12, był przy mnie do momentu aż akcja się rozkręciła – wtedy położna grzecznie wyprosiła męża na korytarz, i poprosiła ponownie po ok 20 minutach gdy córka była już na świecie, i wtedy dumny tatuś ważył i mierzył i spełniał swoje pierwsze ojcowskie obowiązki (jak np policzenie wszystkich paluszków dziecka ;)). Tak więc uważam, że kompromis zawsze się znajdzie 🙂

  142. Ja byłem 2 razy przy porodzie. Nigdy więcej i nie życzę nikomu z facetów tego oglądać. byłem zmuszony psychicznie do odbycia kary czyli uczestniczenia przy tym zjawisku. masakra . FUJ

    1. i popraw zazelowane wloski naglowie cioteczko. co z ciebie z afacate jak fuj jest dla ciebei urodzenie twojego dziecka. owy twoj potomek nie czytal nigdy tego forum bo przypuszczam ze szacunek do pseudo taty zmalal by do zera. fuj fuj. cioteczko.

  143. Nie zgadzam się z autorką.
    Poród – sprawa prywatna, indywidualna, rodzinna.
    Jak z wszystkimi decyzjami w życiu/rodzinie – może się nie udać. Ale jeśli oboje chcą to czemu nie. Po co atomowka75 zniechęca?
    Byłem przy dwóch porodach i zawsze traktowałem to jako kolejne ręce do pomocy, a nie studiowanie etapów porodu z jego wszystkimi mniej miłymi rzeczami.
    Córki i żona, cudne.
    Mam wrażenie, że niektóre kobiety chcą sprawiać wrażenie jakby nigdy siku i kupy nie robiły, „magiczne” księżniczki sex bomby.
    Czysta, pachnąca, „magiczna”, ale głupia – nie podnieca i nie zachwyca (i tu jest całe kuku).
    Współczuje atomowce75 – ale bardziej traktuję tekst jako licznik wejść na stronę. Pozdrawiam James Bond 🙂

  144. Kretynka czy jak? Pokaż mi poza Angeliną Joile, która to kobieta wita z lekkim makijażem na twarzy swojego mężczyznę na porodówce?
    A pot, kał, krzyk i łzy to życie moja droga. Chcesz przeczyć faktom i wybierać od początku drogę zakłamania – Twoja sprawa ale czy to miłość.A jeśli po porodzie Twój mężczyzna przestaje odczuwać do Ciebie pożądanie to raczej Twój problem a nie wspólnego porodu. Może wówczas zastosuj wskazówki: „wykąpana, z ułożonymi włosami i lekkim makijażem”

    1. Większej głupoty nie można już napisać.To,że kał ,sikanie itp są wpisane w nasze życie,nie znaczy,że mamy to robić przed oczami bliskich osób.Właściwie to żadnych osób!!!!!Jakoś normalny człowiek nie opowiada,że chce kupę przed stosunkiem akurat,ale powie,że idzie się odświeżyć do łazienki.Masz jakiś rozum?Mądra kobieta przenigdy nie pokazuje całego tyłka swojemu mężowi

    2. i ja sie podpisuję pod przedmówczynią, powiem na dodatek – rodziłam 2 razy, oba z mężem. on jest dla mnie od czasu porodów po stokroć bardziej delikatny i wrażliwy na boje bolączki, mówi że po tym co zobaczył narodził się w nim wielki szacunek do mnie jako do kobiety, matki, i każdy mój ból choćby małego palca u nogi traktuje z wielkim pietyzmem. próbuje mi wynagrodzić ból porodowy. a i on sam przeżył ból psychiczny więc oboje urodziliśmy dzieciątka. ja cieleśnie, on psychicznie. bo jak sam przyznał – on kocha mnie i widząc to jak ja cierpię nie mógł tego znieść a bezradność i mój ból piekły go jak ogniem. gdy dzieci się już w końcu urodziły płakał i mówił jak mnie kocha.
      z seksem nie ma żadnego problemu. poród to fizyka. seks to magia. jedno z drugim się nie łączy. to tak jak nasze dłonie i palce: używamy ich do robienia pięknego makijażu, malujemy nimi obrazy a potem idziemy do kibla i podcieramy tyłek. tymi samymi dłońmi. czy to znaczy że robiąc makijaż przeżywać mamy jakieś dramaty związane z czynnościami kibelkowymi? bo to te same ręce? no nie sądzę… tak samo jak rodzenie dzieci a seks choć tego samego miejsca dotyczą to są zupełnie czymś oddzielnym. każda z nich ma inną otoczkę, atmosferę, cel, czynności itd. nie cudujcie kobiety. i nie oszukujcie się ani swojego mężczyzny że rodząc w pięknym makijażu i może w szpilkach jeszcze słuchacie ballad i wzdychacie tylko jak białogłowa nad kwiatem róży

    3. głupis Bracie , dziewczyna która to pisze ma racje,,,, byłes w wojsku?, jestem pewien że nie . pewnie pierzesz, gotujesz i sprzątasz a samcem alfa jest Twoja żona, współczuje (żonie oczywiscie). a ty najwyrazniej jaja zamieniłes na jajniki.
      pozdr

    4. zgadzam się z wypowiedzią ~ojca, to czy jesteś pożądana nie zależy od tego w jakich okolicznościach partner Cię widuje (bądź widział), ale od tego, jaka jesteś dla Niego 🙂 czy seksowna, tajemnicza, ponętna i kusząca…? Czy marudna, wymagająca, narzekająca. Czy szanujesz Go i pragniesz… ? Czy wyrzucasz Mu, że tyle się nacierpiałaś… ble ble ble
      Nie wygląd, ale Twoja natura i charakter sprawiają, że Cię pragnie i kocha.

  145. Ja rodziłam z mężem i jak zdecydujemy się na drugie dziecko to też przy mnie będzie bo jest ze mną gdy się śmieję czy płaczę i podczas narodzin naszej córki było cudownie razem przywitaliśmy ją na świecie i to było nie samowite piękne 🙂 pozdrawiam

    1. Masz Kochanego męża, ale oszczędź Mu tych męczarni. Kocha Cię bardzo, ale on nie ma na tyle sił, żeby wyznać Ci, że to dla Niego męczarnia. Naprawdę jesteś taka nieogarnięta?

    2. pojebane jak można na takie coś pozwolić a potem dać się walić w ta sama dziurę gdzie nie dawno wyskoczyło dziecko nie dziwota ze on nie chce tam wkładać jak przypomni se ze z tej dziury dziecko szlo na świat jestem za wypierdolenia z porodówki facetów to tylko chwila dla kobiet tak samo robią dzikusy i jest ok i tu tez tak ma być pewne zasady niech obowiązują i tyle w temacie

    1. „Moja mojsza jest najmojsza”
      Swoją drogą to niezła księżna pisze ten blog „z ułożonymi włosami i z lekkim makijażem” hmm a może frytki do tego?

  146. Nie chcę oceniać wpisów ale opowiem Wam krótko, jako ojciec który był przy porodzie. Moja żona leżała i miała bóle na porodówce, mimo że przekonywła pielęgniarki że to już one uważały że jeszcze nie czas. Za kolejnym razem stanowczo poprosiłem o przełożoną i kiedy się pojawiła nagle zrobił się ruch. Okazuje się że jeszcze moment i moja córka udusiłaby się. Nie było płaczu dziecka ani przecinania pępowiny tylko szybka akcja reanimacji. Miała 1% na przeżycie. Dziś jest 16 letnią zdrową dziewczyną. A gdyby nie ta chwila ???

  147. Mam trójkę dzieci i przyznam, że choć byłam wrogiem porodów rodzinnych, kiedy jechaliśmy z mężem na porodówkę pierwszy raz, niemal go błagałam, żeby nie zostawiał mnie samą. Bałam się panicznie. Lekarz zadecydował o cesarce i sprawa rozwiązała się sama. Potem już nie chciałam, czułam się weteranką i po co mi to, aczkolwiek wychodziłam do niego podczas bólów porodowych i tolerowałam, że głaskał mnie po głowie, chociaż miałam ochotę mu przyłożyć jako sprawcy… No, dobra, obyło się bez jego obecności przy porodach, ale czy to dobrze? Z perspektywy czasu nie wiem. Pożądanie po trzech porodach i wielu latach wspólnego życia i tak osłabło, ciało się zmieniło i nie wzbudza już takiego zachwytu, mam rozstępy, obwisłe piersi, hemoroidy i przepuklinę… ale też trójkę wspaniałych dzieci, więc nie żałuję tych drobnych zmian w moim ciele. Ja nie żałuję, mój mąż nie do końca potrafi się z tym pogodzić. Myślę sobie tak… i absolutnie nie chcę mieć tu monopolu na rację…. skoro cokolwiek przeszkadza „potem”, obojętnie czy jest t0 wspomnienie porodu czy rozstępy na brzuchu, to nie jest dobrze, to może ten facet za mało kochał, a za bardzo pożądał, za mało widział człowieka, a za bardzo obiekt seksualny i to dobrze nie jest z perspektywy dalszego życia. Ale, coż, mężczyźni podobno są wzrokowcami, więc rzeki kijem nie zawrócisz…

    1. To rusz tyłek babo i skoro widzisz, że pewne rzeczy w Twoim ciele przeszkadzają mężowi, to je zmień! Facet nie kocha… nie to Ty nie kochasz, bo nie robisz nic aby pożądał. Tak trudno wieczorkiem się przebiec dla zdrowia albo jakieś ćwiczenia porobić. Nie chce się…

    2. Im bardziej Ty czujesz się nieatrakcyjna tym bardziej facet to widzi. Czuj się tak jak przed ciążą. Ladnie sie ubieraj, maluj, bądź sexy jak jestescie we dwoje. Nie poddawaj sie a powinno to pomóc.

  148. Zgadzam się w całości z autorką. Poród to nie wizyta u kosmetyczki – dlaczego tam nie zabieracie swoich facetów – mogli by przecież wam doradzić i wspomóc w zabiegach upiększających, zlećcie im depilacje – będzie super. Poród to wbrew temu co wciskają z tabloidów proces pełen bólu. Byłem przy porodzie swojego dziecka. Fajnie, że odbyło się bez komplikacji, ale to co widziałem wcale mnie nie uduchowiło. Ból jest bólem i ja osobiście nie chcę aby moi najbliżsi dzielili go ze mną – to mi nie pomaga. Tak samo nie pomaga mi ból i cierpienie jakie zanosi moja najbliższa osoba – niby tak ma być – przecież to poród, tak zakłada przecież odwieczny scenariusz. No i co ma facet powiedzieć kobiecie, który nie odmówił udziału w tym akcie – wyjawić prawdę ?? – nigdy na to się nie odważę – nie powiem, że to był moment gdy poczułem się najmniej potrzebny na świecie. Owszem byłem naprawdę poruszony gdy podano mi nasze dziecko, ale byłem sparaliżowany strachem aby nie zrobić mu krzywdy swoją niezgrabnością spowodowaną nieodległą akcją porodową. Znacznie mocniej pamiętam moment kontaktu z pierwszym dzieckiem, przy którego porodzie nie byłem.

    1. Bardzo sprawnie piszesz o sobie, swoim bólu…. Dość egocentryczne moim zdaniem.

      Byłem przy porodzie, i wiem że to była dobra decyzja nas obojga, żona była o wiele spokojniejsza wiedzac że jestem tuż obok, że trzymam ją za rękę. Pierwszy płacz syna nie do opisania, jego zapach, ciepło, i spokój.

    2. Nie zawsze jest ból bo jak mam być szczera to mnie bardziej depilacja boli. Każda kobieta jest inna i ma inny próg, inny poród. Nie można tego generalizować. My od razu po porodzie wiedzieliśmy, że możemy to powtórzyć razem.

  149. To przecież bardzo indywidualna sprawa! Autorka ma prawo do własnej oceny. Nie rozumiem tych skrajnych komentarzy. Każdy przejaw fanatyzmu jest szkodliwy! Dla jednych poród rodzinny jest zbyt dosadny. Inni będą sobie wkrótce fundować rodzinne usuwanie wyrostka lub wszczepianie implantów. Każdy związek jest odmienny. Inaczej ustawia barierę intymności. Nie ulegajmy modzie! Ludzie są tak różni, że to co jedni robią z przyjemnością, mnie napawa odrazą. Może też być odwrotnie…

  150. Powiem tak. Kazdy powinien wybierac sam. W Szwecji porody z udzialem ojcow odbywaja sie od ok. 40 lat i zaden facet nie wyobraza sobie nie byc przy porodzie. Po prostu wstyd byloby sie przyznac przed kolegami. To rutyna, ale oczywiscie mozna wybrac.
    Zanim rodzilam, widzialam wiele porodow i uwazalam, ze to nie jest sprawa dla faceta. Zawsze powtarzalam, ze bede rodzic sama. Jedyna ewentualnosc jaka dopuszczalam, to ew. ze moj partner stanie przy glowie i otrze mi pot z czola. Jednak jak bylam w ciazy, to naturalne zrobilo sie, ze moj maz bedzie przy mnie. Rodzilam w Szwecji. Wlasciwie bylo to tak naturalne dla nas obojga, ze nawet o tym nie rozmawialismy. Od pierwszych zajec w szkole dla rodzicow do ostatniej chwili na porodowce. Nie zaluje i nie mam zadnych problemow partnerskich po wspolnym porodzie. Uwazam, ze mialam wsparcie, pomoc i kogos kto mnie motywowal, kiedy opuscily mnie juz wszystkie sily. I bynajmniej ojciec mojego dziecka nie stal jedynie z boku. To on widzial glowke, porod i przecinal pepowine. To on zadzwonil do moich i swoich rodzicow zaraz po. To on wreszcie zajal sie dzieckiem, kiedy ja poszlam pod prysznic. On pozniej poszedl do domu, zeby odespac i tego mu zazdroscilam najbardziej. Zawsze bede dobrze wspominac wsparcie mojego mezczyzny w trakcie mojego porodu. A dla mojego meza nie byla to zadna trauma, choc widok krwawiacego palca moze go zemdlic.

  151. Tekst dobrze się rozpoczął, ale źle zakończył za sprawą stronniczego jednoznacznego świadectwa. Warto opowiedzieć o swoich przeżyciach, dając przestrzeń odbiorcy dla jego własnych odczuć. Wszystko jest sprawą indywidualną i nie można generalizować. Moja partnerka bardzo mnie potrzebowała, a ja byłem gotów stawić czoła wspierając ją przy porodzie. Mamy piękną intymność i o fizjologii kobiety nie dowiedziałem się w trakcie porodu, a znacznie wcześniej. Uważam, że pisanie o takich aspektach jest ważne przy konstruowaniu tego typu tekstów. Pozdrawiam wszystkich. Mariusz

  152. Nie wiem jak w świecie, ale u nas dobrze jak ktoś z rodziny jest z rodzącą kobietą , bo o nią zadba , upomni się u położnych , lakarzy, pielegniarek, nie pozwoli na pomiatanie i poniżanie. Rodząca często już wyczerpana nie ma na to siły ani możliwości. A co do pożądania, to niby jak kobiety rodziły bez mężów, to pożądanie panów nigdy nie mijało? Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie na ten temat. Moja córka rodziła z meżem, poród był cieżki, cieszę się że nie była sama, bo ja to na sali porodowej usłyszałam od położnej , niech sie pani nakryje, bo widok jest nieestetyczny, a ja spływalam potem pod kroplówką z oxytocyną.

  153. Eee tam, napisane o porodzie jakby to była „walka byków”. Każdy poród jest inny i indywidualny, a to czy rodzić razem czy osobno, też niech każdy zadecyduje sam. Ja miałam piękny poród i był przy nim mąż. Za kolejnym będzie tak samo. Pozdrawiam i zostawiam wybór każdemu z osobna.

  154. kiedy rodziłam naszego synka, mąż był przy mnie. to on mnie rozsmieszał, przytulał, rozmawiał, troszczył się, dzięki niemu mogłam to jakoś przeżyć choc panicznie sie balam…. Kazdy ma prawo do swojego zdania, pożadanie jest jeszcze wieksze, jestesmy blizej. dziekuje

  155. Ja bardzo chciałam,żeby mój mąż był przy mnie podczas porodu,jednakże z powodu komplikacji lekarze zdecydowali o cięciu. Byłam zawiedziona i rozczarowana,miałam jakiś niedosyt,ale wiedziałam,że to najlepsze rozwiązanie dla zdrowia i życia synka. Natomiast jakiś czas po porodzie mąż oglądnął sobie przebieg porodu w necie. Matko kochana!!! ale była masakra:najpierw zaczęło mu się kręcić w głowie,zrobiło mu się słabo,następnie doczołgał się do łazienki i zwymiotował!!!Byłam w szoku,zawsze mi się wydawało,że mój mąż jest męski,odważny i nic go nie pokona:) Wiem,że mogę sobie wmawiać,że gdybym to ja rodziła,byłoby inaczej,ale wolę nie sprawdzać i nie narażać go na taki stres,dlatego drugie dziecko rodzę sama…..ewentualnie z siostrą:) Pozdrawiam Panów Twardzieli:)

  156. Poród to oczywiście intymna sprawa. Udział w nim osób bliskich to sprawa indywidualna i nie będę tu wchodzić w dyskusję czy to jest dobre czy nie. W moim przypadku było tak: najpierw ustaliliśmy, że będziemy mieć poród rodzinny (super szpital, wszystko za darmo wiec czemu nie skorzystać). kilka dni przed porodem kolega naopowiadał mężowi jak to za drzwiami porodówki spędził 18 godzin w niepewności i z przeświadczeniem, że jego kobiecie robią tam gigantyczna krzywdę. Mąż się poddał i nie miał już ochoty na poród rodzinny. Uzgodniliśmy więc, że będzie przy mnie tylko w czasie skurczy a jak się zacznie faktycznie poród to dyskretnie wyjdzie z sali. W moim przypadku poród trwał 20 minut i mąż nie zdążył wyjść! Był cały czas przy mnie ale tuż przy głowie. Wspierał mnie i dodawał otuchy. Widział, ile wysiłku musiałam włożyć w to, aby nasza córka przyszła bezpiecznie na świat, ale nie widział tego jak to wiele z osób komentujących napisało: krwawiącej dziury, krwi i kału (ten element opisu najbardziej mnie zadziwia). Niestety tak szybki poród ma swoje bardzo złe strony. Straciłam bardzo dużo krwi. Kiedy lekarze i położne zajmowali się mną, mąż w tym czasie uczył się opieki nad córką pod kierunkiem położnej i neonatologa. Do dnia dzisiejszego z rozrzewnieniem wspominamy te chwile. Może też dlatego, że w czasie pierwszej fazy porodu, która trwała ok 1,5h cały czas się śmieliśmy i żartowaliśmy. Po trzech latach ponownie byłam pacjentką porodówki. inny szpital, inna sytuacja i ja sama. Dałam radę, ale było gorzej niż poprzednio. Brakowało mi męża i żałowałam, że go ze mną nie było, a być nie mogło, bo zajmował się w tym czasie naszą starszą pociechą. Poród 10 minut. Lekarz próbował wycisnąć ze mnie łożysko, bo nie mogłam go urodzić (z różnych stron naciskał mocno na brzuch, co sprawiało niesamowity dodatkowy ból). Potem… nic nie pamiętam. Obudziłam się spłakana z zapchanym nosem i strasznie opuchnięta z siniakami na brzuchu. Być może, gdyby mąż mógł być przy mnie potoczyłoby się to mniej brutalnie. Tego nigdy się nie dowiem, ale przez to doświadczenie nie mam nic przeciwko porodom rodzinnym, o ile są przygotowane z głową.

  157. Piętnaście lat temu miałam wykupiony poród rodzinny, w izbie przyjęć lekarz zadecydował, żeby mąż wrócił do domu pospać, mnie zostawili choć „to bardzo długo potrwa, zanim się zacznie”. Leżałam na Karowej w pokoiku, który miał otwarte przepierzenie i cały czas miałam widok na rodzącą leżącą kroczem na wprost mnie. Wszystko jak na dłoni…Obejrzałam cały bliźniaczy poród, ze wszystkimi „atrakcjami” i tak mnie to „nastroiło”, że zaczęłam sama rodzić…Choć miało minąć kilkanaście godzin do rozwiązania… Widocznie wytworzyłam ze strachu potężną dawkę oksytocyny ;).Lekarz nakazał mi dzwonić natychmiast po męża, ale ja skupiłam się na sobie, rodzeniu i zadzwoniłam, jak już syn leżał na cycku…Byłam zszyta, umyta, wszelkie pozostałości usunięte, łożysko (bardzo ciekawy „organ”, swoja drogą 😉 ) zabrane, dziecko zawinięte…Mąż wzruszony, przyszedł na gotowe…I nigdy nie załowałam, że nie było go w tym momencie. Moze są kobiety, które pragną wsparcia, pomocy, osoby kochanej obok…Szanuję to. Mnie tego nie trzeba, nawet jak coś mi dolega, wolę męczyć się sama…A poród, cóż…Widowisko z serii krwawy horror…Za to moment położenia dziecka na piersi, to magia i coś niewyobrażalnego…Również dla mężczyzny. Podzielam zdanie autorki. Sam moment porodu, powinien być zarezerwowany dla kobiet.

  158. Faceci POWINNI być przy porodach. Bo inaczej kończy się tym, że taki facet wymaga, by żona była gotowa do seksu już krótko po porodzie (wśród polskich to niestety norma), by po porodzie była wypoczęta i szczupła jak przed ciążą (to też norma ). Dlatego jestem za wspólnym porodem. bo wtedy mężczyźni może wreszcie zmądrzeją.

  159. Nie widzę powodu dla jakichkolwiek rozważań na ten temat. To jest sprawa pomiędzy kobietą a mężczyzną, a konsekwencje takiej czy innej decyzji zależą od ich osobowości i temperamentu. Ty masz takie doświadczenia, a ktoś ma inne. Życie. Dojrzały i rozsądny mężczyzna wie, że poród nie wygląda jak w filmach, ale nie oczekuje tego i jeżeli kobieta chce go mieć w takiej chwili przy sobie, nie powinien się sugerować żadnymi opiniami. „Kochanie, przeczytałem w internecie, że potem przestanę Cię pożądać”.
    Poza tym, kiedy skończą się porody, zacznie się wiek średni, a potem starość. Tam też będzie dużo bólu, moczu, kału i przyziemności w każdej innej postaci. Gdzie wtedy postawisz parawan, żeby przypadkiem nie utracić swojej tajemniczości?

  160. Co to za facet, który brzydzi się krwi? Brzydzi się swojej kobiety, która rodzi JEGO dziecko. Przy poczęciu było super, fajnie i przyjemnie ale na zakończenie radź sobie sama, tak? Co za egoista. Nie chciałabym takiego faceta na męża/ojca

  161. Dzień dobry,

    to piękne co piszesz. Mam 46 lat i trzech synów. Przy porodzie ostatniego uczestniczyłem i bardzo się z tego cieszę ale… po tym porodzie moja kobieta przestała być moja kobietą, stała się matką mojego dziecka… Duużo czasu zajęło mi abym mógł znowu spojrzeć na nią jak na kobietę, którą pragnę z pożądaniem i błyskiem w oku.
    Całkowicie się z Tobą zgadzam – rodzić, ale osobno.
    Marian

  162. Zgadzam się z Tobą, mój mąż nie chciał uczestniczyć w porodzie i ja też nie byłam do końca przekonana czy chce z nim rodzić. Oboje zdecydowaliśmy,że jednak nie chcemy tego i nikt do nikogo nie ma pretensji.
    Każdy sam musi zdecydować czy tego chce czy nie. Nie może być tak, że facet czuje się zmuszony, bo presja żony, rodziny, znajomych, kolegów, no stary wymiękasz?! I nikogo nie można krytykować za podjętą decyzję.
    A co do tego lekkiego makijażu to lekka przesada 😉 Nie to jest w tym wszystkim najważniejsze 🙂

  163. Ja wspominam dobrze 2 poród z partnerem, mu bardziej na tym zależało. Długo zastanawiałam się czy chce by był przy porodzie. Naczytałam się dużo złego o porodach rodzinnych,że facet wtedy czuje obrzydzenie do kobiety itd.
    Czułam się naprawdę bardzo dobrze dzięki niemu, przynosił mi wodę i przykrywał kocem jak było mi za zimno i odkrywał jak za ciepło. Gdy przecinał pępowinę to się popłakał 🙂 Przed porodem mówiłam, że ma stać obok mnie a nie z przodu. Jak miał przeciąć pępowinę to zapomniał się i poszedł do położnej, która odbierała poród. Od razu go upomniałam i wrócił na miejsce obok mnie 😉 wiem też, że wspomina dobrze poród, poza pracą położnych. I twierdzi, że byłam opanowana. Fakt, nie klnęłam na niego 😛 i jak pytają się jak poród to mówi, że to nie dla mięczaków i drugi raz też by poszedł 🙂

  164. A czy sam seks to już nie fizjologia? Powiedziałbym że seks to wyjątkowo mokra sprawa i ma niewiele wspólnego z tym jak jest pokazywany na filmach. W seksie jest również pot, niekiedy krew, krzyk. Jeśli partnerzy są otwarci na siebie nawzajem i swoje ciało uczą się jego reakcji i zachowania w różnych sytuacjach, to sam poród nie powinien być aż takim szokiem.

    Inaczej się sprawa ma jak ktoś uprawia związek na zasadzie wyidealizowanego układu jak z obrazka, gdzie facet po paru latach związku nie widział (i udaje ze nie wie) że jego partnerka też bywa nieumalowana, nieuczesana, zmęczona, siusia i robi kupkę. No tak jak ktoś w związku oszukuje sam siebie i woli żyć w wyobrażeniu zawsze „zrobionej na bóstwo” partnerki to potem widok zony na porodówce może być jak zderzenie ze ścianą.

  165. Tak czytam niektóre wypowiedzi i niedowierzam. Sorry, ale skoro od kobiet wymagają, by były twarde, to chyba tego samego też można wymagać również od nich prawda? My musimy znosić nieludzki ból, a panowie panikują na widok krwi? No błagam.

  166. dwa razy rodziłam, dwa razy rodzinnie, no prawie bo drugi poród po 4 godzinach walki skończył sie cesarką i dzięki Bogu ze mąż był ze mną bo przy obecnym poziomie empatii w szpitalach to drugi poród mogł skonczyc sie roznie :/ jesli zdarzy mi sie kiedys kolejne dziecko to mam nadzieje ze bede miała komu powbijac paznokcie w plecy:)

  167. hmm.. a może lepiej będzie pokazać się ojcu dziecka po wizycie u profesjonalnego wizażysty/fryzjera/stylisty/wizycie w spa itp.. co myślicie? ja jestem za;)

  168. Do ‚Ojciec’ – artykuł nie traktuje o fachowości i odpowiedzialności personelu, tylko o wpływie na związek po takim przeżyciu. Co nie zmienia że masz rację – bo co by było gdyby nie Ty? Nie powiedziałeś natomiast nic o Waszych relacjach, szczególnie tych intymnych, a to mnie bardziej ciekawi, bo ja byłem przy dwójce moich pociech i już wiem, że to był błąd…coś takiego jak seks w zasadzie nie istnieje…chyba że będąc lekko po 30tce raz na dwa miesiące to jakaś normalka…
    Faceci są wzrokowcami. Lepiej nie karmić obrazami z porodu…oczywiście IHMO…

  169. porod rodzinny to z pewnoscia cos ważnego dla MADRYCH PARTNEROW którzy wiedza ze cos zmienia się w ich zyciu a nie dla osob podazajacych za moda – ze tak jest trendy ze tak wypada – hasla slyszana czasami na sali porodowej i swiadomosc rodzica …..nie będę komentować – ale mysle ze decyzje by wspólnie rodzic – tez trzeba wspólnie podjąć – nie uszczęśliwiajcie się na sile…

  170. ale pier***i
    większego steku bzdur dawno już nie słyszałem – miesiąc temu byłem przy porodzie
    i to co widziałem (w pełni ludzkie, „fizjologiczne”, wysiłek i cierpienie), jeszcze bardziej spotęgowało mój – i tak już ogromny – szacunek do mojej żony i Wszystkich Kobiet!!!
    No, ale… Jak się nie ma o czym pisać, to wymyśla się tego typu BZDETY!!!

  171. Ja uważam że na porodówce powinien być ojciec- jeżeli czuje się na siłach, ja byłem-prawdziwy cud, choć porod trwał 52 godziny ,mój znajomy chciał wspierać żone lecz nie dał rady i musiał opuścić sale, takie momęty powinno się razem przedyskutować.

  172. Moi Drodzy,

    Przeczytałem tutaj wiele wpisów, to nie jest tak że z czasem uczucie słabnie, ono poprostu dojżewa. Stwierdzenie że druga osoba powinna kochać mimo wszystko jest bardzo słuszne, jednak nie można przesadzać. Spójzmy na to w inny sposób. On-z czasem tyje, nie dba o kondycję, nie dba o higienę, nie dba io wygląd. Ona-z czasem tyje, nie dba o kondycję, nie dba o higienę, nie dba o wygląd. To nie jest tak że przestajemy kochać, poprostu potrzebujemy teog żeby nasi partnerzy byli zadbani, kiedy mężczyzna pragnie pieścić kobietę to zapewniam was drogie panie że 80 % pożądania stanowi zapach, ubranie, włosy, to samo tyczy się mężczyzn, penisa myjemy również pod napletkiem, dbamy mocno o higienę (mężczyzna ma bardziej intensywne zapachy) miło jest kobiecie pieścić zadbanego mężczyznę, nie piszę tutaj o nadmiernej i przesadnej higienie. Jeżeli to wszystko nie ma znaczenia to po co się stroimy, po co mówimy że jesteśmy tacy czy inni. Temat wspólnego porodu to kontrowersyjna i bardzo indywidualna sprawa, nie każdego zachęca widok moczu pomieszanego z kałem, krwią i płynami prordowymi, stwierdzenie że „to nie jest miłość” to największa bzdura na świecie. Są to bardzo specyficzne warunki i osoba do nich nie przyzwyczajona łateo może sie zniechęcić. I to nie jest tak że nie kocha, poprostu to nie jest codzienny widok. Żadne z małżonków nie powinno naciskać aby poród odbywał się z udziałem ojca. Mężczyźni trochę inaczej patrzą na „Te” sprawy niż kobiety i należy to rozumieć. Pożądanie zawsze będzie silne jeżeli będziemy o siebie dbać, a do tego niebanalna osobowość obojga partnerów, pomysłowość i wyobraxnia sprawi że uczucie i pożądanie albo nie osłabnie nigdy, albo minimalnie.

  173. Niedawno rodziłam i z początku chciałam aby mąż był przy mnie w tym czasie, ale teraz zmieniłam zdanie, lepiej poród rodzinny przebyć z mamą, siostrą, ciotką itd. Ja poród zaczynałam sama od czasu do czasu przychodziła położna potem jak się zaczęło na dobre była ze mną położna, zaglądał lekarz. Nie chciałbym aby mój mąż oglądał mnie wtedy.
    Ból niesamowity, ze chce się ścianę i podłogę wyrywać, ale potem radość ogromna, gdy kładą na twoich piersiach, brzuchu malutką Kruszynkę, wtedy już nie pamięta się o bólu.

  174. ja rodziłam z mężem i szczerze mówiąc jest tu napisana sama prawda. Niestety w łóżku już nie jest tak jak było przed ciąża. Mężczyzna nie powinien być w tej sytuacji przy swojej kobiecie.

  175. Zgadzam się z autorką w 100 %. Jesteś wielka że miałaś odwagę opisać to w taki sposób, a te wszystkie podłe, lekceważące komentarze miej głęboko gdzieś

  176. To sprawa bardzo indywidualna, nie powinno się zmuszać mężczyzny do udziału przy porodzie jeśli nie jest na to psychicznie gotowy, ale też nie należy go wyganiać jeśli pragnie przeżywać te chwile razem z żoną. Mój mąż jak twierdził poszedł ze mną by patrzeć na ręce lekarzy, ale był przy tym tak wzruszony że nawet ja się tego nie spodziewałam. Kocha mnie po dziś dzień tak samo i chociaż minęło już kilkanaście lat nadal z przejęciem chwali się że widział nasze dziecko prędzej niż ja. Nigdy nie żałowałam tej decyzji, a od chwili wspólnego porodu nasza więź tylko się umocniła. Naprawdę współczuję kobietom że mają przykre wspomnienia z takich chwil, ale nie wszyscy mężczyźni są źli i nieodpowiedzialni, a odbieranie im radości bycia z dzieckiem od samego początku jest po prostu egoistyczne.

  177. a jak bedziesz na cos chora i nie bedziesz wygladac za dobrze to co wtedy rozstaniesz sie z mezem? czy bedziesz chciala aby przy tobie byl? wg mnie jak sie przysiega to na dobre i na zle w zdrowiu i w chorobie a nie wtedy tylko kiedy ladnie wygladasz, mysle ze np w ciezkiej chorobie bolu cierpieniu wspierala sie partnera wiec tak samo on moze mnie wspierac w moich bolach przy porodzie, poza tym panowie nikt nie zadba o wasza kobiete jak wy sami to wy ja najlepiej znacie i chyba chcecie rowniez przywitac swoje potomstwo na swiecie jako pierwsi a nie jak wujek po paru dniach jak juz napisala autorka gdy kazde dojdzie do siebie bo powiedzmy sobie szczerze ani kobieta ani dziecko nie wyglada za dobrze zaraz po, a co jesli nie bedzie wam dane doczekac tego poznania?

  178. Ja rodziłam z ojcem mojego dziecka i wcale nie żałuję i w dalszym stopniu uprawiamy sex. Wcale nie musze sie wysliac,zeby go nakłonic..mimo,ze mi sie przytylo nie duzo,ale jednak…Mam zamiar sie za siebie ostro wziasc,ale oboje nie rezygnujemy z sexu. Moze ty przestalas pociagac swojego meza,ale nie jest to wina porodu. Musilalas przytyc albo zbrzydlas….Nie mozesz miec do niego pretensji poprostu zacznij o siebie bardziej dbac to wtedy pozadanie powroci no chyba,ze maz juz ma inna….

  179. Moja żona rodziła w mojej obecności,byłem przy narodzinach naszej córki w miejscu VIP,jak pisze autorka artykułu.I powtórzę za nią-sala porodowa to nie jest miejsce dla faceta.Tyle w temacie,podpisuję się pod tym artykułem w całości.

  180. Chcesz być całe życie „pożądana” to lepiej odkładaj na żigolaka, i nawet nie mysl o wspólnych 60 latach razem. Poród wcale nie jest najohydniejszą lub najbardziej intymną rzeczą na świecie. Skoro dwójka ludzi wkłada sobie to, co wkłada, tam, gdzie trzeba, to niech mi potem nikt nie pieprzy, że jedno z nich po 9 miesiącach nie może patrzec, jak to, co włożył, wychdozi w innej postaci. Poza tym poród to pestka – ale porozmawiaj z małżeństwami, które przeszły wspólnie chorobę jednego z małżonków. Myślisz, że kobieta z rakiem piersi na chemię z koleżanką jeździ? Że śpi w osobnym pokoju, żeby mąz nie widział jej bez peruki, bo go nie będzie „pociągać”?! Halo! Pobudka!! A co z kobietami po obustronnej masektomii?! Niech umierają na raka, byle sobie piersi nie dały odciąć, bo mąż ich nie będzie pożądać! A cała otoczka wokół leczenia? Wieczne wymiotowanie, sama skóra i kości, robi się wrak człowieka. I nie wątpie, że zdrowieje tylko i wyłącznie dzięki bliskości tej drugiej osoby. A mężczyźni nie chorują? A wszystko związane z chorobami przewodu pokarmowego? Ile razy żona pomaga przy lewatywie albo przy zabiegach higienicznych przy stomii? A wiesz, jak się to nazywa? Miłość.

  181. Moj maz najpier deklarowal, ze bedzie ze mna przy porodzie, poniewaz ja tez tego chcialam, bo jak napisala autorka panuje na to moda i myslalam, ze to cos fajnego. kilka miesiecy przed porodem, powiedzial mi otwarcie, ze nie chce byc przy porodzie, bo choc kocha mnie na zycie, boi sie zeby ten widok go obrzydzil i ze juz bym go tak nie podniecala. Przyznalam mu racje, bo bedac na jego miejscu tez bym nie chciala uczestniczyc w porodzie. Uwazam, ze byla to sluszna decyzja. Niektorzy moga uwarzac, ze skoro tak powiedzial to mnie nie kocha, ale tylko my wiemy jak sie bardzo kochamy i pociagamy po tylu latach wspolnego zycia. Dla mnie to, ze odwazyl sie mi powiedziec szczerze o swoich watpliwosciach bylo wyrazem milosci. Jednak badz co badz sex jest w zwiazku wazny. Oczywiscie tyle opinii co ludzi. Ja tylko popieram zdanie autorki.

  182. Zgadzam się z autorką. Urodziłam trójkę dzieci, przy żadnym porodzie nie było mojego męża. I jestem zadowolona. Znam mojego męża, wiem jak reaguje na krew i ból. Nie zamierzałam go zmuszać do czegoś na co nie miał ochoty, choć zaznaczył, że jeśli bardzo chcę to pójdzie. Ktoś bliski bardziej przydaje się po porodzie. Żeby wesprzeć i pomóc się ogarnąć. Każdy poród zmienia kobietę fizycznie. Nie każda ma czas i pieniądze, żeby sztab specjalistów pracował nad powrotem jej do formy. Jeśli partner dalej ci mówi, że jesteś piękna to to jest prawdziwa miłość a nie podążanie za modą i rodzenie rodzinne, (choć rodzi tylko kobieta)

  183. W pełni zgadzam się z autorką. Mężczyzna nie do wszystkiego się nadaje. I nie wszystko potrafi znieść. I nie wszystko umie zapomnieć tak jak kobieta ból porodowy. On długo ją pamięta w marnej „formie”. A mężczyźni to wzrokowcy. Niestety

  184. problem pojawia się wtedy, gdy nominalny podział płci okazuje się złudzeniem. w jaki sposób odłączyć swoją męską część od macicy?

  185. A ja jako weteran powien tak: to czy ojciec chce być przy porodzie to powinna być JEGO SAMODZIELNA decyzja. Mam kolegów, którzy byli bo żona prosiła i tego żałowali ( min. z powodu „obrzydzenia” żoną przez jakieś pół roku). Mam też takich co byli bo chcieli i nie nażekali. Sam byłem ale w połowie wymiękłem. Tak więc jak ktoś chce, proszę bardzo ale nie można nikogo do niczego zmuszać.

    ps.
    Dobra rada dla tych co się zdecydują: głowa i wzrok wysoko, nie zaglądajcie tam gdzie nie trzeba.

  186. ja byłem z dziewczyna przy porodzie i nie wiem skąd Ty masz takie przemyślenia ani w jakim ty związku żyjesz ale współczuje

  187. Uważam że porody rodzinne są okey ale żeby tak zaraz w zachwyt ? rodzimy w bulu i to fakt, ale tak jak tu jeden pan powiedział, był sparaliżowany, i teraz tak pomyślcie kobitki, jeden może mieć traumę inny nic zupełnie uważam że ile ludzi tyle gustu, jeśli partnerka nie chce to panowie to niech uszanują a jak chce to niech będą, ale to samo tyczy się kobiet jeśli facet się boi to może pozwólmy mu zostać za ”parawanem” co ? każda para powinna to wcześniej uzgodnić chcesz?? – no chce to okey, a jak nie to nie.

  188. Zadziwia mnie to, co piszecie o tym, że poród powinien zostać poza zasięgiem mężczyzn. Szczerze, uważam, że wiatropylna nie jestem, skoro mój mąż jest obecny przy „tworzeniu” dziecka, to dlaczego miałoby go nie być przy jego przybyciu na świat? I nie zrozumcie mnie źle, ja chciałabym, żeby on był przy mnie, ale nie tam na dole, tylko obok, po prostu. Żeby wspierać, ale przede wszystkim, żeby się zatroszczył i zadbał, bo kiedy coś złego będzie się działo, ja nie będę miała siły prosić i się bronić. Ktoś mógłby to w tej sytuacji zrobić za mnie. I tym kimś jest dla mnie ojciec dziecka. Nie musi mi patrzeć w krocze, ale wolałabym, żeby był. To po pierwsze, po drugie po rozmowach z ojcami, którzy znaleźli się przy porodzie swojego dziecka (zaznaczając, że nie wszyscy chcieli się tam znaleźć) wiem, że facet na nowo zaczyna rozumieć kobietę. Jej wysiłek i wytrwałość.

  189. mówcie za siebie drogie Panie… po to walczymy o wolność i równouprawnienie kobiet, żeby miały prawo wyboru… szanujmy to drogie Panie… szanujmy swoje wybory… chce rodzić z mężem , niech rodzi… chce bez … ma prawo… ale wyzbądżmy się maniery mówienia co inni powinni… lub nie powinni…

  190. Nareszcie jakaś kobieta powiedziała prawdziwe zdanie, a nie popierała napędzaną mediami modę. A mężczyźni niech wreszcie z powrotem staną się mężczyznami, a nie dziećmi robiącymi wszystko co im się karze. Którzy tak naprawdę w chwili prawdziwego zagrożenia nie będą w stanie obronić rodziny. Teraz jest niby dobrze ale gdyby faktycznie niespodziewanie przeszedł ciężki czas (wojna, kataklizm itp.) to większość z nich by stanęła i zaczęła beczeć, bo nie wiedzieli by co robić.

  191. Zgadzam się całkowicie zarówno z Utu jak i autorką. Z jednej strony jest to indywidualny wybór, z drugiej strony rodziłam dwa razy za pierwszym dzięki Bogu nie wiedziałam, że może być przy mnie mąż (21 lat temu) za drugim razem (5 lat temu) nawet by mi nie przyszło do głowy aby mąż był przy mnie. Dla mnie poród jest cudem ale tylko dla kobiety. Z fizjologicznej strony uważam, że jest obrzydliwy. Naprawdę tak uważam. Ból, strach , krew, razem z dzieckiem wszystko z kobiety wylatuje również kał więc dodatkowo dochodzi smród. Tak niestety się zdarza. Sama do siebie po każdym porodzie miałam przez jakiś czas obrzydzenie a co dopiero czułby mąż? Mąż po każdym porodzie przez kilka miesięcy i tak a może właśnie dlatego, że nie widział szczegółów nosił mnie prawie na rękach i co chwilę – dosłownie dziękował mi za urodzenie jego, naszego dziecka. Dlatego uważam, że innym może to pasuje dla mnie w żadnym wypadku.

  192. Rozumiem „stawianie bariery intymności” jak to ktoś wyżej określił. Ale… autorka, jakby nie było, też generalizuje.
    „Cud narodzin powinien być dla mężczyzny owiany magią, tajemnicą, powinien dziać się za zamkniętymi drzwiami. I już! Koniec. Kropka.”- może nie dla każdego mężczyzny, a dla męża autorki? To że jej związkowi zaszkodziło, to że ona woli uchodzić za tajemniczą kobietę której fizjologia jest obca- to też sprawa prywatna.
    Mój mąż nie stał między moimi nogami. Nie szedł „oglądać jak główka wychodzi”. Był przy mnie jako wsparcie, bo- nie bez powodu- porodu się po prostu bałam. Równie dobrze mogłabym pójść z mamą, siostrą czy teściową, ale żadna z nich nie chciała lub nie mogła. Mąż zdaje sobie sprawę z tego że dzieci rodzą się w bólu i krwi, zdaje sobie sprawę z tego że jestem człowiekiem, i- o zgrozo- nawet wydalanie mi się zdarza. Mam udawać że poród to bułka z masłem, czekać nivy wypoczęta, czysta, pachnąca i w makijażu? A po porodzie rozumiem że zatrudnić mamkę, sprzątaczkę i kucharkę, bo mąż przecież nie zdaje sobie sprawy z tego jak ciężkim przeżyciem jest poród i palcem nie ruszy, opieka nad dzieckiem to też „cud”. I również o tym że mam okres i czuję się gorzej nie należy wspominać, przecież to nasz, babski świat i co jemu do takich problemów.

  193. Zgadzam się w zupełności z autorką bloga. Jest moda na porody rodzinne, która trwa już dobre kilkanaście lat. Mój mąż był przy porodzie, ale z perspektywy czasu widzę, że facet jets kompletnie nieprzydatny, spanikowany, nie wie co ma robić, dodatkowo zajmuje miejsce i tylko przeszkadza. Kobiety zawsze od zarania dziejów rodziły bez obecności mężczyzn i niech tak zostanie.

  194. Moja żona urodziła piątkę, którą wspólnie spłodziliśmy. Gdy kilkanaście lat temu pojawiła się szansa na wspólne rodzenie, to skorzystaliśmy z niej. Nie patrzyłem żonie w krocze, gdy pojawiała się główka, gdy pękała, gdy ją nacinali…od tego byli lekarze. Ja trzymałem ją za rękę, masowałem jej lędźwie, pomagałem spacerować…. Byłem tam jedyną osobą, którą ją kocha, która chce z nią być w każdej sytuacji, której w pełni może zaufać..Ona tego potrzebowała. Jeśli nie było głębokich więzi między małżonkami przed porodem, to wspólny poród może być tylko dobrym pretekstem do wygadywania głupstw. Poza tym, każdy powinien wiedzieć na co go rzeczywiście mentalnie stać…

  195. Każdy ma prawo do swojej opinii, myślę, że to sprawa dwojga osób, a nie całego świata, więc rady typu „poród zmniejsza atrakcyjność seksualną” można sobie włożyć nie powiem gdzie. Rady powinny być mądre. Każdy jest inny i każdy ma swoją opinię, ale jeśli kobieta potrzebuje mężczyzny, to on powinien być rycerzem, a jeśli go nie stać na to, to jest egoistą, bo kobieta musi to znieść, więc czemu mężczyzna nie ma choć trochę tego doświadczyć. Zgadzam się, że z mężem autorki jest coś nie tak i to ona ma problem, a nie cały świat. I jeszcze coś – wspólny poród to wcale nie jest moda, tylko pomoc słabej ukochanej cierpiącej osobie. Naprawiony błąd dawnych czasów, kiedy biedna kobieta była zdana na siebie samą i obrzydliwie chamski personel. Ale co – za to była całe życie pożądana. W nosie mam takie pożądanie, jeśli jest objawem egoizmu i czysto fizycznej potrzeby. Wszystkich kochanych i pomagających Tatusiów pozdrawiam! Mam nadzieję, że mój Mąż też się taki okaże, a jeśli osłabnie jego pożądanie, to trudno, nie jestem skazana, ślub jest moim wyborem i nie będę na siłę walczyć, żeby ktoś mnie pożądał, bo do licha nie tylko o to chodzi w życiu. To kwestia emocjonalności i … inteligencji.

  196. Zgadzam się w pełni z autorką. Porodówka to nie jest miejsce dla faceta. Przy pierwszym porodzie mojemu facetowi uginały się kolana i chyba był bardziej wystraszony niż ja (pomimo tego że jest tzw silnym facetem). Przed drugim sam zaproponował że będzie za ścianą a jeśli bardzo chcę żeby ktoś przy mnie był to proponuje mamę czy przyjaciółkę. I to było najlepsze wyjście z sytuacji. Po jaką choinkę ma widzieć mało przyjemne sytuacje?

  197. Przepraszam? czy Pani autorka grała główną rolę w „SEKSMISJI”? …a tak ! pamiętam , to była Pani rola życia krzycząc „SAMIEC TWÓJ WRÓG” ….a dlaczego my faceci nie możemy uczestniczyć w narodzeniu nowego życia? Ja byłem przy narodzinach i po raz kolejny pójdę ramię w ramię z moją żoną.To nawet powinna być recepta dla „samców” którzy traktują kobiety jak „mięso ” i maszyny do prania,sprzątania i gotowania.Takie wspólne przeżycie narodzin dziecka bardzo umacnia i uświadamia jak my faceci mało znaczymy. Przepraszam…..ale zrobić to każdy potrafi, ale weź se chłopie urodź to dziecko ,zobaczymy jaki z ciebie „kozak”?. Bo tak niestety jest…i choć jestem facet , to wstyd mi za nację męską ( bez urazy dla tych którzy są ok) ale większość facetów jest wielkimi TATUSIAMI do oblewania „pępkowego” a potem…czar pryska:) .Do dziecka nie wstanie , bo musi się wyspać ,o chorobach lepiej nie słyszeć , a jakiś spacerek ? zapomnij> Dlatego dla tych facetów -wspólny poród – TO WRĘCZ OBOWIĄZEK.

  198. Totalna bzdura, tak beznadziejnego artykulu na ten temat jeszcze nie czytalam. Jak mozna pisac takie rzeczy ,na jakiej podstawie .To jest zawsze indywidualna sprawa przyszlych rodzicow. Moj maz byl przy porodzie i nie znaczy wcale ,ze jestem dla niego mniej atrakcyjna oraz czy mniej mnie pozada. Absolutnie nie zgadzam sie z autorka tego artykulu.

  199. Zgadzam sie z autorka tekstu . To jest jakies nienaturalne . My mamy byc w oczach Naszych partnerow widziane jako kobiety ktorych oni porzadaja . Porod to nie jest piekny widok dla mnie jako kobiety rowniez , nie wspominajac o facetach ktorzy sa bardziej wrazliwi jesli chodzi o bol i krew choc brzmi to jak nonsens 🙂 Po co ma sie biedakowi snic po nocach krew , plyny , pepowina i rozne inne mazie a dodatkowo widok krzyku , wykrzywionej twarzy , bolu itp nie jest zachecajacy i co po niektorych panow moze jedynie zniechecic i odstraszyc jak juz ktos wyzej wspomnial !!!

  200. A ja powiem w ten sposób. To jest sprawa indywidualna każdego małżeństwa.
    Jak ktoś chce niech idzie, nie chce nie idzie.
    Ja byłem przy porodzie dwa razy i poszedłbym i za trzecim razem. Moja żona ma takie samo zdanie. Dla nas obojga (wbrew pozorom) było to wspaniałe chwile – i to nie jest moje zdanie tylko żony.
    Jako punkt drugi tej dyskusji chciałbym poruszyć sprawę szpitali – bo wg mnie tu jest sedno sprawy. Jeżeli szpital jest pozytywnie nastawiony dla matki i ojca to i poród odbywa się w innej atmosferze. Jeżeli szpital ma kogoś w d.. to i taka sama atosfera porodu, a co za tym idzie nastawienie żony do męża.

  201. może i coś w tym jest. ale patrząc na to wszystko z innego punktu widzenia. niestety, polscy lekarze i położne nie są tak sympatyczni jak w filmach. wiele kobiet podczas porodu jest poniżanych, i lekceważonych. wiem nie należy wszystkich wkładać do jednego worka, bo są i wyjątki. oczywiście. ale, obecność mężczyzny, ojca przy porodzie, tak, nie odejmie mi bólu, ale pozwoli mi rodzic w szacunku, dla mnie i dla naszego maleństwa. nie oszukujmy się, obecność mężczyzny w wielu przypadkach zmienia poziom zachowania personelu szpitalnego…

  202. Badzmy szczerzy ,wszystko zalezy od obojga rodzicow ich nastawienia do wspolnego porodu i ich milosci! Nie mozna nikogo do niczego zmuszac-to pewne,czasami cos co w danym momencie wydaje sie nam odpowiednie,za rok ,czy za 5 lat okreslimy jako blad. Na swoim przykladzie (moj mezczyzna rodzil ze mna),powiem tak ja mam zle wspomnienia z tego czasu (jego -znaczy tate interesowalo tylko co sie na dole dzieje),ale byl pierwszym ktory trzymal naszego syna w ramionach,to ze potem zniknal na trzy dni ( niewazne)-to ze teraz nie zadzwoni nawet do syna-(hmmm-ocencie sami).Ciesze sie ,ze tata byl przy porodzie-mam co opowiadac synowi,ale nie ma go na codzien-i nie jest to wynik naszego „wspolnego” porodu,tylko raczej faktu,ze wtedy mimo 16 lat bycia razem -nie doroslismy do siebie???tego tez nikt nie jest w stanie ocenic-ja wspolny porod zaluje z jednej strony z drugiej nie

  203. Zgadzam się z autorką! Nie zmuszajcie mężczyzn do porodów. Gdyby takie były prawa natury, mężczyźni rodzili by sami! A te ‚panie’, które tak gorąco dyskutują na temat porodów ze swoimi mężami, cudownych porodów notabene, niech zapytają swoich mężusiów czy tak naprawdę nie obrzydło im patrzenie na niegdyś cudowne krocze swoich małżonek…. Tylko zróbcie to na łożu śmierci, wtedy się szczerze do tego przyznają… Amen

  204. Mam za soba dwa porody. Pierwszy z mezem,drugi bez. I o ile przy pierwszym porodzie maz mi bardzo pomogl(przy III fazie Go wyprosilam bez nerwow i bluzgow ! :)to przy drugim czulam sie bardziej komfortowo bez Niego. Nasza milosc nadal kwitnie,mamy dwojke cudownych maluchow 3l i 8mcy. Porod rodzinny to sprawa indywidualna! Jak ktos chce to czemu mu to zabraniac?

  205. Zgadzam się z Tobą w 100% tez jestem już mama ,przeszłam poród razem (pod koniec prosiłam męża aby już wyszedł;) ale jeśli by był drugi poród idę na klate SAMA:) kiedyś czytałam artykuł napisany przez męszczyzne który jednak rozstał się z żoną po porodzie gdyż włśnie ten czar piękności, delikatności i pachnącej kobiety już tylko przypominał mu kał, krew, krzyk i klnięcie żony z porodówki i po prostu nie dał rady…:)

  206. Kochana kobieto pamiętaj aby przed porodem porozmawiać o tym ze swoim facetem bywa tak, że małżonek doskonale zdaje sobie sprawę z tego co się tam będzie działo i chce być by cię dopingować samą obecnością a czy dasz mu w dziobek przy tym to inna bajka a i tak bez zębów po porodzie wyjdzie z uśmiechem! Dlatego nim wykreślisz swojego faceta z listy obecności pozwól mu przynajmniej powiedzieć co myśli na ten temat zamiast na dzień dobry powiedzieć mu „Won! Łajzo!” 🙂
    (Mówię z praktycznego doświadczenia)

  207. Chore!!! Rodziłam dwa razy raz „bez” , raz” z” więc mam porównanie.Powiem tylko jedno… jeżeli się para kocha , prawdziwą miłością to nie ma nic piękniejszego niż razem witać dzieciątko na świecie.

  208. Jestem matką dwójki dzieci. Mąż był tylko przy pierwszym porodzie. Żadne z nas nie było do końca pewne, czy chce aby On uczestniczył w porodzie. Ja bałam się, by nie zmienił sie Jego stosunek do mnie jako kobiety, gdy zobaczy TO wszystko, a On bał sie swojej reakcji na porodówce.To on zdecydował, że będzie uczestniczył. Ja go nie zachęcałam, nie naciskałam i naprawdę do końca nie wiedziałam czy to aby dobry pomysł. Ale uwierzcie mi, nie wiem czy bez jego obecnosci dałabym radę. Poród nie był długi (9 i pół godz.) ale był trudny bo dziecko sie obracało i nie mogo wyjść. Nie było żadnych wyzwisk, bicia czy innych takich. Za to były ręce, które pomagały mi chodzić bo w głowie mi sie kręciło, które masowały plecy i które były mocno ściskane w momentach bólu. mąż nie zaglądał „tam”, nie przecinał tez pępowiny. Ale gdy córka się urodziła to widziałam Jego wzruszenie. Pożądanie Jego nie zgasło, to ja miałam dyskomfort. Na drugi poród nie zdążył, bo zanim zorganizowaliśmy opiekę dla córeczki, to synek był już na świecie (1 i pół godz.) i tu czułam jego brak. Oschłe podejście lekarza( po nocy pełnej porodów) sprawiało, że na porodówce płakałam i to nie z bólu tylko ze swojej niemocy, z braku wsparcia i wstawienia się kogoś za mną.

  209. Rodzilam kilka razy, ale tylko ostatni porod zdecydowalm sie dzielic z mezem.Byl to dla mnie dodatkowy wysilek,bo kontrolowalam swoje zachowanie i meza.To jest mozliwe,ale przy pewnym doswiadczeniu i odpowiednich warunkach.Znieczulenie zrobilo swoje, czekalismy w spokoju troche gadajac,zartujac i przysypiajac.A potem… Parlam ,ale cala sile kierujac do wewnatrz, bez jednego jeku, grymasu,za to szybko i skutecznie.Bylam cala spowita w przescieradla ,dyskretnie rozchylajac nogi,rowniez zakryte.To byl kraj arabski. A dziwne ,ze syn przez chwile byl nie owiniety.A maz malo nie przewrocil sie z zachwytu na pierwszy krzyk dziecka… Warto bylo mu sprezentowac takie wzruszenia.Ale innej wersji porodu nie pokazalabym za nic.

  210. Wspólne rodzenie to po prostu taka nowa moda. No i jeszcze panowie przy okazji mogą się dowartościować. Jedyny przypadek w którym ma to sens jest wówczas gdy kobiecie szczerze bardzo zależy żeby partner był przy porodzie. W każdej innej sytuacji jest to tylko podążanie za modą i próba udowodnienia czegoś.

  211. codziennie rano wstajesz pół godziny przed mężem, żeby się umalować bo jeszcze przypadkiem zobaczy Cię bez makijażu i się wystraszy?
    mój mąż był przy mnie, gdy rodziłam naszą córę i żadne z nas tego nie załuje. żadne z nas na tym także nie ucierpiało, jestem tak samo kochana, pożądana i rozpieszczana jak kiedyś. a facet, który zmienia się po porodzie, bo zobaczył żonę w niekomfortowej sytuacji i bez makijażu, jest wg mnie d*pkiem. kocha się zawsze, nie tylko jak jest pięknie i cudownie.

  212. Byłem przy porodach wszystkich czworga moich dzieci. Traktowałem to jak przygodę, nowe doświadczenie w życiu. Włącznie z dokumentacją foto i video, aż mnie raz lekarka opieprzyła że ustawiam sprzęt zamiast trzymać żonę za rękę. :):) Trzecie dziecko odebrałem osobiście jak niespodziewanie wyskoczyło żonie z krocza a lekarza i położnej nie było w pobliżu. Przecinanie pępowin też przeżyłem – taka sobie gumowa szara rurka. :):): Niczego nie żałuję, bo trzymałem się ściśle jednej zasady – nie patrzeć w sam środek akcji. Odwracałem wzrok i dzięki temu do dzisiaj szaleję za moją żoną. Chciałbym mieć więcej dzieci ale ona powiedziała pas. Szkoda. :):):)

  213. w dzisiejszych czasach jeżeli facet będzie chciał poznać szczegóły porodu to zobaczy je na stronie internetowej… moim zdaniem tatuś który idzie nie przygotowany na porodówkę popełnia wielki błąd!!! chciałem zaznaczyć że obecność na trakcie porodowym nie musi oznaczać obserwacji z pierwszego rzędu krocza rodzącej!!! na chwilę obecną jest sporo możliwości aby trzymać rodzącą za rękę, ocierać skroń z potu a nie widzieć krocza.
    Droga autorko może moja wypowiedź jest subiektywna ale czy naiwnie wierzysz że Twój partner spodziewał się relaksu na trakcie? Obawiam się że szanowna autorka sama uległa feministycznej modzie na odizolowanie mężczyzn od rodzącej tak wiele się mówi wśród kobiet że po porodzie facet nabiera wstrętu????? że spada atrakcyjność i pożądanie????…. moim zdaniem BZDURA!!!!!!!!!!!

  214. nie wiem co powiedzieć po tych wpisach-ale powiem tylko jedno, jestem mamą 3 dzieci, mój mąż był przy mnie za każdym razem. Podczas tego całego zamieszania podczas krzataniny na sali porodowej pamiętam tylko….ręce masujące obolałe moje plecy-i to mi wystarczyło- i ja i mój mąz nawet nie pomyśleliśmy o wstydzie…. polecam przyszłym tatusiom!

  215. Zgadzam się całkowicie z autorką. Byłem przy porodzie (tylko cesarka) i czułem się jak skończone piąte koło u wozu. Chylę czoła przed tatą, który przy porodzie uratował córkę. Idę jednak o zakład, że większość z nas nie byłaby taka bystra no i wyrzuty sumienia (i żony) do końca życia gotowe.
    Gdzieś czytałem, że męzczyzna przy porodzie to nieporozumienie – kobiecie powinna towarzyszyć inna kobieta – najlepiej bliska jej osoba i dużo bardziej doświadczona.
    Tak to przecież było u nas kiedyś i tak jest w niektórych krajach (np w Indiach) jeszcze dzisiaj.

  216. Mojej kuzynki maz byl przy porodzie.To co zobaczyl to zygac mu sie chcialo.Nie mogl miec sexu z zona,bo ciagle pamietal te okropne obrazki!

  217. Niestety zgadzam się z autorką, również jako osoba, której mąż byl przy porodzie. Zostawmy sobie, kobiety, to rodzenie dla siebie. I tak jak nikt nie lubi robić kupy,za przeproszeniem, przy świadkach, tak lepiej i w tej sytuacji nie zaglądać kobiecie między nogi.

  218. Ale głupoty ta baba pisze. Zupełnie jakby nie wiedziała gdzie jej miejsce w szeregu. A może feministką jej sie zachciało być? A tfu, nie warto tego w ogóle czytać.

  219. Swieta racja dla autorki.Nie ma faceta ktory by po takim brutalnym widowisku tak samo myslal o swojej kobiecie jak przed tem.Kochac moze ja tak samo, bo u faceta milosc i sex to absolutnie dwie inne rzeczy, ale juz nigdy nie bedzie widzial w niej tego co widzial przed .Naiwne baby moga sobie wmawiac, podczas gdy ich mezowie fantazjowac o innych by zmusic sie do … nazwijmy po imieniu, wzwodu.

  220. ta pani pomyliła porodówkę z salonem kosmetycznym a tipsów nie polamałaś jeszcze jedno rano też wstajesz żeby zrobić lekki makijaż zanim mąż się obudzi

  221. Każdy ma prawo do indywidualnej oceny i trzeba uszanować ocenę autorki. Ja osobiście nie wyobrażałam sobie, żeby męża przy mnie nie było na porodówce. Chciałam bardzo urodzić naturalnie a nie cesarką. Ponieważ naszej córci nie za bardzo się spieszyło na świat lekarz zadecydował o rozpoczęciu porodu przy pomocy sztucznych bóli. Nie było łatwo, poród trwał prawie 13 godzin, ale mąż dzielnie wytrwał do końca 🙂 . Mogę powiedzieć, że chociaż widziałam jak cierpiał widząc mnie jak wdychałam i wydychałam powietrze (chodziłam na zajęcia szkoły rodzenia) to jego i tylko jego obecność dodawała mi siły. Jesteśmy bardzo bardzo blisko z mężem i to było ogromne szczęście, że razem widzieliśmy po raz pierwszy naszego szkraba 🙂 . Jeśli chodzi o pożądanie to wydaje mi się, że raczej wzrosło niż zmalało (całe szczęście) bo poród nas zbliżył jeszcze bardziej.

  222. W pełni zgadzam się z autorką. Nigdy nie zdecydowałabym się na obecność męża właśnie ze względów estetycznych. Kobiety, które myślą inaczej popełniają błąd.
    Sądzę, że także kobieta chce widzieć w mężczyźnie mężczyznę, a nie gorliwą niańkę. W moich oczach spadłaby, i to chyba podświadomie, atrakcyjność partnera.

  223. Podzielam zdanie autorki,sama jestem kobieta dojrzala urodzilam 2 dzieci w moich czasach nie bylo mody na rodzenie ;razem; i Chwala im za to . Kazdy ma prawo decydowac sam jaka opcje wybierze,jednak znajac zycie meszczyzni nie naleza do twardzieli w takich sytuacjach i czesto zamiast pomoc wpadaja w panike . A jesli chodzi o porzadanie po porodzie to uwazam,ze nie ma to nic wspolnego, z ;rodzeniem ; razem to juz inna ;bajka;

  224. Razem, czy osobno, to wspólna decyzja. Gdy jest się pewnym szpitala i jego obsługi (w Polsce chyba tylko „elita”, ma takie), i mąż jest trochę (lub bardzo) „ciotowaty” (jego obecność może zaszkodzić, wprowadzić chaos), to lepiej samej. W innym wypadku lepiej we dwójkę. Jeśli więź jest prawdziwa, to ją nawet wzmocni. Jeśli fałszywa (kocha się bardziej własne wyobrażenia lub własną rodzinę (np), a nie tego z którym się jest), to wcześniej czy później wszystko się rozleci. Bycie razem, to dla wielu trudna sztuka.

  225. Do pana<<Ojciec<<myślę ,że nie zrozumiał Pan do końca autorki. Zapewne stał pan z boku swojej Zony i wszystkiego nie widział! A nie jest to widok przyjemny,zapewniam.Wielu panów rezygnuje już później z miłości francuskiej.

  226. Powiem krótko, jeżeli umiał zrobić dziecko a nie chce towarzyszyć żonie która potrzebuje jego obecności (co innego jeżeli sobie tego nie życzy) to powinien tam być. Wybór prosty: albo rodzimy razem albo nie ma mowy o dziecku. Koniec dyskusji.

  227. Jestem matką dwóch chłopców pierwszy syn ma 6 lat drugi 3 miesiące-tak na początku myślałam o tym aby przy drugim porodzie mąż był obecny ale póżniej zdałam sobie sprawe ze jednak ulegam modzie porodów rodzinnych-to nie jest serialowy poród ze bedzie pieknie i ładnie jak na ekranie tv, myśle że Panowie/Ojcowie mają prawo do decydowania nie możemy ich zmuszac maja prawo wyboru a my tzn.kobiety wywieramy na nich presje ja uszanowałam zdanie mojego męża bo powiedział od razu ze on sie tam nie widzi ze nie da rady-dzis mu za to dziekuje bo nie wiem czy chciałabym zeby widział kiedy brak mi sił kiedy dopada mnie totalne zmeczenie i mam ochote go zabic bo po raz drugi musze urodzic dziecko wazące 4 kg… to sprawa indywidualna kazdej rodziny choc szczerze powiem Panowie zastanówcie sie sto razy zanim wejdziecie na porodówke-pozdrawiam

  228. W 100% zgadzam sie z autorka. Kobieta powinna zachowac pewna swoja „tajemniczosc” , a nie wszystko mezczyznie powiedziala, wszystko pokazala…
    Rodzilam bez meza i nie zaluje tej decyzji.

  229. rodziłam z mężem 3 dzieci. generalnie to mi mąż nie pomógł przy tych porodach a nawet mnie denerwował i krępował. wcale nie chciałam żeby ze mna była ale wzięłam go tylko z jednego powodu: bezpieczniej jest mieć kogoś kto patrzy na ręce personelowi szpitala. zawsze jest świadek wydarzeń. to była rada wyczytana gdzieś w necie od osoby która się podpisała jako „położna z wawy”, a która napisała że personel jest bardziej ostrożny gdy jest trzecia osoba na sali. głownym zadaniem mojego meża na porodówce było pilnowanie ktg, liczenie skurczy a później nie spuszczanie oka z dzieciaka gdy szedł na mierzenie i ważenie a nie jakieś „uduchowienie” się ze mną.

  230. Twoja choroba kobieto polega na tym, że swoje umysłowe wypociny i przekonania uważasz za ogólnie obowiązujący wzór. Mówisz dużo o mężczyznach ale nie masz najmniejszego pojęcia o ich psychice. Znajomość mężczyzn ogranicza Ci się do wąskiego grona Twoich znajomych i na tej podstawie usiłujesz zrobić to co jest niemożliwe czyli wszystkich podciągnąć pod ten sam wzór. W razie braku akceptacji Twoich poglądów używasz krzykliwej presji co jest dosyć skuteczne bo Twoje zachowanie w takich sytuacjach wynika z przeświadczenia, że Ty nie możesz nie mieć racji. Robisz to przekonywająco z góry założoną pogardą dla innych, którzy ośmielają się mieć inne zdanie. Współczucie dla Twojego męża jeśli Cię na takiego stać. Nie interesuje mnie dyskusja z ludźmi Twojego pokroju. Co do rodzenia to rzeczywiście Twoja sprawa. Dla mnie Twój „cud” może odbywać się w dowolnym miejscu na łóżku, na ulicy czy pod płotem. To Twoja sprawa. Nie oceniaj innych bo do tego jeszcze nie dojrzałaś. Twoje poglądy to Twoja sprawa. Jeśli masz problemy wyżyj się w inny sposób np. u dobrego lekarza.

  231. Pierwsze dziecko żona urodziła jeszcze zanim powszechne stały się porody rodzinne. 17 lat później również chciała być sama, ale nie zdążyliśmy do szpitala, więc trzeba było odebrać poród osobiście. Takich emocji nie przeżyłem nigdy, a żonę uwielbiam, pożądam…

  232. Współczucie dla Ciebie… Pewnie Twój stary teraz woli wietrzyć wora zamiast zakisić ogóra… Daj swoje zdjęcie po tej 2 dzieci i będzie wszystko jasne… Nie zganiaj, że chłopak się napatrzył na widok przypominający rozwalone auto kubicy i teraz woli przejść całe Need for Speed na piechotę zamiast Cię „pożądać”. Lepiej otwórz stragan na allegro i sprzedawaj wędzone masło zamiast głupoty pisać.

  233. Rozumiem o czym piszesz… Ale jest to kwestia indywidualna. I nie ma to wziazku z miloscia, badz jej brakiem. Pracuje w miejscu, gdzie pomaga sie ludziom. Jedna kolezanka na widok klau, moczu, czy wymiocin ucieka, dostaje torsji i paniki. Druga wdychajac wyziewy przezuwa bulke i sprzata rekami bez rekawiczek. Obie darza tych ludzi ogromna sympatia.
    Jedyne na co dobrze byloby zwrocic uwage przed porodem, to fakt, czy facet to udzwignie. Zmuszajac go, szantazujac brakiem milosci, mozna zaryzykowac abstynencje seksualna. Ale pewnych reakcji sie nie przewidzi, nawet jesli ktos widzial juz wiele…

  234. A ja się kompletnie nie zgadzam! Rodziłam dwa razy z mężem, nie mamy problemu z pociągiem fizycznym, mam wrażenie, że ze strony męża wręcz jest lepiej niż kiedykolwiek…. a gdyby nie jego obecność przy drugim porodzie, to musiałabym syna sama sobie przyjąć, bo położna „obraziła” się na mnie, że nie chcę rodzić leżąc płasko i sobie wyszła w czasie partych kiedy rodziła się główka dziecka… gdyby nie szybka pomoc sprowadzona właśnie przez mojego męża, to syna mogłabym z podłogi zbierać… więc pomijając problemy niektórych par z ich atrakcyjnością – obecność partnera to czasem po prostu zapewnienie sobie i dziecku minimum bezpieczeństwa.

  235. Z perspektywy mojej pracy sprawdza się wsparcie i współpraca dla rodzącej przekazana przez kobietę a panowie mają swoje wyznaczone przez naturę zadanie.Jeszcze do niedawna golenie uważane za poniżające odeszło do lamusa a zwyciężył rozsądek kobiet, mam nadzieje ,że i panowie się opamiętają

  236. moja była zona to panikarą.przy porodzie pierwszego dziecka byłem i chwała bo by było kaleką.nawet pępowinę odcinałem.mało tego byłem przy tzw. oczyszczaniu tzw .nie miło nazwę z resztek tego co pozostało.miał 7 ptk.1 rok pracy dziś śmiga jak malina.powiem więcej -dość ściemniania przy porodach ja przeżyłem trudny i dałem radę

  237. …racja!!!tatusiowie powinni czekac za drzwiami…jestem polozna i codziennie spotykam sie a ta dziwaczna moda,,gdzie tatusiowie :albo przeszkadzaja,albo sie nie interesuja co sie dzieje, a sa aby „odbebnic” czas i podazac za moda……a na marginesie dodam ze kobiety lepiej rodza bez panow,skupiaja sie na zadaniu,nie histeryzuja nie placza…a jakos natychmiast sie to zmienia gdy na horyzoncie pojawia sie facet…..

    1. Trochę mnie dziwi, że jako położna masz takie podejście. Ja byłem przy trzech porodach i w każdym przypadku moja obecność była bardzo istotna. Kto czytał mój blog, ten wie. Chyba znasz przypadki, że podczas porodu działo się coś złego? Zresztą nie musi się dziać nic złego, wystarczy cesarka i już mama nie jest w stanie zajmować się dzieckiem, co nie jest przeszkodą dla ojca. Czy Wy – przeciwniczki rodzenia razem nie bierzecie w ogóle pod uwagę emocjonalnych potrzeb dziecka?

  238. Nie byłam zwolennikiem porodu rodzinnego, ale w momencie gdy tylko sama zaszłam w ciążę, uzmyslowilam sobie, że byłoby dobrze, aby ktoś bliski czuwał nad przebiegiem zdarzeń. Ból mógłby moją zdolność oceny sytuacji zaburzyć, a nie chciałabym tego opłacić śmiercią lub kalectwem mojego dziecka. Na szczęście nie musiałam się o tym przekonywać podczas porodu. I choć skończyło się cc -brak postępu – w moim przypadku lekarze nie okazali się konowałami. Nikt nie czekał z decyzją do granic bezpieczeństwa zdrowia córeczki i mojego. Ale, jak w wielu przypadkach, mogło nie być tak pięknie. Nawet za cenę pożądania nie zaryzykowałabym życiem mojego dziecka. Jak to mówią: strzeżonego Bóg strzeże. Nawiasem mówiąc, teraz ja nie mam ochoty na seks, a świeżo upieczony tata i owszem.

    1. Dokładnie tak! Ja się cieszę, że mąż był przy mnie, ponieważ z jego zdaniem położna i lekarka się liczyły, a mnie „rozhisteryzowaną babę” całkiem olewały. U mnie też mogło się źle skończyć gdyby nie mąż.
      We Francji, znieczylenie zewnątrzoponowe jest praktycznie obowiązkowe. Anestezjolog wbija igłę i nic go więcej nie obchodzi. Nawet, to że pacjentka protestuje i nie chce, na to gdzieś bo takie są procedury. Dawka też jest proceduralna. U mnie zatrzymała się cała akcja i gdyby nie mąż i jego odważna prośba, aby mi tę dawka zmniejszyc, mialabym podduszone dziecko i pewną cesarke.

      1. Zgadzam sie z wami Tez rodzilosmy z mężem i nie ma mowy o braku pożądania ! Synek ma 2lata My nadal sie kochamy jak dawniej a nawet lepiej jest ! Pytalam kiedys w zartach męza o to rozmawialismy zartem o tym i absolutnie to wysmiał Co to za bzdury Współczuje właściciele bloga jezeli tak ma ale to nie poród jest przyczyną Lekarzowi i położonej musi patrzeć na ręce osoba trzecia ! Wtedy ktoś czuwa nad wszystkim….

      2. Niestety autorka bloga usunęła moje posty ! Bo jej napisałam prawdę ! Ze ona ma taki problem to jej współczuje Bzdury napisała Jak przestanie być piękna i pachnąca to mąż ja rzuci Taka jest filozofia tych wypocin Jezeli mąż cie nie pożąda nie zwalać tego na poród !

  239. Kiedyś od jednego ginekologa usłyszałam to samo. Wręcz przekonywał mnie, żeby nigdy w życiu nie zgodzić się na to, żeby mężczyzna był przy porodzie (z tych samych powodów, opisanych przez autorkę bloga).

    1. Bzdura Jezeli autorka bloga tak ma to należy jej współczuć ale przyczyna jest inna Rodzilam z mężem nie ma mowy o braku pożądania !!!!! Kochamy się jak dawniej z tym ze teraz lepiej jest….a mamy 2 dzieci Dzdura bzdura bzdura co pisze autorka Kiedyś wogóle były inaczej ale świat ewoluuje !!!

  240. Ja rodzil (ze tak powiem) z mezem:)) mialam epidural I nie czulam NIC;))) Bylo super! Kazdy normalny maz chce wspierac zone kiedy tylko moze…

  241. Ale wy laski jesteście glupie. Autorka ma racje w 100%. A zaden facet wam nie odmówi wspólnego porodu bo się boi że was urazi, ze wyjdzie na znieczulice, ze bedziecie cale zycie mu wypominac. A prawda jest taka ze jest to mega chore. Wy podczas porodu jesteście w fazie i macie wywalone na to co się w okolo dzieje. Kał, krew, mocz… A facet jest w pelni swiadomy. Ja jestem oncem od 2 lat. Bylem przy porodzie i wiem jedno. Oboje odetchnelismy jak skurcze ustaly i trzeba bylo robic cesarke. Byla obawa czy z synkiem bedzie ws, ystko ok ale poza tym radość nas obojga ze ominie nas ten „piekny cud narodzin”. Dlatego teraz jestesmy szczęśliwi i napaleni na siebie seksualnie. Ale znam przypadki gdzie po porodzie i prezentacji bólu, cierpienia i wydzielin z pomiędzy nog partnerki do czasu przyjścia na świat dziecka… związki się rozpadly przez ten „cud narodzin”. Wiec jak zalezy wam na reszcie zycia w szczesciu, milosci i porządaniu to chyba warto poswiecic te pare minut lub godzin i nie ciągnąć faceta za sobą. A jezeli jestescie odmiennego zdania to zacznijcie siedzieć z nim w kiblu jak ma biegunkę i poczujecie się podobnie. Przy muszli klozetowej trzymając za rękę…

    1. Bzdura !!!!! Ludzie urodziłam 2 dzieci z mężem Pożądanie jest takie samo Kochamy sie prawie codziennie !!!! Jezeli parom po porodzie sie nie układa to szukajcie przyczyn ale nie w pięknym dla zdrowych rodziców cudzie narodzin

    2. Gowno prawda Związki sie rozpadły napewno nie przez poród Wyobraz sobie teraz sytuacje ze twoja piękna żonka ulega wypadkowi siada na wózek jest kał mocz….uciekasz ?!!!

  242. Dodam jeszcze ze jak zobaczylem mojego synka podczas mycia po porodzie ryczalem jak dziecko ze szczescia. Wszystko przebieglo pomyslnie. Synek zdrowy, zona zdrowa. Blizny nie widac przez co jeszcze bardziej czuje się NADAL atrakcyjna. A w lózku… ehhh… cudowniej niz bylo. Oboje mamy czystą psychikę…

      1. Dokładnie ! Czystą bo nie skalaną myślą Wdpolczuje żonie gdyby np uległa wypadkowi i trzebabylo sie nią zająć ten pan by uciekł bo zwyczajnie by sie brzydzil Ech….

  243. Gratuluję Autorce podejścia. Bije na głowę to pod tytułem „celebrujmy razem cud narodzin” połączony z tym, co Autorka opisała.

    A co do wsadzania kija w mrowisko – pewien ginekolog-położnik z wieloletnim stażem, więc mający już trochę do czynienia z porodami – oswiadczył kiedyś w swojej publikacji, że obecność ojca przy porodzie dodatkowo go przedłuża. Przytaczał przy tym przypadki, gdzie wystarczyło, że ojciec na chwilę wyszedł i nagle rodząca się odblokowywała i poród przebiegał błyskawicznie.

    O skutkach psychologicznych dla przyszłego ojca nie wspominając…

    1. A nie pomyślałaś ani przez moment, że dziecko zaraz po porodzie potrzebuje kontaktu z kimś bliskim? A matka nie zawsze jest w stanie. Wiele matek jest po cesarce. Ja byłem przy trzech porodach moich dzieci. Jeden naturalny i dwie cesarki. Najlepsze, co można zrobić, to zdjąć koszulkę i przytuliś noworodka skóra do skóry.
      Wszystkie z Was myślą tylko o estetyce, późniejszym seksie, albo o marnej psychice faceta, a nikt nie pomyślał o dobru dziecka… Ech…

      1. Jezeli psychika faceta tego nie wytrzyma to nie facet !!! A autorce bloga współczuje jezeli po porodzie mąż jej nie pożądania U nas tak nie ma ! Jest ogień nadal I są to bzdury

  244. Myslę, że nie ma jednej „poprawnej” odpowiedzi co jest lepsze dla nas jako małżeństwa, dla kobiety samej, dla mężczyzny, dla związku, dla dziecka – poród wspólny czy nie. Ja rodziłam dwa razy. Raz z mężem, drugi raz bez męża. I nie ma to nic wspólnego z pożadaniem, czasem porodu czy innymi argumentami. Każdy z nas jest inny. Przede wszystkim każdy mąż/partner jest inny. Jeden chce być z kobietą bo nie umie jej odmowić, inny bo taka jest moda, jeszcze inny nie chce widzieć narodzin a drugi ma taką potrzebę aby przy tym być. Sprawa jest indywidualna i śmiac mi się chce jak słyszę jak wszyscy wzajemnie próbują przekonać innych do swoich racji. Ja osobiście wolę mieć w mężu wsparcie i widzieć w nim przyjaciela. Znamy się milion lat. Nie muszę być obiektem wielkiego pożądania, choć akurat wspólny poród tego nie zmienił. Nie tego potrzebuję – ani ja ani on. Dlatego gdy przy pierwszym porodzie wpadłam w panikę jego obecność była mi bardzo potrzebna. I on też tego potrzebował. Bo taki właśnie jest – najwazniejsze dla niego zawsze było stac przy mnie, ochraniać mnie, wspierać mnie. To nasza relacja i nikomu nic do tego. Jednocześnie nie znaczy to, że nie rozumiem przyjaciółki, która krępowała się swojego męża i nie chciała go widzieć na sali porodowej. Znam go dobrze i wiem, że ich małżeństwo by na tym ucierpiało. Czy go nadal szanuję? oczywiście. Czy uważam że jest gorszy niż mój mąż, bo nie chciał być przy narodzinach swojego potomstwa, bo by nie podołał, bo potem nie byłby w stanie kochac swojej żony w taki sposób w jaki chciała być kochana?absolutnie nie. To ich związek. Każdy jest inny. Dlatego zdania o wspólnym porodzie zawsze będą podzielone. Najważniejsze to nie robić nic wbrew sobie. Przy drugim dziecku bylam sama, bo wolałam żeby moj mąż opiekował się w tym czasie naszym półtorarocznym synkiem. Wiedziałam już czego mogę się spodziewać przy porodzie, nie bałam się jak za pierwszym razem, lepiej się do tego przygotowałam, byłam pod lepszą opieką w innym szpitalu. Ale dziś niczego bym nie zmieniła. Wspólny poród nie był traumą, a dzięki obecności męża byłam spokojniejsza. Oddzielny poród też nie był traumą 🙂 Więc drogie panie wybierajmy co jest dla nas najlepsze. Tylko zgodnie z własnymi potrzebami a nie zgodnie z modą 🙂

  245. Brawo Autorka! Dobrze, ze Ktos o tym wreszcie napisal i nie bal sie miec odmiennego zdania od wiekszosci.
    Jak bylam w ciazy 5 lat temu odczulam bardzo duza presje spoleczna porodu rodzinnego. Presja pochodzila od ginekologa prowadzacego, ze szkoly rodzenia (calyczas byla mowa co w danej sytuacji podczas porodu robi kobieta, a co ma robic w tym czasie mezczyzna na sali porodowej), no i przede wszystkim od znajomych. Te ciagle pytania od rodziny i znajomych czy bedziemy rodzic razem? Czy rodzilismy razem ? To przesciganie sie w opowiesciach o ich wlasnych WSPOLNYCH porodach. Presja byla naprawde duza. Trzeba bylo byc osoba naprawde samodzielnie myslaca i asertywna zeby sie temu przeciwstawic. Ja np nie mialam ochoty na porod rodzinny, ale moj maz niestety strasznie sie napalil jak to on bedzie „rodzil” jak sie wyrazal… to bylo zenujace. Jakos udalo mi sie go pozbyc z sali porodowej jeszcze w pierwszej fazie. Dobrze ze nie widzial jak mi wkladali palce lekarze mezczyzni (mialam komplikacje stad komisja lekarska ). Uwazam ze mezczyzna nie powinien ogladac porodu ani tez jak jego zona jest badana ginekologicznie. Wielu moze byc poprostu zazdrosna. Meska zazdrosc potrafi byc slepa.
    Dobrze ze byc moze ta glupia moda na porody rodzinne mija, bo to pozwoli na dokonania wyboru. Nie kazdy potrafi sie przeciwstawic takiej presji spolecznej i zrobic tak jak naprawde ma ochote.

  246. Ja jestem przeciwna „wspólnemu rodzeniu”. Choć zdaje sobie sprawę, że życie weryfikuje wszystko i rożnie to bywa, tak samo moje zdanie może ulec modyfikacji. W każdym bądź razie na dzień dzisiejszy jestem na NIE, własnie z przyczyn wymienionych powyżej.

  247. O, nie! Niech widzi, co narobił i jak się trzeba męczyć!! :DD Dla niego tylko moment przyjemności a dla kobiety taka męka? Facet musi być przy porodzie i musi współodczuwać! A niechby i zemdlał ze dwa razy – jakaś sprawiedliwość musi być!! :]]]]

  248. A niby czemu by miało przy porodzie nie być tatusiów?? Przecież w końcu jakby nie było to dzidziusia zrobili to niech teraz chociaż by masowaniem krzyża i trzymaniem za rękę wspomogą swoje partnerki w tym cholernie trudnym wydarzeniu jakim jest „Poród”.
    Ja rodziłam synka w obecności narzeczonego i nie wyobrażam sobie żeby go przy mnie nie było sama jego obecność dużo mi pomogła czułam się taka spokojniejsza i mimo że był może dość widok przerażający w nie których momentach to jeśli ktoś się naprawdę kocha a zwłaszcza mężczyzna swoja kobietę to nic nie jest w stanie go do niej zniechęcić nawet widok wszystkiego co się dzieje na porodówce!! 😉 Lecz to wszystko zależy już od par czy są psychiczne na to gotowi czy nie 😉
    Pozdrawiam 😉

  249. obok tematu „rodzić samemu czy razem” przechodziłam obojętnie i sceptycznie bo mnie nie dotyczy jeszcze, ale teraz jeśli w przyszłości będę w takiej sytuacji to zdecyduje się na poród samemu (albo z własną Mamą 😉 ). a co do tego żeby nie rozmawiać z dziewczyną która nie rodziła to bym się nie zgodziła – przynajmniej jeśli chodzi o mnie 🙂 oczywiści na początku jest to jak fantastyczna opowieść o czymś nie z tej ziemi, ale bez przesady. poza tym najlepszy jest moment kiedy dziecko już jest „na wolności” takie brudne, krzyczące kładzione na brzuchu Mamy 🙂 i te słowa na koniec „i wtedy cały ból mija” – coś pięknego 🙂

  250. W moim przypadku porody, wlasciwie cesarki, byly jedynym czasem, kiedy maz interesowal sie dziecmi. CC byly planowane (cukrzyca, duze dzieci) ale przed zabiegami dlugo meczylam sie z bolami (porod zaczal sie przed czasem), trzeba bylo czekac na pediatre do rana, w razie gdyby z dzieckiem mialo byc cos nie tak. Leki na zatrzymanie itd. Przy cc malzonek byl i owszem. Pepowine przecinal, zanim mnie zeszyli nosil dzieci na rekach. Do dzis spi osobno z korkami w uszach, dziecmi nie umie sie zajac, bo to przeciez ja chcialam dwojke, to teraz mam sie martwic. A pan sobie gra w gry u siebie calymi dniami. Dzieci maja 5 i 2,5 roku, ojciec 52. I wydawac by sie moglo, ze facet po 50 powinien byc nieco bardziej odpowiedzialny.

  251. zgadzam się z gnu….to sprawa osobista …mój mąż był przy dwóch porodach i nikt go do tego nie namawiał…wręcz mu mówiłam aby się zastanowił głębiej…po pierwszym i tak był przy mnie jak rodziłam drugie dziecko…i nawet stwierdził że czuł się niepotrzebny, tak sobie dobrze i szybko poradziłam z położną 🙂 ….a mąż nadal mnie pragnie i sex jest cudowny….więc odradzanie w tym temacie to wyrażanie swojego strachu przed odrzuceniem męża czy partnera…nie chcesz go tam to nie, twoja sprawa. Pisanie o tym że to złe, to tak samo jak pisanie o tym, że to dobre… więc totalnie bez sensu te zarzuty

  252. Zgadzam sie!
    Super kobieta napisała super artykuł.!
    Moda na rodzenie razem to wszystko wina telewizji ! iii wydumanej `potrzebie` rodziców!
    Nigdy nie posunełabym sie do rodzenia z męzem! bo niby co on tam pomoc może?
    Ja rodziłam swojego synka i jako osoba towarzyszaca była ze mna pani położna .
    Osoba kompetentna! wiedzaca o co chodzi!
    Bez strachu przede wszystkim dla mnie!wszystko wyjasniła i było cudownie.
    Swój porod moge opisac jako cos wspaniałego!
    i co z tego ze boli zee czasami po raz pierwszy odczuwa sie moze i dyskomfort…
    Takze panowie lepiej zostancie w domku.;)
    Pozdrawiam.;)

  253. Nareszcie czytam rozsądne poglądy w temacie rodzenia i tego wciągania na się facetów do tego zadania. I po dwukrotnym doświadczeniu sformułowałabym jeden jeszcze postulat: zero gości na położnictwie. To jest koszmar, te tabuny ludzi przewijające się przez szpitalną salę, a tu trzeba karmić czy też „krocze wietrzyć” – boski tekst znany każdej, która rodziła. Tylko jak to robić jak w pobliżu trzech obcych tatusiów, kilku wujków i innych ciekawskich? Umówmy się, da się wytrzymać dwa trzy dni po porodzie bez asysty, za to w świętym spokoju.

  254. DLA MNIE, niepełnosprawnej żony i matki, którą mąż (gdy trzeba było) po porodzie „wstawiał pod prysznic” i mył, NIE DO POJĘCIA jest to, o czym piszesz – że ktoś może nabrać obrzydzenia do kobiety tylko dlatego, że WIDZIAŁ, jak rodziła JEGO dziecko! Bo co? Bo była nieumalowana, rozczochrana, spocona? Krzyczała, krwawiła? No, cóż – MIŁOŚĆ nie zawsze jest piękna i fotogeniczna. Czasami właśnie w tych „brzydkich” rzeczach wyraża się najpiękniej („kochanie, i TAK Cię kocham!”:)). A rolą męża przy porodzie NIE JEST – przepraszam za wyrażenie – zaglądanie żonie między nogi i ocena jej stanu ginekologicznego! Od tego są LEKARZE! Natomiast mąż ma przy żonie po prostu BYĆ – trzymać za rękę, głaskać po głowie. Nie zostawiać jej samej („przyjdę, jak się już trochę ogarniesz, i będziesz wyglądać ślicznie, a nie tak… fuj!”). Jak ktoś jest taki wrażliwy, można postawić parawan, zamknąć oczy, zatkać uszy… Ale jeśli ktoś mnie nie akceptuje TAKIEJ JAKĄ JESTEM w tym momencie życia – to prawdopodobnie nie kocha ani mnie, ani naszego dziecka. Odwróci się z obrzydzeniem na widok brudnej pieluchy. Nie będzie w stanie „wytrzymać” także wtedy, gdy będę stara i np. będę siusiać pod siebie.

    1. Zgadzam sie z tobą to bardzo głupi post na tym blogu Współczuje tym kobietom co tu bzdury piszą ale im mężem tez ….jak taki mąż zaniemoze bedzie potrzebował pomocy to żonka go kopnie w dupę bo nid bedzie czysty piękny i pachnacy?!! Współczuje tym ludziom a Ciebie pozdrawiam Rodzilam z mężem Kochamy sie nadal jak wariaty ! ;))

  255. A ja pierwsze dziecko rodziłam sama a drugie z mężem i trzecie na 100% będę rodzić z nów z mężem jeśłi oczywiście On wyrazie na to chęć i ochotę bo to jest JEGO WOLNY wybór do niczego nie zmuszać niech zdecyduje sam,mój Mąż zadecydował,że chce być przy drugim porodzie i chwała Mu za to czułam się bezpiecznie,spokojnie mimo iż nie życzyłam sobie znieczulenia obyło się bez krzyków,wyzwisk … położna była zachwycona jak oboje się na wzajem wspieraliśmy,mało tego nawet żartowaliśmy ani dla mnie ani dla mojego Męża nie było to traumą,mój Mąż był zachwycony gdy od razu mógł przytulić mnie i synka i płakał jak bóbr trzymał Maluszka na ręku i kołysał gdy ja brałam kąpiel z pomocą położnej i później gdy chciałam się chwilę zdżemnąć,opowiada wszystkim,że jest to niezapomniane uczucie i nie wyobraża sobie by Go to ominęło ale jeszcze raz napiszę był to JEGO WYBÓR!Nie można stwierdzić czy „razem” jest złe albo dobre czy „osobno” jest złe lub dobre to sprawa indywidualna.W naszym pożyciu nic się nie zmieniło i z perspektywy czasu podjęłabym taka samą decyzję nic bym nie zmieniła ….
    Pozdrawiam

  256. I jeszcze coś, bo już czuję, że zaraz mnie zjedzą zwolenniczki poglądu: „Poród to czysta FIZJOLOGIA. Kobieca fizjologia jest straszna, ble i fuj. Żaden facet, który to zobaczy, NIE MA PRAWA potem swojej żony kochać i pożądać.” Po pierwsze, jakby tak to rozpatrywać, to i „robienie dzieci” jest „obrzydliwe” – te wszystkie dźwięki, pot, wydzieliny… 🙂 NIE LEPIEJ to żeby on oddał co trzeba do czystej próbówki, ona też – a potem pani w czystym kitelku połączyła jedno z drugim na czyściutkim szkiełku? Bez łopotu, czyściutko, bez całej tej FIZYCZNOŚCI, która tak Was obrzydza?:) Nie uprawiajmy seksu, przecież jest taki „brudny”, taki zwierzęcy!:P Po drugie – JA nie narzucam nikomu swego poglądu na rodzenie dzieci, inaczej niż Autorka, która argumenty swoich przeciwników określa ślicznie jako „ble, ble, ble.” JA nie mówię WSZYSTKIM kobietom, jak mają rodzić, bo wiem, że jest to kwestia indywidualnego wyboru. Niech każda robi tak, jak DLA NIEJ będzie najlepiej. Ale po prostu nie wierzę, że mój mąż na bank przestał mnie kochać, bo wie, że nie zawsze jestem piękna i pachnę…

    1. Brawo za mądry post ! Cóż to za facet byłby Fizjologia jest fizjologią Pozatym jak to sie ma gdyby piękna żonka owego pana nagle uległa wypadkowi wymagała pomocy mycia czy przewijania ?!! Wyrzucilłby ją z domu k przestał kochać ? To samo z mężczyzną Rozumiem ze gdyby była potrzeba opieki fizjologicznej tez byście meza wyrzuciły do przytułku ?!! Gdzie ja zyje Co sie z ludźmi dzis dzieje

  257. I jeszcze coś, bo już czuję, że zaraz mnie zjedzą zwolenniczki poglądu: „Poród to czysta FIZJOLOGIA. Kobieca fizjologia jest straszna, ble i fuj. Żaden facet, który to zobaczy, NIE MA PRAWA potem swojej żony kochać i pożądać.” Po pierwsze, jakby tak to rozpatrywać, to i „robienie dzieci” jest „obrzydliwe” – te wszystkie dźwięki, pot, wydzieliny… 🙂 NIE LEPIEJ to żeby on oddał co trzeba do czystej próbówki, ona też – a potem pani w czystym kitelku połączyła jedno z drugim na czyściutkim szkiełku? Bez kłopotu, czyściutko, bez całej tej FIZYCZNOŚCI, która tak Was obrzydza?:) Nie uprawiajmy seksu, przecież jest taki „brudny”, taki zwierzęcy!:P Po drugie – JA nie narzucam nikomu swego poglądu na rodzenie dzieci, inaczej niż Autorka, która argumenty swoich przeciwników określa ślicznie jako „ble, ble, ble.” JA nie mówię WSZYSTKIM kobietom, jak mają rodzić, bo wiem, że jest to kwestia indywidualnego wyboru. Niech każda robi tak, jak DLA NIEJ będzie najlepiej. Ale po prostu nie wierzę, że mój mąż na bank przestał mnie kochać, bo wie, że nie zawsze jestem piękna i pachnę…

  258. kilka lat temu gdy rodziłam syna był ze mną mąż i o ile zawsze darzył mnie szacunkiem i miłością,o tyle od porodu szanuje mnie bezwzględnie,jego pożądanie nie zmalało,a ja czuję się spełniona i dowartościowana ,bo wspólny poród był dla nas cudem,po dwóch poronieniach udało nam się przebyć ciążę i przeżywać wspólnie ból i radość,bez krzyków,wyzwisk,trzymając się za ręce,bez zbędnych słów,oboje ze łzami w oczach i wielkim „bananem” na ustach już po,za każdym razem gdy widzimy w telewizji poród spoglądamy na siebie wzajemnie próbując ukryć wzruszenie,bez słów przytulamy się i spoglądamy na figlującego synka,to nie bajka,bo życie to nie bajka-to partnerstwo na dobre i złe:)

  259. prawie 3 lata temu rodziłam z mężem nasze pierwsze dziecko synka i od tej pory dramat właściwie w ogóle nie współżyjemy, moim zdaniem rozwód to kwestia czasu już się nawet poddałam i nie naciskam. I tylko czasem się zastanawiam czy rzeczywiście młody, całkiem przystojny facet, musiał widzieć swoją żonę krzyczącą, z zakrwawionym i przeciętym kroczem, poród był długi dziecko spore wyszły mi hemoroidy wszędzie była krew i wszystko co może wyjść z ciała kobiety w trakcie porodu on widział. Więc czy można tak do końca mieć pretensje że on mnie po prostu nie pożąda ??? Drogie przyszłe mamy, dobrze to przemyślcie zastanówcie się czy warto ryzykować. Ponieważ teraz już wiem że ryzyko jest duże !!! A przecież jeśli bardzo się nie chce być te kilka bądź kilkanaście godzin na porodówce samej, zawsze można poprosić mamę, siostrę przyjaciółkę etc. Ponieważ może się tak stać że gdy będzie po wszystkim to już nie będziecie kobietą swojego mężczyzny, a tylko i wyłącznie matką jego dziecka.

    1. To nie poród !!! Przestań brednie gadać Przypomnij wszystkim jakie były wasze relacje przed porodem nie najlepsze….za przeproszeniem z gowna bata nie ukrecisz !!! Nie było miłości i co miała sie pojawić na porodowce?!!

  260. Od początku tej mody uważałem i nadal uważam, że te „wspólne” porody to moda bezsensowna, by ująć to najdelikatniej.
    Mężczyzna mdlejący na widok krwi, to najmniejszy koszt, oglądanie takiego zdarzenia z bliska jest niepotrzebną traumą i u wielu na pewno budzi uzasadnione, głębokie obrzydzenie, które trudno zapomnieć.
    Na pewno obecność mężczyzny dodatkowo utrudnia poród kobiecie, jeśli jest delikatna i wrażliwa.
    Nawet na fotelu dentystycznym człowiek nie wygląda równie beznadziejnie i bezradnie, jak podczas porodu.
    Panowie, oszczędźmy paniom dodatkowego stresu podczas porodu, bo i bez tego są wtedy bardzo biedne…

  261. A ja trafiłam na rzeźnię – i gdyby nie mój mężczyzna, czułabym się sponiewierana do granic możliwości przez zmieniające się co 15minut położne oraz machających ręką lekarzy.
    Już na początku ustaliliśmy sobie pewne reguły – mąż stał przy mojej głowie, podawał mi rękę, wodę, pomadkę – nie przecinał pępowiny.
    Był wspaniały. Spisał się na medal. Nie mam odczucia by pragnął mnie mnie. Moim zdaniem, wręcz za bardzo.

    Nie – nie myślcie – nie jestem idealistką i zwolenniczką najnowszych, jak to autorka nazywa, „trendów” – karmiłam piersią ile było trzeba – 9 mies. wg zaleceń, ani dnia dłużej. Nie był to wcale magiczny czas. I to chyba to z kolei wpłynęło na moje samopostrzeganie własnego ciała i seksualności. Mężowi wydałam się bardziej atrakcyjna. Nie miałam nigdy jakichś „eko-złudzeń” i nie poświęciłam się w całości dziecku. Zostawiłam nam przestrzeń, taką jaka dorosłym, zakochanym ludziom potrzebna.

    Grunt to wybrać co dobre dla nas. Nie dla otoczenia

  262. Witam! Ja jestem za tym żeby mąż był podczas porodu.Pierwsze dziecko urodziłam bez męża ale zmarło, przeżyłam to strasznie.Bałam się drugi raz rodzić ale mąż był ze mną i mnie wspaniale wspierał.

  263. tak uwazam ze kobieta nie powinna rodzic zupelnie sama bo nie oszukujmy sie jest traktowana zupelnie inaczej bedac z osoba towarzyszaca bo i personel inaczej sie zachowuje i na mniej sobie pozwala(krzyki,glupie komentarze)bo wiedza ze w razie czego jest swiadek i chyba opieka jest lepsza…wiem bo pracuje w szpitalu…takze zdecydowanie odradzam rodzenie zupelnie samej no chyba ze w prywatnej placowcetakze mozna wziac mame,siostre lub przyjaciolka lub dodatkowo oplacic prywatna polozna jesli sie nie chce rodzic z mezem.

  264. czytam i uwierzyc nie moge. spytam sie czy ktoras z pan co taka madralinska jest siedziala sama w szpitalu caly czas i porod przezyla sama ?? jesli nie, a nie wierze zeby wiele kobiet be zmamusi sie obeszlo to raczej nie radze sie odzywac. porod to nie jest jedzienie kebaba i moze zaczac lub skonczyc czyjes zycie. jesli panie uwazaja ze maz nie moz ebyc w tym momecie przy zonei idziecku to radze sie szybko od takiej kobiety odalic bo traktuje faceta tylko jako dawce nasienia a nie jako ojca. ojciec i maz ma prawo byc przy narodzinach swojego potomka i ma obowoazek wspierac swoja zone[partnerke] w takiej chwili. jesli kobieta uwaza inaczej to soebie z ojcostwa jaja robi. bylem przy porodzi swojego syna choc na swiat przyszedl prze zcc. ale do max rozwarcia wspieralem moja partnerke , podawalem jej wode mineralna i wspieralem w chwilach bolu. niestety okazalo sie ze dzieciak ma zle ulozenie i podjelismy wspolnie decyzje o cc. nie wyobrazam sobei zbey podjeto np beze mnie decyzje o naturalnym porodzie w takiej chwili ryzykujac jego zdrowie. jesli jakas kobieta sadzi ze mezczyzna nie ma prawa byc przy porodzie swojego dziecja i ja wspierac to nie nadaje sie ani na matke ani na zone. moje zdanie.

    1. Zgadzam sie współczuje takim kobietom i im mężem i mężem takich żon..,,idiotyczny artykuł !! Kochaj żonke tylko jak jest ładna i pachnąca a jak nie to ją wywal z domu i na odwrót ! Cóż za filozofia życia ?!!

  265. Sama nie wiem, niby to co piszesz jest, jak najbardziej ok. Każdy ma prawo wyboru i zgadzam się, że nie powinno się nikogo do niczego zmuszać, zwłaszcza do uczestniczenia w czymś, co może być trudnym przeżyciem. Zastanawia mnie tylko jedno, gdy piszesz o tej ślicznej, z lekkim makijażem młodej matce. Wynika z tego, że kobieta, by być kochaną i pożądaną musi być zawsze pachnąca, zdrowa, śliczna. Więc co powinnam zrobić z mężem, gdy mam grypę, jestem czerwona na ta twarzy, rozczochrana i nie mogę się zwlec z łóżka?
    Inna sprawa, o ile uczestnictwo w porodzie nie jest konieczne, o tyle są sytuacje w życiu, których uniknąć się nie da. Są ciężkie choroby, przy których stajemy się zależni od osób trzecich i wtedy co? Koniec małżeństwa? Czy koniec nastąpi, gdy uda się już wyzdrowieć, bo małżonek nie będzie szczęśliwy z żoną, która przez pewien czas wymagała opieki niczym noworodek?
    Życzę wszystkim, by nigdy nie przeżyli sytuacji w których poród, to tzw. bułka z masłem. I chylę czoła przed tymi, którzy takim sytuacjom podołali i nie przestali kochać, a sporo takich osób widziałam w swojej pracy.
    Dla mnie taka miłość i oddanie jest więcej warta niż wszystkie kwiaty i komplementy tego świata.

  266. Facet jest od robienia dziecka a nie rodzenia, ma lazic nerwowo po korytarzu i czekac na pierwszy krzyk potomka. Ja wijac sie w bolach , kazalam sie wynosic mojemu facetowi bo nie urodze. Zreszta nie sadze ze widok nas tak rozwalonych przy porodzie jest czyms uroczym

  267. Sądzę, że to kwestia umowna czy jest plus czy minus cały ten poród rodzinny.
    Dla mnie istotne jest jednak by być w tym momencie razem, mężczyźni stają się bardziej świadomi wszystkiego, więc biorą pod uwagę ewentualność widoku z pierwszego rzędy do końca życia w pamięci.
    Znam kilku tatusiów, którzy wspierali ten sposób swoje żony, faktycznie głośno to komentowali potem, ale to raczej z przekazem: „moja dzielna żona tyle musiała znieść, jestem z niej dumny!”. Fantastyczne jest to, że po bliższych rozmowach nadal wprost twierdzą, że nie „odrzuca” ich po tym wszystkich od partnerki.
    Znam też pewien ewenement, który przy po rodzie nie był, ale skomentował efekt poporodowy hasłem: „jakbym wiedział, że tak będzie to kazałbym lekarzowi jeszcze o centymetr więcej zaszyć.”.
    Jak widać wszystko jest zależne od osoby, od podejścia. Niemożna wżucać wszystkich do jednego worka.
    A tajemnica porodu? Cóż, to może jeszcze zróbmy tajemnice gotowania oraz sprzątania, bo to tez przez lata było tylko domeną kobiet 😉
    Serdecznie pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.

  268. Rodzilam dwa razy, pierwszy raz z mezem, drugi bez…z wyboru…porodowka to nie miejsce dla faceta…chyba ze lekarza…znacznie lepiej czulam sie gdy maz czekal w pracy na nowine…komfort psychiczny, nie musialam sie martwic jeszcze o niego a zajelam sie tym czym powinnam…rodzeniem:-) maz rowniez ucieszyl sie z mojego wyboru…

    1. Zapomniałaś dodać „Miałam farta przy porodzie, moje dzieci urodziły się zdrowe, nie było problemu z porodem, nie trafiłam na lekarza-idiotę… więc nie potrzebowałam mieć wtedy męża przy sobie”.
      Z przykrością stwierdzam, że nie znasz życia. Obyś go nigdy nie poznała od tej strony.
      Pozdro!

  269. Szanowna Autorko owych wypocin Jezeli mąż przestaje poznać to jest to problem ale nie porodu niestety To było zbyt proste….pozostaje ci współczuć natomiast współczucie kieruje w stronę każdego dla kto ciagle musi być piękny pachnacy i z makijażem zeby mąż ją kochał… A co jezeli zdarzy sie wypadek żonka zachoruje itp wyrzucić ja z domu ? Bo bedzie nieatrakcyjna ? Takie rzeczy o których piszesz to dla prostaków Normalny człowiek jest z żoną i ja wspiera i kocha zawsze ! Wie ze kiedyś ona moze sie nim opiekować i na odwrót Życie pisze rożne scenariusze Prawdziwa miłość ma sie inaczej Rodzilam 2 razy z mężem Pożądanie jest nadal duze. Kochamy sie jak szaleńce często ! Lekarzowi tez ktos na rece patrzec musi Dlaczego droga Autorko usuwasz komentarze ludzi myślącej inaczej niż Ty ? Nie powinno sie promować twojego bloga tutaj skoro tak robisz

  270. Pierwsze dziecko rodzilam z mężem, przy drugie ciazy sam powiedzial, ze nie widzi powodu dla którego mialoby go nie byc przy porodzie.

  271. Powiem tak. Przybylem, zobaczylem, zwyciezylem:).mozliwe ze jestem jednym z niewielu ojcow ktorym to wogole nie utrudnilo pozniejszych kontaktow intymnych z zonka, ten widok ale tak jest.Mowie z cala odpowiedzialnoscia ze w zaden sposob mnie to nie zniechecilo do „zagladania”ze tak powiem. Nigdy w zyciu nie odpuszcze drugiego porodu w razie czego, jak juz zobaczylem nasza corcie to oszalalem do reszty ze szczescia i na punkcie mojej zony od nowa jakbym poznal nowa dziewczyne. Tak to na mnie podzialalo. Poza tym regularnie biore udzial w kursach pierwszej pomocy w pracy wiec nie ukrywam ze w jakis sposob byla to tez nowa nauka. Nigdy nie wiesz co sie moze przydac w zyciu.

  272. Głupota, że mąż nie będzie już kochał i pożądał. Jeśli tak się stanie to znaczy, że nigdy nie kochał… Po co być z kimś jeśli nie jesteśmy pewni jego miłości. Nie wiadomo co nas w życiu spotka, czy jakaś choroba, chwilowa niedyspozycja i druga połowa będzie musiała nami się zająć… To wtedy ma przestać kochać? Kiedyś byłam po zabiegu, Mąż się mną opiekował, również przy sprawach fizjologicznych i wcale mu nie przeszło pożądanie. Był czas kiedy i ja mężem się opiekowałam i wcale go przez to nie kocham mniej ani nie zmniejszył mi się pociąg do niego. Rozumiem, jeśli mąż nie chce bo nie lubi widoku krwi, może mu się zrobić słabo lub po prostu nie ma ochoty w tym uczestniczyć, lub żona nie wyraża takiej chęci by mąż był przy porodzie, ale tłumaczenie tym, że przestanie pożądać to już przesada… A gdzie miłość??
    Ja żałuję, że przez spore komplikacje miałam cc i to pod całkowitą narkozą z dużym ryzykiem i mąż nie mógł być przy mnie…

  273. To sprawa bardzo indywidualna, zawsze z ciekawościa wysłuchuję opini mężczyzn na ten temat, którzy wspólny poród mają za sobą! ja zdecydowanie jestem za WSPÓlNYM RODZENIEM!! ale po uprzednim przygotowaniu faceta..musi wiedzieć czego moze sie spodziewać i jak może pomóc aby czuł sie potrzebny!!! Jego miejsce jest przy głowie kobiety a nie miedzy nogami!!jest szczegónie potrzebny w pierwszym okresie porodu, który wielokrotnie ciągnie sie bardzo długo może masować plecy, pomagac w siadaniu na piłce i służyc miłym słowem!!Położna w tym czasie nie poświęca nam 100% uwagi i nie jednokrotnie kobieta czuje sie bardzi samotna. Gdy mężczyzna jest szczególnie wrażliwy w czasie drugiego okresu porodu moze poprostu opuścić sale i wrócić tuż po urodzeniu sie dziecka! Poród to nie tylko sprawa kobiety!!Mężczyzna musi wiedziec że to nie jest taka prosta sprawa!!Dojrzała i fajna relacja miedzy partnerami często ulega wzmocnieniu po takim doświadczeniu. Ale kazdy zna siebie samego i musi podjać decyzje samodzielnie. Ja swojego męża na poród na pewno zaprosze:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *