(Hejt internetowy (ang. hate, pol. nienawiść) – zjawisko społeczne o charakterze poniżającym obserwowanym w środowisku Internetu (portale społecznościowe, komentarze pod artykułami w serwisach informacyjnych, komunikatory Internetowe etc.). Według słownika języka polskiego jest to obraźliwy i zwykle agresywny komentarz internetowy lub mówienie w sposób wrogi i agresywny na jakiś temat lub o jakiejś osobie.)
Hejt jest epidemią naszych czasów. Rozlewa się złowrogo i niepostrzeżenie, jak ciemna lawowa masa, pochłania w oślepieniu wszystko, na co natrafi, niczym łykająca napotkane przeszkody upiorna głowa z gry komputerowej.
To jak strzały znikąd, które dopadną Ciebie w najmniej odpowiednim momencie, wystrzelone z łuku pogardy i zaślepienia. Najczęściej nie będziesz znał łucznika. I on Ciebie też niekoniecznie. Łucznikiem bowiem kieruje silny wewnętrzny imperatyw, aby wypuścić strzałę z na wszelki wypadek prawie na stałe naciągniętej cięciwy. Hejt jest dla niego niczym ślina nałogowego palacza- stale umieszczona w jamie ustnej, gotowa do splunięcia. A gdy przyjdzie impuls- trzeba plwocinę uwolnić z gęby, choćby i na środku supermarketu. Przecież przeszkadza. Jemu- plującemu.
Hejtowi towarzyszy najczęściej anonimowość oraz możliwość ukrycia się w tłumie. Zza cudzych pleców krzyczy się łatwiej. Nie trzeba być kimś znanym, aby doświadczyć hejtu.
Można na przykład pewnego zimowego wieczoru umieścić na fejsbukowej grupie poświęconej zaginionym zwierzakom zdjęcie kręcącego się na ulicy psiaka i zostać obrzuconym wirtualnymi pomidorami, które przecież tylko czekają na ten moment w koszyczku wyścielonym nienawiścią.
Można drażnić czymś, albo właśnie zupełnie niczym, grupę nastoletnich rówieśników, a oni na podobieństwo stada rekinów czujących krew z daleka, zaczną opływać ofiarę w coraz ciaśniejszych kręgach.
Jeśli pokażesz, że się boisz, jest już po Tobie. Rekiny i wilki wyczuwają słabość na bliżej nieokreśloną odległość.
Tworzenie jakichkolwiek treści w przestrzeni publicznej wymaga zatem odwagi. Odwagi wystawienia się na hejt. Celowo nie umieszczam tutaj słowa „ewentualny hejt”. Bo on przyjdzie prędzej, czy później, a na pewno wtedy, kiedy Twoje działania zaczną uzyskiwać coraz większą aprobatę tych, do których serc i umysłów trafiasz i z którymi Twoja energia rezonuje. To jest jak sygnał czarodziejskiego fletu, dla pochowanych w dziuplach swojej małostkowości trolli. Zaczynają się wtedy wynurzać masowo, niczym cmentarne zombie w finałowej scenie kiepskiego horroru.
Czy można się przed tym zjawiskiem uchronić, ominąć niczym asteroida planetę ziemię?
Nie.
Ale można sobie z hejtem poradzić.
Po pierwsze należy pamiętać, że wszystkie wypowiedzi hejterów mówią wszystko o nich, a nic o nas.
Amerykańska pisarka i pedagog Brene Brown używa opisując zjawisko hejtu oraz życia w odwadze porównania do wystąpień na arenie. Tylko jeśli przyjdziesz do mnie na arenę (czytaj- będziesz robił podobne do moich rzeczy, nie anonimowo), masz prawo głosu, w przeciwnym wypadku- odbieram Ci je. Jeśli występujesz na arenie, na widowni zasiądą ci, którzy będą wiedzieć lepiej, jak masz żyć, krytycy w loży szyderców, a inni, których życie jest jałowe i bezbarwne, będą oceniać Twoje poczynania najsurowiej, aby chociaż na moment zapomnieć, że ich życie wypełnia wstyd, lęk, zazdrość, frustracja. Jednak nie patrz w kierunku tej widowni. Po prawej stronie areny siedzą bowiem ci, którzy kibicują wszystkim Twoim działaniom, lajkują posty, mają czas, aby wyrazić swoje uznanie w prywatnej wiadomości, wspierają Ciebie, gdy się potkniesz. To jest Twoja armia, Twoje stado. W tej loży wsparcia powinno być jeszcze jedno miejsce- życzliwości dla samego siebie.
Kto bowiem inny, jak nie Ty, miałby być Twoim najwierniejszym fanem i kibicem?
Nie pochylaj się zatem nad kąśliwymi, przeżartymi rdzą nienawiści do cna złośliwymi uwagami. Nie karm ich swoją uwagą. (Ja do dzisiaj nie przeczytałam kilku tysięcy (!) komentarzy pod popularnymi wpisami z bloga).
Ich syk nie ma nic wspólnego z Tobą, oni gryzą, bo są okaleczeni. I nie Twoim zadaniem jest ich uzdrawianie.
Energię raczej podaruj tym, którzy są Twoimi ludźmi. W ten sposób masz szansę na wygaśnięcie pożaru z powodu braku tlenu.
Idź dalej i rób swoje.
„Róbmy swoje!
Póki jeszcze ciut się chce”