Kiedy odchodzi wieloletni czworonożny towarzysz, świat na chwilę zamiera. Twój świat. Bo planety nadal szaleją, szaleją… Lecz przez kilka dni zupełnie Ciebie to nie dotyczy.  Zostawiasz wszystko, co się da, by zadbać o komfort ostatnich chwil życia pluszowego, coraz chudszego ciałka, które już nie ma siły się samodzielnie poruszać, więc w najpiękniejszych kocich oczach świata wyraża nieme podziękowanie za Twoją cichą obecność. Mówisz i głaszczesz, poisz wodą z pipety, wystawiasz na słońce- tam gdzie zawsze najbardziej lubiła się wylegiwać. I czekasz na nieuniknione. Bo śmierci nie umkniesz. Wysłuchujesz miauczącej skargi, która z wielkim wysiłkiem co jakiś czas wydobywa się z charakterystycznego pyszczka w szaro-burą kratkę. Jedziesz do weterynarza, chociaż dobrze wiesz co usłyszysz- ona i tak długo żyła i nie- nie jest chora. To starość. Niby zawsze wiedziałaś, że taki moment kiedyś musi nastąpić, a jednak nikt nas w szkole życia nie uczy, jak sobie z tym radzić. Zatem robisz, tak jak czujesz.

 Pani weterynarz patrzy na Was mądrymi oczami: -jeśli Pani będzie widziała, że kotka się za bardzo męczy- proszę przyjechać na zastrzyk.

-A co Pani potem robi z… ciałem?- nie wiem, jak mam się wysławiać.

-Ja nie utylizuję…

-Czyli pozostaje ogródek- tak, wiem,  że nie wolno- reflektuję się.

-Nie wolno, a jednak wszyscy to robimy- ciepłe oczy patrzą na mnie ze zrozumieniem.

Przywozisz zatem z powrotem do domu tę istotę, która w ostatnich chwilach swojego kociego życia jest zdana jeszcze bardziej na Ciebie. Zwierzę resztkami sił szuka sobie ustronnego miejsca w Twojej sypialni. Odchodzi się w ciszy. Bez błysków fleszy, bez fot cykanych ze smartfona. Przenosisz się zatem również do tego pomieszczenia, by być  w pobliżu, z nadzieją, że może odgadniesz na czas, co znaczy kolejne zachrypnięte miauknięcie. Wody tak? A może rozdrobnionej karmy na płaskim talerzyku, by łatwiej było ją zlizać. Tak. Udaje się. Kocie oczy patrzą z wdzięcznością. W tle leci cicha klasyczna muzyka. Moi bracia najmniejsi właśnie tak lubią. Konsultuję zdalnie z moją młodzieżą, co robić. No nic nie robić. Nikt nie ma odwagi bawić się w Boga. W nocy kotka przyczołguje się pod moje łóżko. Chce być blisko, jak najbliżej człowieka. Drugi czworonóg ze zrozumieniem ustępuje miejsca.  Och , jakie mądre są zwierzęta- myślę.

Noc jest ciężka. Co jakiś czas budzi mnie żałosne miaukanie. Nad ranem wszystko ucicha. Gdy dzwoni budzik boję się zderzenia z rzeczywistością. Jak się wstaje z łóżka, gdy spodziewasz się najgorszego?

Jednak Mary zwinięta w kłębek jeszcze oddycha. Zanim pójdziesz do pracy, sprzątasz podłogę wokół, przynosisz świeżej wody i wyciskasz pasek karmy- sosu z saszetki. Głaszczesz coraz chłodniejszy łepek. Czujesz, że to dzisiaj.

Po południu jest już po wszystkim.

Chcąc nie chcąc przez kilka najbliższych dni wspominasz te ponad piętnaście lat jej cichego, nienarzucającego się towarzystwa. Gracji z jaką zjawiła się w domu oraz wiernej codziennej obecności. Wierniejszej niż niejeden człowiek. Miłości do słońca i kawy oraz wyrażanej z sykiem niechęci do szczotki.  Umiejętności królewskiego brylowania w towarzystwie oraz medytacji w pozie sfinksa na sedesie w łazience. Udawania, że się jest kwiatem w drewnianej ogrodowej skrzyni. Łapania motyli. Chillowania w cieniu rozwieszonego w ogrodzie prania. Zasypiania na stosie czarnych uprasowanych ubrań. Czekania w progu na Twój powrót. Głośnego upominania się o wodę w poidle. Wgapiania się przez pół godziny w jeden punkt na ścianie.

Królowa była tylko jedna.

Dziękuję Mary Lou  za długoletnią kocią służbę.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *