Nie każdy tekst musi nieść ukojenie. I ten raczej nie będzie.

Z początkiem grudnia, jak co roku zresztą,  z prawie wszystkich stron i źródeł, czy to z telewizji, czy z kolorowych magazynów, lub z internetu, napływają do nas prośby o wsparcie. Wsparcie dla osób, które z różnych przyczyn, czy to losowych wydarzeń, czy też przewlekłych plag, mają w życiu trochę gorzej niż my. Finansowo rzecz ujmując- gorzej. Można by się było pokusić o zdefiniowanie, co oznacza to kluczowe „gorzej”, zawsze znajdzie się wokół nas, w bliskim lub dalszym zasięgu ktoś, kto ma czegoś mniej, znajdą się dla równowagi przecież i tacy, co mają więcej. Patrząc na to z tej perspektywy, nikt nigdy nikomu by nie pomógł, a do miłosiernej postawy byliby zobligowani tylko Ci, co mają „najlepiej”. A przecież tak się nie dzieje.

Od jakiegoś czasu, niekoniecznie tylko w okresie poprzedzającym święta, staram się zauważyć choć jedną osobę, która jest uplasowana na skali potrzeb, po tej stronie, że ma ich więcej lub nawet te podstawowe nie są zaspokojone. W tym roku zostałam wkręcona w otwierającą ludzkie serca akcję Szlachetna Paczka. Koleżanka M. szefowała temu przedsięwzięciu, ja dzielnie pomagałam. Udało się zmobilizować wiele osób, dzięki czemu zdefiniowane wcześniej potrzeby wybranej rodziny zostały w 100% zaspokojone. I gdyby to była bajka, to w tym momencie by się dobrze kończyła słowami: „i żyli długo i szczęśliwie*” i nikt nie pokusiłby się o obrócenie kolejnej karty w księdze, by doczytać i zobaczyć to, co małym druczkiem w tzw. przypisach do tekstu zostało umieszczone.

Ale życie to nie bajka. A przypisy nawet w najbardziej fascynującej księdze są z rzadka doczytywane do końca.

Na akcję było dość mało czasu, bo za późno została podjęta decyzja o naszym udziale. Ogarnianiu tego, kto ile czego przyniósł oraz zrobienie zakupów z funduszy, które udało się uzbierać pochłonęło trochę energii, lecz nie o tym chciałam. Więcej energii zostało zabrane przez niepotrzebne niezbyt życzliwe komentarze oraz prawie, że hejt. A po co to, a czemu tak nagłaśniamy tę akcję w firmie, niektórzy wręcz poczuli się przez nas zmuszeni do wrzucenia kilku złotych do naprędce zmajstrowanej skarbonki, która zresztą też została ohejtowana- że wiocha niby. No cóż- jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził. Poza tym miło było usłyszeć od rodziny, że wszyscy znajomi tej potrzebującej się nachapią i jak to ktoś w tych czasach może nie mieć ogrzewania w łazience? To bardzo studziło cały mój entuzjazm. Nie na nasze z M. nerwy to było. W każdym bądź razie żadnym Owsiakiem ani Ochojską bym być nie mogła- negatywne komentarze zjadłby mnie do cna. Jakoś trudno było sobie przemówić do rozumu- daj spokój i rób swoje.

Najbardziej emocjonalnym przeżyciem był oczywiście kontakt i przekazania paczek wybranej rodzinie. Patrzenie na czyjeś ubóstwo i niedostatek życiowy z pozycji chwilowego dobrodzieja. Wzruszenie, a jednocześnie wielka skromność matki trójki dzieci. Piec kaflowy jako jedyne źródło ciepła na całe mieszkanie. Brak ciepłej wody w kuchni. Samotność dość jeszcze młodej kobiety, której przecież nie zniweluje po brzegi zapakowane auto z różnymi dobrami. Świadomość, że taka doraźna pomoc nie zbawi ani świata tej grupki osób, ani tym bardziej całej reszty planety. Uprzytomnienie sobie, że to tylko kropla w całym morzu potrzeb i że takich przypadków w skali województwa chociażby jest całe mnóstwo. I ta myśl, że tak naprawdę to pomagający najbardziej chyba chce udowodnić coś sobie- że nie taki najgorszy jest, że wzrusza go los bliźniego, że tak zainwestowane dobro wróci do niego.

I tu szklanka zimnej wody na łeb- dobro nie wraca!

Jeśli sam nie zadbasz o swój tyłek, nie ruszysz go z kanapy, nie upadniesz sto razy na kolana, by sto jeden powstać, nikt o Ciebie nie zadba, żaden tak zwany dobry duch, los, karma, jak zwał tak zwał nie sprawi, że będzie Ci lepiej materialnie, duchowo, fizycznie, finansowo, uczuciowo.

To Ty jesteś kowalem, sterem , okrętem swoich wyborów i rzek, którymi płyniesz.

Jeśli więc liczysz na to, że rzucony pod kościołem grosz jako jałmużna, spadnie za miesiąc na Twój stół, to nawet jeśli tak będzie, to będzie to kwestią przypadku, chwilowego chichotu losu, a nie tego , że Twój gest został zauważony w kwaterze za trzecią chmurą po prawej.

Nie twierdzę, żeby przestać pomagać, bo to się nie opłaca. Fajnie, że wielu się chce i czynią to częściej niż raz w rok, natomiast jeśli ktoś traktuje to jak złotą drogę ku zbawieniu może się zdziwić.

Mnie do dziś nie opuszcza myśl, jak ta rodzina funkcjonuje teraz, miesiąc po całej hecy. Czy taka akcja tylko im pokazała, jak może być przez chwilę lepiej, by potem powrócić do życia poprzedniego, które tym bardziej żałosne będzie się wydawać….

 

 

 

Możesz również cieszyć się:

4 komentarze

  1. I’ve been browsing online greater than three hours today, yet I by nomeans discovered any fascinating article like yours. It’s pretty worth enough for me.In my opinion, if all website owners and bloggers made excellent content

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *