Jakiś czas temu chciałam pocieszyć kogoś znajomego i szukałam w necie sceny z filmu „Lepiej późno niż później”, w której to boska Diane Keaton przez kilka dobrych ujęć absorbuje widza rewelacyjnie zagranymi scenami płaczu, a właściwie to nawet rozpaczy. Do tej pory te sceny mnie bawiły i chciałam nimi rozśmieszyć kogoś, kogo też bawiły. Ale trafiłam na cały fragment filmu, czyli zalążek tej późniejszej rozpaczy tzn. scenę, w której Diane i Jack (Nicholson) rozmawiają na ulicy, a właściwie to ona wylewa z siebie to, co jej w duszy gra, a on nie bardzo wie, jak sobie z tym poradzić, bo nie chce mu się wyjść ze swojej skorupki i burzyć dotychczasowego trybu życia, bo przecież to może oznaczać potencjalne późniejsze zranienie, odrzucenie, cierpienie, a tego ten bardzo skupiony na sobie bohater za wszelką cenę chce uniknąć. Nawet za cenę ślizgania się zaledwie po powierzchni życia, zaliczania kolejnych coraz to młodszych laseczek, z którymi to nie wiąże go żadna głębsza myśl.

I tak oglądając tę scenę po raz któryś tam zreflektowałam się, że przestała mnie ona bawić, że jest w tym jakaś smutna drgająca nuta i wiele słów, które tam padły zrozumiałam inaczej lub jakby od nowa.

Diane mówi Jackowi: wiesz, to życie jakie miałam przed poznaniem Ciebie, wiedziałam jak sobie z nim poradzić, mogłam je wieść na zawsze. Ale teraz, teraz, co mam z tym wszystkim zrobić?

On ją lubi i owszem, lubi z nią rozmawiać, przespanie się z nią też mu nie przeszkadzało, ale strach przed czymś więcej jest tak porażający go, że powoduje wręcz fizyczne napady paniki. Dlatego wraca do swojego przewidywalnego życia, zasuwa na zamek błyskawiczny przez chwilę odkryte wnętrze i udaje sam przed sobą, że na czymś tak nikłym nie sposób budować przyszłości.

A ona zalewając się łzami, tworzy (bo jest pisarką) kolejną świetną sztukę, która się wręcz z niej wylewa i siedząc na schodach prowadzących na plażę pyta się swojej córki: czy można przechytrzyć bycie zranionym?  Według jej córki i owszem można: można się po prostu nie zakochiwać, stosując technikę samoobrony.  Na co Diane odpowiada: Nie możesz się do końca życia ukrywać przed miłością, bo to może nie wyjść Ci na dobre, może się cała rozkleisz? poznałam kogoś, otworzyłam się przed nim i przeżyłam chwile swojego życia (choć były krótkie i ulotne), Ty też możesz tak mieć! A jej córka z przerażeniem w oczach odpowiada: ja nigdy nie przeżyłam chwil swojego życia…

Więc na co czekasz??

Idź i żyj!

„Bo kto nie doznał goryczy ni razu, ten nie dozna słodyczy w niebie….”

Dla tych, co znają, ale chcą sobie przypomnieć oraz dla tych, którzy kompletnie nie mają pojęcia, o czym mowa:

http://www.youtube.com/watch?v=-ONEgXPyuL4

P.S. I właściwie dlaczego nie napisał jej ostatecznie, że tęskni za nią tylko wykasował litera po literze już napisane prawie wyznanie? Wie ktoś może?

 

 

 

 

 

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *