Nie, nie pomyliłam się.

Tak wiem, takie słowo nie istnieje.

Kto chce się pobawić, bo właśnie trafiła mu się niesamowicie nudna niedziela, może spróbować rozłożyć ten tytuł na czynniki pierwsze. Kto nie chce, nie musi oczywiście.

Nie jest to zbiór przypadkowych głosek. Mają tu one swoje znaczenie. Pisownia również. Chociaż, gdyby zapisać to tak: cyrkpopis też by nie było nie do zrozumienia. Dla niektórych chociaż.

Cyrku nigdy nie lubiłam. Te drewniane ławki bez oparć, z których bałam się, że spadnę i potoczę na ohydną wysypaną trocinami udeptaną trawę na skwerze w środku miasta. Ten smród- obsikanych i mokrych od deszczu, gnijących trocin oraz odchodów męczonych tu zwierząt. Te tłumy napierające na wejście i ja kurczowo trzymająca dłoń taty. Nie wiem dlaczego dorośli sądzą, że dla dzieci wyprawa do cyrku to frajda, przyjemność i wielka niesamowita zabawa. Może byłam dziwnym dzieckiem. Ale moja córa również nie lubi cyrków, a w szczególności klaunów. O tak to, co ma śmieszyć w tych czerwononosych przemalowanych facetach w za dużych butach, bardziej przeraża, odstręcza, powoduje dziwne ukłucia w żołądku. Tak, że nie smakuje już nawet lepka cukrowa chmura na patyku, ani przekładane kajmakiem wafle, które mama przyciskała dzień wcześniej deską i garnkiem z wodą, co by się lepiej skleiły.

Cyrk- to tymczasowość, karykatura upływu czasu, łzy zwierząt. Upadłe kariery byłych baletnic i bezwłose klatki piersiowe połykaczy ognia. Zbyt głośna muzyka niespełnionych trębaczy i anoreksja chodzącej pod kopułą po linie akrobatki. Kobiety z wąsami, rodzeństwo karłów, dziewczyna o dwóch głowach, tygrys albinos, człowiek-guma.

Ale może ktoś lubi.

A teraz przyszło mi żyć w cyrku, którego brawurowe popisy nie mają końca. Repertuar tworzony jest pod osłoną nocy i zaskakuje nas prawie co dnia nowymi gwoździami programu. Szalony nowy dyrektor cyrku w bardzo wyrafinowany sposób wywija pejczem strachu, by wszyscy skakali jak pchły w pudełku. I połowa cyrku skacze i nawet nie czuje, że nogi zaczynają boleć i tchu brakować. Drugiej połowie widowni wmawia się, że wszystko jest cacy, a lakier odpryskujący z metalowych słupów to tylko złudzenie optyczne. Odgłosy piły rżnącej drzewa na skwerze, by postawić jeszcze jeden namiot zagłuszane są piszczałkami grubasa w spodniach w pasy. Emerytowani dyrektorzy cyrku wdeptywani są w błoto i odbiera się im światowe zasługi. Kilkoro sierot z Anetto stoi z smarkami pod nosem, ale bez biletu, na który ich nie stać, nikt ich tu nie wpuści. Nieudacznicy mianowani są na treserów zwierząt, choć nie wiedzą nawet, gdzie słoń ma ogon. Konferansjer, który powiedział dwa słowa prawdy podczas ostatniego przedstawienia, już tu nie pracuje. Tancerka, która wyleciała z teatru z braku talentu, zostaje naczelną zespołu tańca. Wyrywa się osiemnastoletnią trawę, i sieje nową, której ziarna są przestarzałe i marne z nich będą plony.

Biada temu, kto nie chce się bawić w rytm jedynie słusznej melodii. Jego jazgot i tak zostanie zagłuszony przez miłościwie nam panujących panów. W tym cyrku trzeba znać swoje miejsce i absolutnie nie wychylać się. Być durnym i posłusznym, nie ubierać się na czarno, nie używać parasolek, inaczej ochrona może Cię wyprowadzić, a nawet wtrącić do lochu. Nauczyć się na nowo biologii i historii. Wierzyć w Ojca Maślaka i w teorie spiskowe. Rodzić dzieci, wszystko jedno jakie. Z drogi usuwać śledzie, gdy bor jedzie. Siedzieć w domach  przez kolejne trzy lata i nie angażować się. Nie demonstrować swoich odmiennych poglądów. Generalnie za dużo nie myśleć, idealnym było by nie myśleć w ogóle.

Boję się, że do tego czasu nie ostanie się już nic. Nic, co ma wartość. Prawną, duchową, sentymentalną, moralną. Plac wokół cyrku będzie zaorany i postawiony na głowie.

Co będzie PO tym wszystkim? Co z tym cyrkiem?

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *