Pewnie to niezbyt oryginalne skojarzenie, kiedy od ponad godziny sunę szosą moją mandarynką, próbuję dotrzymać rytmu piosenkom w radiu i myślę sobie, że jednak życie to podróż, porównywalna do jazdy autem dookoła świata. Z reguły stawiamy sobie jakieś cele w życiu, czasami zwykłe: jak miłość, dom, dzieci, czasami niezwykłe, jak zdobycie bieguna, kiedy nie jest się w pełni sprawnym. Ale przeważnie do czegoś dążymy, do czegoś co jak nam się wydaje da nam szczęście, spełnienie, satysfakcję.
Powiedzmy zatem, że tym przysłowiowym celem jest przejechanie kuli ziemskiej dookoła samochodem. Siadamy za kierownicą i wyruszamy w podróż. Niektórzy prą do swego celu z zawrotną prędkością, nie zważając na znaki, mijane krajobrazy, autostopowiczów. Liczy się tylko, by jak najszybciej dotrzeć do bazy. Tacy podróżnicy często łamią przepisy, czując się królami szosy, wpychają ukradkiem patrolom policyjnym gotówkę, by nic ich nie mogło zatrzymać, nie zatrzymują się na czerwonych światłach, nie zwracają uwagi na innych podróżujących. I co? i nawet jeśli uda im się dotrzeć do celu, na mecie okazuje się, że ich pojazd jest w agonalnym stanie, są osamotnieni, a osiągnięcie celu sprawia im radość tylko przez chwil kilka. Na tym etapie, albo zaczynają rozumieć, że wszystkie zakręty, które ścięli, wszystkich współpasażerów, których stracili, wszystkie czerwone światła, na których w pełnym pędzie przejechali były po coś, były ich lekcjami, których nie odrobili albo nie zważając na nic, wyznaczają sobie kolejny straceńczy punkt w samym środku tarczy. I wtedy im już nic nie pomoże.
Ci jednak, którzy odkryli, że to podróż była celem samym w sobie i że zrobili wszystko nie tak, pozostaje jeszcze podróż wstecz, chociaż nie ma gwarancji, że zakończy się ona sukcesem. Tym razem należałoby zabrać machających autostopowiczów, zatrzymać się, gdy przez drogę przechodzi pies, zamiast spychać go do rowu, pomóc zmienić koło stojącym na poboczu, zjechać na mniej ujeżdżaną drogę, żeby zobaczyć zachód słońca, przystanąć na stacji, kiedy nasz współpasażer ma pragnienie. I nie ignorować czerwonych świateł. Wtedy może okazać się, że cel już nie jest taki ważny, że ważniejsza stała się rozmowa z zabranym przypadkowo podróżnym, że boczna droga mimo gorszej jakości, zapewnia niesamowite widoki i że naprawiając komuś koło sprawiliśmy, że zdążył na ważne w swoim życiu wydarzenie. To zabiera z nas pustkę.
Czasem jednak nie ma takiej możliwości, bo podróż nie trwa wiecznie i pędząc na oślep można rozbić się na przydrożnym drzewie, więc może lepiej zrobić wszystko co w naszej mocy, by być od początku uważnym podróżnym?
Miejcie oczy szeroko otwarte, nigdy nie wiadomo, co na Was czeka za zakrętem…..
Cześć wpadłam na tego bloga przypadkiem. Jest bardzo przystępny, dobrze mi się go czyta, a jego sens do mnie dociera. Niezależnie czy jesteś tu długo czy krótko życze Ci wytrwałości i doceniam Twoją pracę. Oby tak dalej! 🙂
Twoja opinia również bardzo by mi pomogła jeden komentarz, odwiedziny znaczy dla mnie wiele.
Mój blog traktuje o poglądzie na życie, bardzo abstrakcyjnym poglądzie osoby dorastającej.
Z góry dziękuję 🙂
http:/1198-dni.bloog.pl