Taka mała kartka w mojej skrzynce, a sprawiła nie lada rewolucję.

„Zbiórka odzieży używanej, torebek, zabawek, pościeli, butów i uwaga!: elektrośmieci.”

Najpierw ta informacja jest mocno zignorowana, jednak już, już zaczyna kiełkować mała podstępna myśl, by niespodziewanie dojrzeć tak gdzieś parę minut po godzinie 23.

A jakby potraktować to jako okazję to wyczyszczenia szaf? Do pozbycia się zbędnych, zalegających zakamarki domu i duszy rzeczy w imię hasła: im mniej- tym lepiej?

No i zaczyna się: w wielkim czarnym foliowym worku lądują nienoszone spodnie, spódnice, bluzeczki, torebki różnej maści, męskie swetry, kilka par sezonowych butów, pościel, pod którą nie ma kto sypiać, zabawki, które dawno zapomniały o hucznych imprezach.

Po prostu przestałam się łudzić, że kiedyś ten ciuch jeszcze zostanie na grzbiet naciągnięty, albo będzie modny. Wszystkie złudzenia lądują w zajmującym pół przedpokoju worku.

Jakież to oczyszczające! Jak mi lekko! Czuję się jak kolorowy, piękny balon bez zbędnego balastu. Mogę unosić się w górę, wyżej i wyżej, o yeah!

Zbiega się to wydarzenie jakoś tak niechcący z lekturą artykułu o minimalistkach, w którego to imię im mniej przedmiotów Cię otacza tym lepiej, bo i tak większości otaczających Ciebie rzeczy w ogóle nie używasz! Fakt! No bo kiedy ostatni raz używałam tego paska? Albo kiedy i ile razy założyłam tę sukienkę?

Jakie to uwalniające, zwolnić się od potrzeby upychania sobie prowiantu na jakieś bliżej nieokreślone potem, na wzór chomika w kołowrotku. A co z tym co tu i teraz? Leży i kwiczy przysypane gratami oraz brakiem czasu, w pogoni za pieniądzem, by nabyć następne zbędne graty.

Po co przywiązywać się do przedmiotów? Czy nie lepiej po prostu skupić się na byciu?

Ja zresztą trochę jak na czarownicę przystało wierzę, że rzeczy mają swoją duszę i te czystki szaf to dopiero początek mojej małej rewolucji. Bo książka, która leży na półce i jest od kogoś, o kim chciałabym już nie pamiętać, to właśnie taki przykład rzeczy z duszą. Ze złą duszą.

Oddać, wyrzucić, pozbyć się, wyczyścić! To trochę fengszujowate podejście, wiem i niektórzy malują pewnie sobie teraz znaczące kółko na czole. Ale ja nabrałam rozpędu i myślę, że pozbywanie się balastu to jedyna słuszna droga.

By zrobić miejsce na nowe przeżycia, rzeczy tylko z dobrą duszą, przedmioty, na które patrząc wspomina się miłe, pełne miłości chwile.

Pomału, pomału w moich szafach jest przestrzeń, powietrze, porządek.

I jakoś tak automatycznie w środku mnie także…..

 

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *