Tak się ostatnio porobiło i tyle się dzieje, że czasu brak na pisanie, ale to co się działo we wtorek pod Palmiarnią wymaga kilku słów wspomnień.
Zaczęło się parę dni wcześniej informacją na fejsie, że będziemy zajawkę filmową kręcić, aby nasz zielonogórski półmaraton rozreklamować. Pomysłów na scenariusz kilka, z przebieraniem się włącznie.
W sobotę idę do runplanetowców swoje pierwsze butki biegowe z okazji urodzin nabyć i Gosia pyta: „ ale będziesz we wtorek? Będziesz?”. No ale jak mam nie być, przecież takie akcje to jest to co Tygryski (i Atomówki) lubią najbardziej. No musiałoby się nie wiem co wydarzyć niespodziewanego, policja musiałaby mój dom najść czy co, żebym nie dotarła…
Ale czy mogę przyjść z moją młodszą i starszą młodzieżą? No mogę chyba, w końcu statystów nigdy dość!
W dzień zdjęciowy trochę jak zwykle niespodziewanych zdarzeń mnie atakuje, bo trzeba np. jechać do weterynarza z kotem, który jakąś paskudną dziurę w głowie ma, pewnie ptak jakiś wredny go dziobnął, za ostatnie udane polowanie na współbracie, ale dobra organizacja to podstawa i po czterdziestu minutach jesteśmy z powrotem w domu i można atomówkowy strój z szafy wyciągnąć. Wprawdzie koncepcja scenariusza się lekko zmieniła i w miejsce powiewnych sukien i gangów mają być stroje związane z jakimś zawodem.
I tu mały cytat z Tomkowego wpisu na fb:
Motyw przewodni – BIEGAĆ KAŻDY MOŻE! więc każdy „ubiera” się w jakiś zawód. Pielęgniarka (tylko nie taka z niemieckiego filmu dla dorosłych), Hydraulik, Księgowa, Elektryk (Łukasz na Ciebie liczę), Sekretarka (nie z filmu) Piekarz, Strażak, Ksiądz, Bufetowa, Menel … liczymy na Waszą kreatywność
No dobra, to jesteśmy kreatywni, czy nie? Wprawdzie jakoś żaden zawód powszechnie szanowany i strój odpowiedni do niego do głowy mi nie przychodzi, ale może po prostu zrobić powtórkę z sylwestra?
Peruka od córki jest? Jest. Okulary zakupione nad morzem są? Są!
Syna namawiam:- Jedziesz ze mną? Fajna zabawa będzie….
Barti jak zwykle pełen entuzjazmu: – Czy ja zawsze muszę oglądać wszystkie Twoje występy?
Ja: – ….? Ale to mój pierwszy taki dopiero będzie….
Barti: – no właśnie, to nie powód, żeby zaraz go oglądać…
No lekko skrzydełka mi opadają, ale fakt, żadna tam ze mnie gwiazda, ani Monica Belluci tym bardziej, więc może jak już oskara zdobędę to syn się do mnie przyzna?
Majli i jej psiapsiółka są bardziej żądne sławy, błysku fleszu i całego wariactwa i długo ich namawiać nie muszę.
No to lądujemy jako pierwsze w wyznaczonym miejscu, dzięki czemu możemy obserwować jak to zajeżdżają swoimi rydwanami kolejni aktorzy. Tak to przybywa cała ekipa z lekarskiego „ na dobre i na złe” tudzież z „ostrego dyżuru”, zwariowana zakonnica rodem z filmów z Lois de Fines wraz z policjantem w niezbyt pełnym rynsztunku od pasa w dół, szalony kucharz prawie jak z Muppetów, mechanik samochodowy, który potem zamieni się w Rockiego, seksowna pani Prezes, bardzo wymagająca nauczycielka, która moje dwie małolaty jako swoje uczennice przygarnie, żołnierz prosto z Wietnamu, krejzi pani Nurek, a na koniec bardzo filmowo wbiega na schody Młoda Para. Gdzieś tam po dłuższej chwili dołącza do nas Wróżka/Cyganka z zaczarowanym jabłkiem. No to? Kręcimy??
Kamera! Akcja! Klaps! Biegać każdy może: scena pierwsza, ujęcie pierwsze….
Ale kto? Co ? i jak?
Wy sobie tak tu siedźcie i będziecie dobiegać, i tak każdy będzie się dołączał…
W międzyczasie indywidualne ujęcia z drugiej kamery kręci drugi kamerzysta Kuba.
Ciężka jest praca aktora, najwięcej to się stoi i czeka na swoje pięć minut. I lekko się marznie, bo asystentka nam pledu na ramiona nie podała i trzeba na pytania gapiów odpowiadać I jeszcze trzeba posłusznym być i słuchać scenarzysty/ reżysera. Trochę się gubię, kto nim w końcu jest, właściwie pod koniec każdy po trochu jest i scenarzystą i reżyserem i aktorem, jak to w niskobudżetowych filmach bywa. Panuje reżyserowany chaos, ale bawimy się przednio, duch w narodzie jednak nie umarł. Bravo, bravissimo!
Podczas kręcenia ostatniego ujęcia, mamy sporą grupę widzów, ale i jest na co patrzeć. Krejzi pani Nurek zanurza się w fontannie, aby za chwilę z niej wyskoczyć i dołączyć w płetwach i rurce do całej reszty biegnących świrów. Ze śmiechu bieg mi chyba słabo wychodzi, a tu jeszcze trzeba się szybko przebrać, strój kosmity zrzucić i szarą bluzę nałożyć (przebieranie się jest kolejną żmudną czynnością aktora…), bo finałową scenę kręcimy wbiegając na schody, wszyscy w szarych lub w szaropodobnych bluzach w stylu treningu z Rocky.
Pytanie do montujących nagrania z tego szalonego wieczoru: chyba nie będziemy musieli miejskimi autobusami jeździć, żeby obejrzeć końcowy efekt naszych prześmiesznych starań?
Aha. I jeszcze najważniejsze:
…. and the Oscar goes to……: Zwariowana, Jedyna, Niepowtarzalna Pani Nurek!
a na dowód naszych niecnych poczynań link do filmiku: http://vimeo.com/73532391#at=0
Atomówko, wspaniała relacja, dziękuję! Tego faktycznie nie da się zapomnieć… Pozdrawiam