Wita Was biała Masajka z krainy Spuchniętej Wargi i to bynajmniej nie tej, o której większość z Was pomyślała Mrugnięcie okiem

Jak coś może się nie udać to się z pewnością nie uda, jest to któreś prawo Murphego czy jakoś tam.

Drugi już tydzień charakterystyczna cecha mojego plemienia czyli Spuchnięta Warga daje o sobie znać i nie pozwala na wykonywanie wielu czynności, które normalnie, mając zwykłej wielkości, ponętne usta bym wykonywała.

Ominął mnie zatem konkurs na Miss Fabryki Szczotek, ominęło mnie kręcenie reklamy najnowszej szminki Chanel, koło nosa przeszła mi sesja fotograficzna do Playboya, a w szczególności nie doświadczyłam tym razem serii namiętnych pocałunków z Bradem Pittem, które to miałam zaplanowane na poniedziałek.

I jak tu coś planować, kiedy wszystkie plany biorą w łeb z chwilą, kiedy siedząc w Paryżu na premierze najnowszego Bonda czujesz charakterystyczne swędzenie na ustach i już wiesz, że choćbyś stosowała tysiąc różnych specyfików, nazajutrz rano i tak obudzisz się z Wielką Napuchniętą Wargą i trzeba będzie założyć kask motorowy, ewentualnie przysłaniać swą twarz wachlarzem, żeby w ogóle wyjść z domu.

Także nie moi mili, dzisiejszego wieczoru nie spędzam w ramionach przystojnego blondyna, jutro nie będzie relacji z tych zdarzeń i za Gosią z Lejdis mogę powtórzyć: a miało, miało i się zesrało….

Howgh!

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *