Gdyby dało się tak złamane serce nałożyć na specjalne prawidła, tak żeby nie zmieniło kształtu zanim znowu zacznie bić. Bo rzucone w kąt, na dno szafy, tak jak sezonowe buty, staje się wklęsłe, zapadnięte, coraz bardziej popękane. Im dłużej leży nieużywane, bo zima szalejąca w nas nieskończenie się przedłuża, tym wolniej wraca potem do swojej pierwotnej formy. Czasami zimy są tak mroźne, że nie wraca nigdy. Kiedy w końcu z mozołem jest wyciągane na światło dzienne, i chcemy je przymierzyć, okazuje się, że tak jak skórzane botki, nie zawsze wszystko jest jak przed zimą. Niektóre rysy są nieodwracalne, niektórych nie da się zamalować pastą, choćbyśmy tarli bez końca.
Dlatego takie prawidła, stworzone na miarę specjalnie dla naszego serca, powinniśmy wkładać zanim podejmiemy decyzję, że teraz to już nikt nam go nie podepcze, nie stłucze, nie porysuje.
Taką funkcję mogą pełnić przyjaciele. I wcale nie musi być ich wielu.
Oni nie pozwalają twojemu sercu do końca zmienić kształtu. Są wtedy, kiedy potrzebujesz, co nie znaczy, że non stop. Ale wiesz, że wysłuchają, nawet jak nie mają mądrej rady, pościelą łóżko, kiedy chwilowo nie wiesz, gdzie twój dom, rozpieszczą truskawkami w musującym winie i nie pozwalają twojemu sercu zgnuśnieć, chociaż tak byłoby mu może wygodniej. Dla nich jakoś się trzymasz, choć może dawno już chciałoby się poddać.