Popełniłabyś jakiś wpis- słyszę jakiś czas temu od H.
Twoi fani za Tobą tęsknią- mówi J.
Jakoś dawno nie widziałem Atomówki….. Hmm, ja właściwie też, bo siedziała cichutko przysypana aktami dnia codziennego….
Zatem popełniam wpis.
Wiem, dawno mnie nie było, ja sama o sobie prawie zapomniałam, może kiedyś wyjaśnię całą masę powodów, dla których milczałam.
Wpis po roku nie- wpisów miał być lekki i przyjemny jak letnia bryza, a jednak takowy chyba nie będzie, bo będzie o tym, jak to czasami w życiu trzeba coś szybko i zdecydowanie przerwać, żeby nie stracić wiary i resztek szacunku do samego siebie.
Bo bywają sytuacje i każdy potrafiłby wymienić ich przynajmniej kilka z własnego doświadczenia, kiedy tzw. kropla przepełnia czarę, kiedy miarka się przebiera, kiedy po prostu jest o jeden krok i most za daleko i trzeba wyjąć skalpel precyzyjnego cięcia i zrobić szybkie i krótkie szastu-prastu, nie oglądając się, czy któreś naczynko przy okazji pęknie. Pęknięte naczynko co najwyżej zasklepi się kolejnym precyzyjnym narzędziem typu laser, rozlaną krew i łzy się powyciera gąbką czasu, a nadkruszonego kręgosłupa moralnego za bardzo podrasować się nie da. To coś albo się ma, albo nie.
Tzw. duma i godność własna. Taka część nas, która nie jest do kupienia za żadną cenę, taka granica, której się nie przekracza, nawet jak bardzo boli.
Są takie sytuacje w życiu, prywatnym i zawodowym, kiedy się mówi stop.
Stop kłamstwu, drugiemu życiu, miłostkom na boku, stop lekceważeniu, połykaniu gorzkich słów w imię sprawy! Jedyna sprawa, za którą warto umrzeć, sprzedać swoją pozycję społeczną i bezpieczeństwo finansowe to nasza własna godność.
Także mówię stop bezpodstawnej krytyce, stop obrażaniu i słomie z butów, stop mobbingowi słownemu, stop oczernianiu i zamiataniu problemów pod dywan! Stop mówieniu, że pachnie, kiedy śmierdzi z każdego kąta, stop uśmiechowi w połowie twarzy, stop mówieniu tak, gdy myśli się nie. Stop kopaniu w dupę! Stop mówieniu, co powinno się myśleć i robić tylko dlatego, że jest się kobietą, córką, żoną, matką.
Nic! Nic się nie powinno! Jedyną powinnością naszą jest zgoda z samym sobą.
Nawet, jak nie wiesz co Cię czeka za zakrętem, za tę nową podjętą decyzją, nie masz żadnej pewności, ani spadochronu, czasami musisz skoczyć. Nie skacząc i tak za jakiś czas utoniesz: w wyrzutach sumienia, w samogwałceniu się do zadań, których ani milimetrem ciała nie czujesz, w układach, które nie będą prawdą, tylko właśnie układem.
Stop układom! Stop podpisywaniu porozumień, żeby ktoś tylko milczał.
Stop, STOP, STOP!
Stop pseudo-przyjaźniom, niby-miłościom, stop udawanemu współczuciu.
Ostatecznie i tak zostaniesz sam ze sobą, Ty i Twoje odbicie w lustrze.
Spojrzysz sobie w oczy ze wstrętem, czy ze spokojem?
Zrobiłem wszystko co mogłem, nawet i więcej, ale to nie moja droga. Ta droga nie chce mnie, krocząc nią zadaję sobie tylko ból.
Muszę z niej zejść i poszukać innej, swojej własnej, którą będę podążał w spokoju.
Jak drogą kroczysz dzisiaj? Tą narzuconą przez układy, związki, hierarchie, zdrowie, finanse? Czy taką, jaką sam sobie wybrałeś, choć może nie była najłatwiejsza, choć może inni pukali się w czoło, choć może jest wbrew temu, co myśli rodzina lub inna wspólnota?
Wiem, wiem, tak naprawdę nikt z nas nie jest wolny, nawet jak mu się tak na jawie wydaje. Sznureczków w życiu jest wiele, które nas w czasem niefajnych układach trzymają, nikt nie jest samotną orbitą. Mamy rodziny, o które trzeba zadbać, bliskich, kredyty, ogródki, koty, psy i inne hobby.
Ale może czasami trzeba zaryzykować i rzucić złą ścieżkę, może tym naszym bliskim po jakimś czasie wyjdzie to na dobre?
Każda mała zmiana, powoduje inną małą zmianę w otoczeniu. Nasze decyzje nawet niepozorne wpływają na innych.
Ja dzisiaj po podjęciu jakiś czas temu ważnych życiowych, acz ryzykownych nie tylko dla mojej egzystencji decyzji, nie żałuję. Choć nie wiedziałam, czy dam radę, choć nie miałam żadnej gwarancji, że sobie sama poradzę, choć niektórzy zamiast mnie wspierać, potrafili jeszcze dołożyć prosto między oczy. Przynajmniej przekonałam się kto ze mną, a kto przeciw mnie, i dzisiaj mogę spokojnie pić wino, kiedy mój tak zwany eks się żeni.
Przetrwałam? Żyję? Śmieję się, smażę naleśniki, kocham.
Może więc i na zawodowej drodze czas zmienić skład i kierunek jazdy? Może to nie grozi całkowitą katastrofą?
Hu nołs……
Siedzenie w klatce z wielkim napisem WOLNOŚĆ nie jest przecież wolnością.
Śpijcie smacznie, nie martwcie się jutrem, krążcie w przestworzach….
Powtórzę slogan, ale być może ta zmiana to nowy , lepszy etap życie, czego życzę Ci z całego serca. Uściski Henia