Samotny mężczyzna w średnim wieku, pochodzący z Tunezji, na stałe mieszkający w Niemczech….
Mógłby to być wstęp do ostatnio coraz liczniejszych informacji o atakach terrorystycznych lub atakach szaleńców- zależnie od tego, czy w tle stoi rzekome państwo, którego nazwy nie będę tu podawać, a i tak każdy będzie wiedział o czym mowa, czy też ktoś, kto niby był pod opieką psychologa i można się było spodziewać, że prędzej czy później jakiś wybuchowy numer wywinie.
Ale nie do takiej historii jest to wstęp.
Bo Adel nie jest sfiksowany na punkcie swojego wyznania, nie skrzywdziłby nawet muchy i mimo swojej beznadziejnej pozycji Ausländera nie idzie na ulicę, by unicestwiać przypadkowych przechodniów.
Jemu oprócz tego, że w porze jesiennej i zimowej jest ciągle zimno i ubierać się musi wielowarstwowo, jest niezmiernie wstyd za tych, którzy czynią zło w imię czegokolwiek i mają kolor skóry podobny do jego koloru.
Mieszka razem z dwójką polskich przyjaciół w wynajmowanym mieszkaniu w jednej z dzielnic Hamburga, chodzi do pracy, zarobione euro odkłada, by spłacić dług. Dług, który powstał wcale nie przez jego nieróbstwo, niewykształcenie, korzystanie z zasiłków, lecz przez życie.
Do Niemiec przyjechał za niemiecką żoną, która jednak potem się rozmyśliła i już żoną nie Niemca być nie chciała, w tle historii jest dziecko, więc część całkiem sporą swoich dochodów Adel oddaje na poczet alimentów. Ponieważ jest jedynym w rodzinie, który uważany jest za tego, któremu się w życiu udało, w obliczu ciężkiej choroby matki tylko on mógł zdobyć pieniądze na jej leczenie. I zdobył. Zaciągając dług.
Gdyby nie pomoc polskich przyjaciół praktycznie nie miał by z czego żyć, bo teraz ten dług trzeba spłacać.
Nie pije, nie bije, nie pali, nie stać go na zbytki i szaleństwa. Ale jakoś funkcjonuje i stara się być dobrym obywatelem.
Czy wobec coraz gorszych nastrojów w społeczeństwie niemieckim Adel powinien się czegoś obawiać? Czy wychodząc na ulicę widać po nim, że jest „normalnym” imigrantem i nie ma siekiery w plecaku? Czy może powinien to sobie wytatuować na czole lub innej widocznej części ciała? I czy to go uchroni od nienawistnych lub pełnych lęku spojrzeń w metrze, na ulicy, w sklepie?
Takich historii w wielomilionowym multi-kulti społeczeństwie jest z pewnością na pęczki. Jak kolorowych kredek w pudełku. Ale czy będziemy o nich pamiętać w chwili strachu?
Dokąd pędzi ten pociąg?