A jeszcze bardziej głupio jest mieć projekt i nie umieć nim zarządzać. I gdy chęć w narodzie jest wielka, aby czegoś nowego się nauczyć, dowiedzieć, jakieś klapki w mózgu sobie odblokować, albo nawet dowiedzieć się, że o projekcie, a tym bardziej zarządzaniu takowym nie mamy najbladszego pojęcia i właściwie większość rzeczy, która nam się do tej pory w życiu zawodowym udawała, to tylko ze względu na emocjonalną inteligencję i inteligencję w ogóle i jakieś tam wyczucie, co jest dobre, a co złe, to trafiamy i to zupełnie nie przypadkiem na warsztaty zarządzania projektem w metodyce ten step. I powiem tak: WOW!
W wielu już szkoleniach miałam okazję uczestniczyć, wiele godzin mojego życia, z tego powodu uważam za mocno zmarnowane i trochę, a nawet mocno sceptycznie, na pierwsze zajęcia do pałacyku w K. przybyłam. Dodam jeszcze, że jestem dość upierdliwym słuchaczem, a ponieważ jakiś czas byłam po drugiej stronie barykady, wiem jakie sztuczki stosuje wykładowca, gdy mu się nie chce. Z tego też powodu nie daję się łapać na lep lania wody, jestem bezlitosna dla nieprzygotowania lub braku wiedzy, z tego powodu rezygnowałam z wielu kursów językowych na przykład, aż w końcu trafiłam na nieporównywalnego w swoich metodach i pasji nauczania języka I. (pozdrawiam!), po którym wszyscy inni próbujący mnie nauczyć angielskiego okazywali się smutnymi niedoróbkami tudzież podróbkami lektorów.
No to trafiam na warsztaty z projektu, ja i moje dwie koleżanki D. i K. Klamka wyjątkowo nie zostaje mi w dłoni podczas otwierania drzwi. O 8 rano w sobotę, marzę tylko o dobrej kawie podanej mi do łóżka, więc, ten ktoś, kto będzie prowadził zajęcia musi się nieżle postarać, żeby nie tylko mnie obudzić, ale też skupić przez całe osiem godzin moją wybredną uwagę. Hmm, biedak myślę sobie.
A tu a kuku! okazuje się, że pan P. nie dość, że przygotowany, to jeszcze wie o czym mówi, i to mówi w sposób, który powoduje, że jest mi lekko wstyd, że co chwilę wiszę z powodów zawodowych i prywatnych na telefonie, co chwilę wychodzę, albo piszę pod stołem sms, bo muszę zdalnie zarządzać moją małą rodzinną flotą.
Pan P. (pozdrawiam!), nie dość, że nadał mocne tempo, to i wymaga od mojego mózgu przebieżki w bardzo szybkim tempie, a mój znudzony rutyną mózg bardzo lubi takie wyzwania. D. i K. również są bardziej niż zadowolone, potem dowiadujemy się nieoficjalnie, że nawet jesteśmy niegłupie. No cóż z ust Pana P. to naprawdę komplement. Pracujemy grupami: jedni mają zaprojektować wesele córki dla Pana P. drudzy zaś wyprawę na Kilimandżaro. Co zatem jest potrzebne do wyprawy na Kilimandżaro: 1 sztuka Kilimandżaro na pewno, taki tekst, jak i inne: „małpa z brzytwą”, „sikanie pod wiatr”, „zwałowarka to nie jest to co wszyscy myślą” oraz ” urzędnik jak gęś łyka wszystko” powodują, że co mi się rzadko zdarza: zaczynam Pana P. nawet lekko lubić, bo lubię ludzi z humorem. A gdy pod koniec zajęć w jakimś tam kontekście słyszę mój ulubiony ostatnio cytat z Scarlett O’Hara: „Pomyślę o tym jutro”, to czuję, że to nie będzie kilka straconych sobót w moim życiu, to będą soboty, z których postaram się wycisnąć jak najwięcej i na pewno nie będę miała powodów do zdarzającego się mi często leserstwa.
Mam nadzieję, że za kilka tygodni, nie poczuję się rozczarowana i że tempo warsztatów pozostanie na tak wysokim poziomie.