Dobrze jest tak zacząć sobotni poranek. No wstać się z łóżka nie chciało, bo zimno. Ale jak już się przywitało słońce, zjadło lekkie, niepowodujące potem kolek śniadanie, wbiło w leginsy, syna przekonało, że sport to zdrowie, a sport w sobotni poranek to zdrowie do kwadratu i na stadion się przybyło, to człowiek, a nawet kobieta, się obudził. W grupie jednak raźniej się biega. Zdecydowanie bardziej głupio jest sobie odpuścić i się wyłamać, albo poddać. Truchtamy więc sobie w interwałach, trener Darek do zdjęć każe podskakiwać, więc wszystko dla trenera 😉 . Oczy mrużę pomimo okularów na pół twarzy, lekka zadyszka pod koniec mnie łapie. Słucham rozmów biegnących za mną, dzisiaj temat dla moich uszu zdecydowanie przyjemniejszy: o słomianym zapale, bo w środę o planowaniu ślubu było. To pod tym dzisiejszym dialogiem bardziej się podpisuję, bo też go mam: słomiany zapał znaczy. Do wielu rzeczy niestety. I też się tak jak współbiegaczki zastanawiam, na ile mi zapału z bieganiem starczy. No na razie jest dobrze i tak jak myślałam o sobie, że bieganie to nie dla mnie, że ja tam wolę długości basenu wte i wewte przemierzać, albo na macie od jogi wyginać śmiało ciało, to wciągnięcie mnie w 6-tygodniowy program biegania przez biegającego już od dawna J. nie było chyba głupim pomysłem. Dobrze jest zająć kilka razy w tygodniu czymś intensywnie ciało, tak by oderwać się od mało fajnych myśli. A potem po przyjściu do biura toczyć dialogi pod hasłem: „ H. biegałaś wczoraj? no i jak było? po śniegu to ciężko, ale kolce na buty sobie zakładam” „Hej, a widziałaś tę kolekcję na Tchibo?? Ale bluzy fajne i kurtki do biegania. No ja sobie buty właśnie zamówiłam. Nie gadaj! Pokaż! Ale fajne!” „ Ty a widziałaś te spodnie ¾ fioletowe? Do butów by mi pasowały!” „ A będziesz dzisiaj na stadionie? Bo ja będę godzinę wcześniej, bo dyżur mam.” No plan jest, że będziemy, a jak!” „ A wczoraj po osiedlu biegałam sama, bo Barti niechcica miał, a potem nogi jakie spuchnięte miałam!” „Ej to normalne, przyzwyczaisz się, tylko przeginać na początku nie można”.
Na lodówce wśród różnych karteluszek z ocenami dzieci, ważnymi numerami telefonów i magnesami z życiowymi sentencjami pt.: „Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy” (nie mam, uff), zawisł więc dumnie plan 6-tygodniowego treningu, na którym pisakiem odznaczamy kolejny zaliczony trening. Nagrodę też sobie z Bartim wyznaczyliśmy: jakiś fajny sportowy ciuch, w którym będzie się jeszcze fajniej, dłużej i szybciej biegało.
Tak to wczesnoporanne i jeszcze przed pracą wizyty na basenie, które swego czasu z A. uskuteczniałyśmy, z braku możliwości organizacyjnych przerobiły się teraz na wizyty na stadionie bez względu na aurę.
Trzymajcie za mnie kciuki! Żeby mi nie przeszło! 😉
Pięknie! Powodzenia więc i wytrwałości 🙂 No i do zobaczenia następnym razem na stadionie…