Leżę na kanapie, na mnie leży kot, rozmyślam, co w popołudnie w samym środku tygodnia jest nie lada rarytasem. Podopiecznych nie ma, cisza spokój i nagle całkiem w stylu Bridget Jones zaczynam się nad sobą użalać. ( w tle słychać piosenkę „All by myself”). No bo gdybym teraz na przykład zasłabła, dostała wewnętrznego krwotoku, zapadła …
