Kiedy ostatnio zrobiłeś coś po raz pierwszy?

„Jeśli dzisiaj wygląda jak wczoraj- coś jest z Tobą nie tak”- Paolo Coelho

Nowy Rok zaczęłam od zerwania z siebie resztek pajęczyny rutyny, które jeszcze gdzieś tam na spodniach mi pozostały i zrobiłam coś po raz pierwszy- upiekłam pączki. Podobno wyszły niezłe. Chyba też nieświadomie przejęłam schedę po dziadkach  – 1 stycznia to babcia Inka i dziadek Franek piekli pączki , to była nasza mini rodzinna tradycja. Szliśmy tłumnie do nich z noworocznym szampanem i objadaliśmy się do nieprzytomności wielkimi, lukrowanymi ,okrągłymi wypiekami urządzając przy tym konkursy typu: spróbuj zjeść pączka bez oblizywania się lub kto zje więcej.

Wrzucając wczoraj wyrośnięte krążki na rozgrzany tłuszcz przypomniało mi się, jak jako mała dziewczynka chodziłam czasami z babcią do pączkarni, w której pracowała i jak fascynujące było patrzeć, jak ona i jej współpracownica jednym lekkim, szybkim uderzeniem cedzaka przewracały drożdżowe kule w kotłach z wrzącym tłuszczem na drugą stronę smażenia- pac, pac, pac…

Może by więc codziennie robić jedną rzecz, której jeszcze nie robiłam lub robić rzeczy, które robię od dawna i rutynowo, ale w zupełnie inny sposób?

Nie mówię tutaj o tym, by zacząć chodzić do tyłu- przez godzinę jutro- choć właściwie, dlaczego by nie? Jak mogłoby to odwrócić perspektywę takiej zwykłej czynności, do której nie przykładamy większej wagi, dopóki kłoda drewna niesiona do kominka nam na stopę nie spadnie i z brakiem świadomości o pękniętej kości śródstopia utykamy sobie przez miesiąc, zanim wybierzemy się na rentgen.

Na półce w sypialni mam taką książkę, o której  teraz sobie przypomniałam- „Przez 10 minut” Chiara Gamberale. Z grubsza chodzi w niej o to, aby podjąć się gry o następujących zasadach: przez 10 minut dziennie przez jeden miesiąc robić coś, czego się wcześniej nigdy nie robiło. To może być cokolwiek i wcale nie musi się udać. Wystarczy spróbować. Chodzenie tyłem po biurze, pomalowanie paznokci na szalony kolor, pojechanie/ pójście do pracy inną drogą, nauczenie się nowego kroku w tańcu, zrobienie psikusa koledze w pracy,  przyszywanie guzika, przygotowanie czegoś  nowego w kuchni, uczesanie się zupełnie inaczej, ubranie ciucha, o który nikt nas nie podejrzewa, zagadanie sąsiada, z którym nigdy nie rozmawiamy, trzymanie na kolanach psa, założenie skarpet nie do pary, umyślnego wchodzenia w kałuże, wejścia do sklepu mięsnego i zapytania o świeżą dostawę farb. Ile dusz, tyle scenariuszy.

Pytanie co jest wygraną na końcu tej gry?

Spróbujcie i dajcie znać!

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii życie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *