Każdy ma jakiegoś bzika…

A kto nie ma, niech pierwszy rzuci kamień…

Bzik to może być jakieś dziwne (dla innych), odmienne od normy (lecz cóż nią właściwie jest?), nie rozumiane przez niektórych zachowanie, które powoduje ( u tych którzy nie rozumieją), że palec wskazujący odruchowo chce wykonać na czole znak kółka, który to (ten znak) jest powszechnie uważany za obelżywy, a znaczy tyle- Ty chyba jesteś świrem…

Wobec mnie osobiście wykonano parę razy wyżej wymieniony ruch charakterystycznego kółka i było to o te parę razy za dużo ( dla właściciela owego palca). Ostatni raz, który pamiętam, dotyczył sytuacji tzw. stołowej. Otóż jadłam z właścicielem owego palca śniadanie, które w większości sama kreatywnie sporządziłam, a że mam takie dziwactwo, które objawia się tym, że jak ktoś wchodzi w mój rewir- tutaj czytaj -przestrzeń na stole, na której leży talerz, z którego jem, kubek z herbatą, sztućce oraz wokół nich produkty, które mam zamiar spożyć, i przysuwa, odstawia zbyt blisko mnie, naruszając ówże rewir, przedmioty, przyprawy kuchenne, to zaczynam czuć się nieswojo, nerwowo i reaguję instynktownie odsuwając te przedmioty dość dynamicznie, wręcz wypychając je ze swojego rewiru. Właściciel palca kompletnie tego nie rozumiał, wobec czego pokazał mi znak, który mówił wszystko. Niestety bardziej o nim, niż o mnie.

Jakby tak się zastanowić, to mam tych bzików trochę więcej i osobiście nie uważam, żeby były szkodliwe, co najwyżej można z nich lekką szyderę mieć, pośmiać się razem ze mną lub zrozumieć i pokochać…

Spontaniczna i przypadkowa lista moich wariactw:

  1. Od lat prenumeruję swoje ulubione czasopismo. Gdy przychodzi do skrzynki, jest to znak, że przez najbliższe kilka dni i kaw, będę się delektować tekstami, zdjęciami, próbkami kosmetyków i generalnie czasem dla siebie, bo z tym mi się kojarzy czytanie TS. Jednak, gdy ktoś rozpakuje przesyłkę przede mną, a co gorsza zacznie przeglądać pierwszy czasopismo, a jeszcze broń panie bosze odrywać próbki kosmetyczne, czuję się, jakby ktoś pierwszy wsiadł do kupionego przeze mnie nowego auta albo przespał się z dziewicą przeznaczoną tylko dla mnie.
  2. Robiąc zakupy czegokolwiek, nigdy nie biorę produktu pierwszego z brzegu, tak, jakby ten na przodku był skażony zbyt długim pobytem w pierwszym rzędzie. Dotyczy to praktycznie wszystkiego, co można sięgnąć z dalszego ustawienia. Profilaktycznie z co najmniej drugiego lub następnych. W sumie nie wiem, o co chodzi, w tym dziwactwie- może o to, że kosmetyki na przykład ustawione z przodu są często otwierane i wywąchiwane, że książki są przez kogoś pomacane, a jogurty ustawione dalej mają dalszy termin do spożycia?
  3. Nie znoszę plam od wody na kranach i umywalce. One mnie atakują komunikatem- ktoś tu już przed Tobą był, używając tego urządzenia- był -czyli skaził. Dlatego do listy bzików z czystym sumieniem mogę dopisać- wycieranie szmatką baterii i zlewu do sucha, tak żebym miała wrażenie pierwszego użytkownika.
  4. Nie zasnę jeśli drzwi od szafy są uchylone, tak jakby z nich miał o północy wynurzyć się potwór, który mnie pożre w całości, by rano została po mnie tylko plama na stłamszonym prześcieradle. Kolejny powód, by użyć palca wskazującego komentując takie zachowanie. Generalnie wszystkie bez powodu nie domknięte drzwiczki, szuflady, szafki nie przyczyniają się do mojego spokoju.
  5. Piorę. Wszystko co się da, w ilościach hurtowych. Po prostu musi być wyprane. Wtedy mam poczucie panowania nad przestrzenią.
  6. Nie położę się spać, dopóki nie będzie ogarnięta kuchnia. Nawet, jak jest po imprezie, późno w noc, bardziej bliżej ranka- niech będzie wstawiona choć jedna zmywarka. Rozpoczynanie poranka od przebijania się przez zasyfioną przestrzeń kuchenną sprawia, że jestem zła jak osa przez resztę dnia, narusza to moje poczucie harmonii, rozkłada mój mózg na łopatki.
  7. Robię zapasy gąbeczek kuchennych, które dość często wymieniam, czuję niepokój, gdy zostaje ich niewiele w opakowaniu. Nie mogę znieść brudnej namoczonej gąbeczki lub zmywaka kuchennego. Od razu widzę, te miliony bakterii, które chcą zaatakować mój kubek. Te które się da wyprać piorę, resztę wyparzam lub wyrzucam.
  8. Otwieram usta robiąc O, gdy maluję rzęsy. Ale myślę, że nie jestem w tym osamotniona. Nie wiem, co usta mają wspólnego z tuszowaniem na czarno rzęs, może są połączone jakąś niewidzialną nitką- czy wyjaśni mi to może jakiś znawca anatomii?
  9. Ściszam muzykę w radio, gdy szukam jakiejś ulicy jadąc autem. Ten sam odruch mam parkując tyłem. Poza tym słucham moich ulubionych płyt jako kierowca na głos, fałszując przy tym niemiłosiernie. Jednak w momencie większego skupienia decybele zaczynają przeszkadzać.
  10. Muszę mieć zapasy: chusteczek, płatków owsianych, kawy, płynu do prania, miodu i paru innych produktów w domu. Czuję się zaopiekowana sama przez siebie, gdy tak jest. Wiem, że nie są to produkty pierwszej potrzeby, ale co ja na to poradzę, że akurat te?
  11. Książki, które czekają, aż je przeczytam. Stosik taki zawsze czeka na mnie na półce, uzupełniam go, jak alkoholik zapasy piwa w lodówce, najlepiej, żeby nigdy się nie kurczył. To oznacza, że w miejsce aktualnie czytanej lektury najczęściej ląduje kilka nowo zakupionych sztuk. Żadne audiobooki, elektroniczne wersje książek nie zastąpią tego uczucia i zapachu świeżej farby drukarskiej i książki, której jeszcze nikt mi nie wyczytał.
  12. Uwielbiam wyciskać pryszcze i wągry moim bliskim. Sprawia mi to dziką satysfakcję, jeśli mogę się na kimś w ten sposób wyżyć. Myślę, że w poprzednim wcieleniu byłam kosmetyczką…

A jakie są Wasze bziki? I czy potraficie się do nich przyznać?

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii życie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *